
Bokserski skandal w Berlinie
Berlin wiosna 1938 roku. W Deutschlandhalle panowała gęsta atmosfera. Turniej bokserski zakończył się skandalem, przynajmniej z punktu widzenia polskiego boksu.

Berlin wiosna 1938 roku. W Deutschlandhalle panowała gęsta atmosfera. Turniej bokserski zakończył się skandalem, przynajmniej z punktu widzenia polskiego boksu.

Stanley Ketchel był bokserem, który urodził się, by walczyć: z rywalami, z losem i z własnymi słabościami. W jego żyłach płynęła polska krew, a w sercu żarzył się ogień, który pchał go na szczyt. Choć zginął bardzo młodo, zdążyć rozsiąść się wśród najlepszych pięściarzy w dziejach…

Dwadzieścia jeden lat temu Andrzej Gołota stanął przed trzecią szansą na zdobycie tytułu mistrza świata w wadze ciężkiej. John Ruiz był ponoć oponentem wymarzonym…

Primo Carnera był człowiekiem, którego życie przypominało film. To była droga od biednego chłopaka z włoskiej wioski po mistrza świata wagi ciężkiej. Ten gigant o dobrym sercu, który bił z potężną siłą, sam często był wykorzystywany przez innych…

W styczniu 1968 roku Artur Olech pokonał w Warszawie Ricardo Delgado z Meksyku. Kilka miesięcy później historia miała zatoczyć koło. Para znów spotkała się w ringu, tyle że stawką był tytuł mistrza olimpijskiego.

Miał dwadzieścia lat, gdy popełnił samobójstwo. Wcześniej błyszczał na ringach polskich i międzynarodowych. Obdarzony znakomitymi warunkami fizycznymi, nokautującym ciosem zwyciężył w 44 z 50 swoich walk. Zdobył dwa tytuły mistrza kraju. Alfred Kupka w latach 30. mógł zostać najlepszym pięściarskim towarem eksportowym w biało-czerwonych barwach. Niestety, nie poradził sobie z

– Mnie nikt w tym sporcie nie brał na poważnie – mówił po igrzyskach olimpijskich w Sydney Rulon Gardner, amerykański zapaśnik. I nie, nie miał do nikogo pretensji, wypowiadając te słowa. Pewnie chciał podkreślić, jak dużej rzeczy dokonał. A taką niewątpliwe była wygrana z Aleksandrem Karelinem, legendą, niepokonaną od trzynastu

Wśród tysięcy Polaków, którzy ginęli w Powstaniu Warszawskim był Henryk Szlązak, przedwojenny olimpijczyk i mistrz zapasów.

Na zdjęciach z początku XX wieku Georges Carpentier ma lekko zadarty nos, oczy chłopca, włosy starannie zaczesane w tył. Wydaje się być eleganckim mężczyzną. Szczupły, z ramionami rozłożonymi jak skrzydła ptaka i wyraźnie zarysowanymi mięśniami. Widać, że sport nie jest mu obcy. Słuszne to wnioski, bo regularnie boksował. Kiedy wychodził

Jerzy Rybicki – ostatni polski złoty medalista olimpijski w boksie – nie był typem ulicznego zabijaki, ale miał instynkt, refleks i odwagę. W 1976 roku w Montrealu wspiął się na szczyt, pokonując zawodników z USA, Portoryko, ZSRR i Jugosławii.