Stanley Stańczyk – mistrz ciężarów z domieszką polskiej krwi

Stan Musial, Antoni Załęski, Stanley Ketchal czy Mike Krzyzewski to tylko niektórzy ludzie związani z amerykańskim sportem, których serce pompowało polską krew. Dziś historia, którą zamazał czas. Opowieść o sztangiście, człowieku niezwykle honorowym. I mistrzu olimpijskim, który zyskał za Atlantykiem sławę. Nazywał się Stanley Stańczyk, a jego rodzina pochodziła z Krakowa.

Stanley Stańczyk fot. Bill Pearl/domena publicznaStanley Stańczyk fot. Bill Pearl/domena publiczna

Empress Hall w Earls Court Exhibition Centre w Londynie. 11 sierpnia 1948 roku. Trwa rywalizacja sztangistów w kategorii półciężkiej (82,5 kg). Trzy konkurencje: wyciskanie, podrzut i rwanie. W każdej zawodnicy mają po trzy próby. Stanley Stańczyk właśnie podchodzi do ostatniego podejścia w rwaniu. Zażyczył sobie 132,5 kg, chcąc pobić swój najlepszy wynik w karierze. Łapie sztangę, a ta chwilę później jest już nad głową. Publiczność klaszcze z uznaniem. Sędziowie uzupełniają protokoły. A Stanley? On rusza w ich kierunku! Przez kilka sekund coś tłumaczy. Nie bardzo wiadomo, o co mu chodzi.

Mijają minuty i… sędziowie uznają próbę za spaloną! Dalczego? Stańczyk podszedł do nich i przyznał, że w trakcie ataku na rekord życiowy, dotknął podłogę kolanem. To był błąd, który go dyskwalifikował.  Mimo wszystko zachował się uczciwie i przyznał się.

Piękne i honorowe zachowanie. Co istotnie, anulowany wynik i tak nie miał wpływu na końcowe rozstrzygnięcia. Stanley został mistrzem olimpijskim! Nad drugim Haroldem Sakatą, późniejszym wrestlerem i filmowym Oddjobem z „Goldfingera”, miał przewagę blisko 37,5 kilograma. Była to wówczas największa różnica wygranej w olimpijskiej historii sztangistów.

Biedny syn Polaków z Krakowa

Stanley „Stan” Stańczyk urodził się 10 maja 1925 roku w Armstrong w stanie Wisconsin. Jego rodzice byli imigrantami z Krakowa. Rodzina najpierw osiadła w Wisconsin. Ale przyszła epidemia. Stanleya jeszcze nie było na świecie, gdy w jej wyniku zmarły jego siostry. To dlatego w 1926 roku rodzina przeniosła się do Detroit. Tam dorastał.

Nie miał sielankowego dzieciństwa. Po latach wspominał, że byli tak biedni, iż siostry ze szkoły św. Jadwigi odsyłały go do domu z powodu zniszczonych ubrań. Rówieśnicy gnębili go, bo często używał języka polskiego, którego nauczył się od rodziców. Odpowiadał pięściami.

„Walczyłem każdego dnia po szkole. W kolejce ustawiali się różni chłopcy, a ja biłem ich wszystkich. Potem siostry biły mnie za to, że biję dzieciaki” – wspominał.
Stanley Stańczyk fot. domena publiczna
Stanley Stańczyk fot. domena publiczna

Najpierw trafił do boksu. Trenował w Boys Club przy Livernois, niedaleko Michigan Avenue. Tam zobaczył chłopaków ćwiczących ze sztangami. Byli więksi, mocniejsi i bardziej umięśnieni niż bokserzy. To go przekonało. Chciał tak wyglądać. Miał piętnaście lat, gdy regularnie zaczął podnosić ciężary. Miał ku temu smykałkę…

W 1942 roku pojawił się na scenie krajowej, zajmując trzecie miejsce w Senior Nationals jako zawodnik wagi lekkiej. Według niektórych relacji był to dopiero jego trzeci start. Nie był zwykłym siłaczem. Miał szybkość i koordynację. Miał też wyczucie czasu, bez którego ciężko o dobre „dźwiganie żelastwa”.

Marsz przez kategorie

Treningi przerwała mu wojna. Dwa tygodnie po osiemnastych urodzinach, tuż przed ukończeniem Chadsey High School, został powołany do armii Stanów Zjednoczonych. Służył przez trzy lata. Nie odniósł ran. Starał się utrzymać formę, wykorzystując do treningów pancerne płyty.

Pół roku po wyjściu z wojska zdobył pierwszy tytuł mistrza świata. Był rok 1946, Paryż, kategoria lekka. Tamten wyjazd zapamiętał też z powodu strajku w liniach lotniczych. Amerykanie utknęli w Paryżu na dwa miesiące!

W 1946 roku rozpoczął marsz przez kolejne kategorie wagowe. Wygrywał jako lekki, potem średni i w końcu półciężki. Był pierwszym ciężarowcem, który zdobył trzy kolejne tytuły mistrza globu w trzech różnych kategoriach. W latach 1946–1949 ustanowił siedem rekordów świata: cztery w rwaniu, jeden w podrzucie i dwa w trójboju.

Przed wyjazdem do Francji podpisał umowę z York Barbell Company. Firma miała pomóc mu w opłaceniu studiów, a on w zamian występował w pokazach. Gdy po paryskim przestoju wrócił do kraju, rok akademicki już trwał. Nie poszedł wtedy na uczelnię, ale występy kontynuował. Zarobione w ten sposób pieniądze odkładał z myślą o przyszłości.

Po olimpijskim złocie w Londynie nie zatrzymał się. Zdobywał kolejne mistrzostwa świata, a w 1951 roku wygrał igrzyska panamerykańskie w Buenos Aires. Był jednym z filarów amerykańskich ciężarów w czasach ich świetności. Na krajowym podwórku sięgnął po sześć mistrzostw.

Życie po ciężarach

W Helsinkach w 1952 roku był blisko drugiego olimpijskiego złota. Zajął drugie miejsce, przegrywając z Trofimem Łomakinem ze Związku Radzieckiego ledwie 2,5 kg. Przyznał później, że zawiniło nie ciało, lecz pomyłka. Był przekonany, że ma jeszcze jedną próbę, a w rzeczywistości wykonał już ostatnie podejście.

Po Helsinkach jeszcze nie zszedł ze sceny. W mistrzostwach świata w 1953 i 1954 roku zdobył brązowe medale. Dopiero potem zakończył karierę. Wiedział, że z wiekiem będzie co raz trudniej o dobre wyniki.

Po zakończeniu kariery mieszkał w Miami, gdzie z żoną Dorothy otworzył kręgielnię połączoną z restauracją. Prowadzili ją przez 27 lat. Kręgle były jego nową pasją. Rozegrał ponad 20 tysięcy partii, a wyniki zapisywał w dzienniku. Ciężarów jednak całkiem nie porzucił. Przez lata ćwiczył w swoim garażu i szkolił młodszych zawodników. Dwóch jego podopiecznych doszło potem do prób olimpijskich.

Stanley Stańczyk zmarł 3 lipca 1997 roku w Miami. Miał 72 lata. W Polsce jest sportowcem nieco zapomnianym…

Wybrane dla Ciebie