Był niezwykle utalentowany. W latach 50. i 60. stał się wręcz chlubą węgierskiego sportu. László Papp na ringu potrafił wygrywać niemal wszystko. Za to poza nim musiał przełknąć gorycz porażki. Tej z polityką…
„Myślę, że mógłbym zostać po raz czwarty mistrzem olimpijskim, gdybym został w gronie amatorów” – odpowiadał, zapytany o największy błąd w karierze.
Nazywał się László Papp. Był Węgrem, który wspiął się na pięściarskie szczyty. Do dziś zresztą pozostaje najwybitniejszym pięściarzem w historii swojego kraju. Urodzony 25 marca 1926 roku w Budapeszcie, jeszcze w trakcie amatorskich walk zyskał status legendy. Swojego fachu uczył się w słynnej budapesztańskim MOM. Początkowo trenował głównie piłkę nożną, ale w przerwach w pracy brał też udział w krótkich meczach bokserskich, organizowanych na fabrycznym podwórku. W większości przypadków zwyciężał w walkach.
Dwukrotnie zdobył mistrzostwo Europy, lecz o jego wyjątkowym miejscu w historii przesądziły przede wszystkim wyczyny olimpijskie. Bo to Papp jako pierwszy bokser w dziejach zdobył trzy złote medale igrzysk — w Londynie w 1948 roku, w Helsinkach w 1952 oraz w Melbourne w 1956. Było to osiągnięcie bez precedensu, które na długie lata uczyniło z niego symbol sportowego mistrzostwa.
|Czytaj też: Spowiedź mistrza. Marian Kasprzyk: początek, boks i igrzyska
Ówczesny celebryta
László Papp imponował nie tylko dorobkiem, ale również stylem. Uchodził za pięściarza szybkiego, inteligentnego i obdarzonego znakomitym wyczuciem walki. Znakiem rozpoznawczym była jego lewa ręka, wspominana przez rywali i komentatorów jako broń wyjątkowo groźna. Łączył techniczną precyzję z widowiskowością, dlatego dla wielu kibiców stał się uosobieniem pięściarstwa w jego najpiękniejszej, klasycznej postaci.
Popularność sprawiła, że stał się bohaterem anegdot. Prasa poświęcała mu sporo uwagi, często przypisując mu historie niemal groteskowe. Przykładowo, krążyła anegdota, wedle której Papp, spacerując z żoną po Górze Gellerta, został zaatakowani przez bandę, nieznanych sobie chuliganów. Bokser sam miał ich wszystkich „obezwładnić”. Inna opowiastka mówi o wyjeździe do Hiszpanii. W pojedynku w Madrycie, w którym obronił tytuł mistrza Europy, w grudniu 1963 roku, mieszkające w Hiszpanii gwiazdy węgierskiego futbolu – Ferenc Puskás i László Kubala – opłaciły mu liczne grono kibiców, złożone z bezrobotnych z Kastylii. Piłkarze zrobili to, by krajan czuł się „jak u siebie”.
|Czytaj też: Sinusoida Foremana. Nigdy nie lekceważ serca mistrza…
Polak, Węgier dwa bratanki
Nad Wisłą też był sportowcem szalenie popularnym. Śledzono u nas jego karierę z ogromną uwagą, a pojedynki Pappa z polskimi pięściarzami należały do najbardziej pamiętnych wydarzeń sportowych lat pięćdziesiątych. Szczególnie silnie zapisała się rywalizacja ze Zbigniewem Pietrzykowskim. Polak nazywał Węgra „nietuzinkową osobowością”, a ten zaś cenił sobie wysokie umiejętności Pietrzykowskiego. Ba, już po zakończeniu karier obaj chętnie się odwiedzali. W 1980 Zbigniew gościł u Lászlo. Czternaście lat później trzykrotny złoty medalista olimpijski zawitał w Bielsku-Białej.
Po zakończeniu kariery olimpijskiej Papp stanął przed wyborem, który zaważył na dalszych losach jego życia sportowego. W 1957 roku przeszedł na zawodowstwo, stając się pierwszym bokserem z kraju komunistycznego, który zdecydował się na tak śmiały krok. Był to gest odważny i w realiach epoki niemal sensacyjny.

„W Melbourne dostałem wiele propozycji podpisania profesjonalnego kontraktu. Po powrocie do Budapesztu poszedłem do odpowiedzialnego za sport ministra, który dał mi swą aprobatę” – wspominał.
Na zawodowych ringach potwierdził swoją wielkość. W latach 1962–1964 dzierżył tytuł mistrza Europy w wadze średniej i z powodzeniem go bronił. Wszystko wskazywało na to, że otwiera się przed nim droga do walki o mistrzostwo świata…
László Papp w niełasce
Historia potoczyła się jednak inaczej. Władze komunistyczne nie dopuściły, by kariera Pappa rozwinęła się w pełni. Odebranie mu paszportu i administracyjne ograniczenia przekreśliły możliwość walki o światowy tytuł, choć sportowo był do niej w pełni gotów.
„Minister, który mnie wspierał, popadł w niełaskę, podobnie jak wszyscy, których uważano za jego podopiecznych, a nic nie było ustalone na piśmie. Uważam, że miałem wielką szansę na tytuł, ponieważ wygrałem ze wszystkimi, także z tym, który potem pokonał mistrza świata Joeya Giardello” – mówił, nie bez żalu, w 1996 roku.
Efekt był taki, że jeden z największych talentów swojej generacji został pozbawiony szansy na pełne spełnienie. Zawodową karierę zakończył niepokonany — z bilansem 26 zwycięstw i 3 remisów.
W późniejszych latach sam Papp przyznawał, że decyzja o przejściu na zawodowstwo mogła być błędem, być może największym w sportowym życiu. Być może jako amator sięgnąłby po czwarte złoto olimpijskie.
Po transformacji ustrojowej, doceniono go. W 1989 roku federacja WBC wyróżniła go mianem najwybitniejszego pięściarza w historii swojej kategorii wagowej. Dwanaście lat później, w 2001 roku, znalazł się w gronie członków Międzynarodowej Galerii Sław Boksu. Jego pozycję w węgierskim sporcie podkreślono także w 2004 roku, rok po jego śmierci, gdy jego imieniem nazwano jedną z najważniejszych hal widowiskowo-sportowych w Budapeszcie — Papp László Budapest Sportaréna.
Dziś setna rocznica urodzin tego wielkiego sportowca.
