Muhammad Ali kontra Antonio Inoki. „Komedia”, która dała początek MMA

To miało być starcie dwóch światów. Największy bokser globu staje przeciwko japońskiemu zapaśnikowi, który twierdził, że nie boi się żadnego bólu. Muhammad Ali i Antonio Inoki mieli dać kibicom odpowiedź na pytanie, która sztuka walki jest skuteczniejsza. Zamiast sportowej rewolucji wyszła jednak groteskowa, kontrowersyjna i bolesna walka, którą… po latach zaczęto nazywać jednym z pierwszych medialnych zwiastunów MMA.

Muhammad Ali (z lewej) i Antonio Inoki (z prawej) fot. AP/domena publicznaMuhammad Ali (z lewej) i Antonio Inoki (z prawej) fot. AP/domena publiczna
„Jestem pewien, że nawet gdyby Ali uzbroił się w maczugę, to i tak nie jest w stanie wyrządzić mi żadnej krzywdy” – przewidywał Antonio Inoki.

Słowa Japończyka były zapowiedzią walki, na której zapaśnik miał stawić czoła mistrzowi boksu. To miało być show, ale i próba odpowiedzi na pytanie, która sztuka walki jest skuteczniejsza.

Odpowiedź na prowokację

Inoki był wielkim gościem. 191 centymetrów wzrostu i 125 kilogramów wagi robiło wrażenie. Do tego dochodziła sprawność fizyczna. W bezpośredniej konfrontacji, jakimś klinczu, Ali mógł mieć kłopoty. Japończyk był też gotowy mentalnie.

„Jestem w stanie znieść każdy, największy nawet ból. Podczas moich ćwiczeń zapaśniczych pozwalałem sobie wymierzać do 3000 uderzeń kijem bambusowym, aby wyrobić w sobie wytrzymałość na ból i silną wolę. Jestem specjalistą nie tylko w zapasach, ale także w karate judo i aikido. Nie ma na świecie człowieka, który byłby w stanie ze mną wygrać. Ali umie boksować tylko ze słabszymi od siebie” – mówił, dodatkowo podsycając atmosferę przed pojedynkiem.

Czy Japończyk postradał zmysły? Niekoniecznie. Ba, został przez pięściarza sprowokowany! W kwietniu 1975 roku Ali zadał pytanie Ichiro Hattcie, prezesowi Japońskiego Stowarzyszenia Zapaśników Amatorskich, czy ma jakiegoś orientalnego zawodnika, który jest w stanie go pokonać. Do pytania dorzucił milion dolarów, jeśli ktoś taki się pojawi. W Japonii propozycję tę potraktowano jak zniewagę. Sytuację opisywały gazety.

Antonio Inoki wyszedł więc przed szereg i przyjął wyzwanie.

Zmiany, zmiany, zmiany

Przed walką doszło do kilku konferencji prasowych. Muhammad Ali szydził na nich z rywala, porównując go do pelikana. Inoki starał się odpowiadać na zaczepki, przez co pojedynkiem zainteresowali się kibice na całym świecie. Dla fanów sportów walki była to nowość, z czasem opisywana nawet jak protoplasta nowoczesnego MMA, tego w wydaniu medialnym.

26 czerwca 1976 roku w Tokio rozpoczęła się walka, która miała odpowiedzieć na naiwne, ale wiecznie żywe pytanie: kto wygra, bokser czy zapaśnik? Z jednej strony stał mistrz świata wagi ciężkiej, człowiek znany z „Thrilla in Manila”, globalna gwiazda i najlepszy sprzedawca własnej wielkości. Z drugiej stał Antonio Inoki, japoński wrestler, uczeń twardej szkoły catch wrestlingu, bohater publiczności i zawodnik przekonany, że wrestling może być czymś więcej niż teatralną rozrywką. Pojedynek określano jako „War of the Worlds”.

Plakat promujący walkę fot. domena publiczna
Plakat promujący walkę fot. domena publiczna

Ci bardziej sceptyczni patrzyli na to show i pytali, czy będzie sportową rewolucją, czy teatrem? A skąd dylemat? Problem polegał na tym, że nikt do końca nie wiedział, czym ta walka ma być. Ali i jego ludzie spodziewali się, że na ringu wszystko będzie pod kontrolą. Według relacji przytaczanej przez „The Guardian”, kiedy pięściarz zobaczył zapaśnika na treningu, miał zapytać, kiedy zaczynają „pokaz”. W odpowiedzi usłyszał, że to nie będzie „pokaz”, ale prawdziwy pojedynek, którym padną ciosy i pojawią się rany. I wtedy zaczęły się nerwowe negocjacje. Reguły zmieniano do ostatnich dni. Przykładowo, Inokiemu ograniczono rzuty, obalenia i kopnięcia. Mógł kopać tylko wtedy, gdy jedno kolano dotykało maty. Eksperci zaczęli mówić o… farsie.

Muhammad Ali vs Antonio Inoki: walka

W tokijskim Nippon Budokan, zaraz po pierwszym gongu, Inoki rzucił się do nóg Alego. Nieskutecznie. Potem zrobił coś, co stało się symbolem tamtej walki: położył się na plecach i próbował kopać pięściarza. Czas mijał, ale Japończyk nie miał zamiaru zmieniać taktyki. Sądził, że okopanie nóg boksera, pozbawi go mobilności i pozwoli mu w dalszej części pojedynku przechylić szalę na swoją stronę.

Ali się denerwował. Krzyczał w kierunku rywala, żeby walczył. W pewnym momencie pojawiły się gwizdy. Z czasem buczenie z trybun. W piątej rundzie Japończyk zahaczył nogę Amerykanina tak mocno, że mistrz się zachwiał i upadł. W szóstej Ali próbował złapać nogi rywala, żeby wreszcie ustawić go pod cios. To był błąd! Antonio Inoki wyczuł to, skręcił ciało i ściągnął go na dół. Przez chwilę był tam, gdzie chciał być od początku. Szukał kontroli, a gdy Ali się bronił, uderzył go łokciem w twarz. Takie ciosy były jednak zabronione, więc sędzia Gene LeBell przerwał akcję. Ale sygnał był jasny: jeśli ta walka choć na sekundę zostanie sprowadzona do parteru, bokser jej nie wygra.

Muhammad Ali kontra Antonio Inoki fot. domena publiczna
Muhammad Ali kontra Antonio Inoki fot. domena publiczna

Z każdą rundą noga Alego wyglądała gorzej. Była spuchnięta i porozbijana. Później zaczęła krwawić. W narożniku zaczęto podejrzewać, że w butach Inokiego musi być coś twardego. Zamieszanie tylko pogłębiło absurd…

W okolicach dziesiątej i jedenastej rundy Muhammad trafił lewym prostym. Rywal odczuł go wyraźnie. Potem znów były uniki, kopanie i próby obaleń.

Pytanie bez odpowiedzi

Po piętnastu rundach wciąż nie było jasne: boks czy zapasy? Po ostatnim gongu ogłoszono kontrowersyjny remis. Japończyk trafił 64 kopnięcia, Amerykanin zadał tylko 5 ciosów. Kibice byli wściekli. W kierunku ringu rzucali wszystkim, co akurat nawinęło im się pod ręce. To miała być „walka stulecia”, wydarzenie epokowe, a… wyszła komedia. W polskiej prasie relacjonowano ją dosadnie:

„Rozegrana w Tokio walka miedzy mistrzem bokserskim świata Muhammedem Ali i japońskim zapaśnikiem Antonio Inoki zakończona remisem, przypominała groteskową i nudną pantomimę. Po godzinie tego spektaklu, 12 tys. widzów, którzy płacili za bilety ogromne sumy, żądało zwrotu poniesionych kosztów”. – pisal „Dziennik Bałtycki”.

Bohaterowie wieczoru też zapłacili za swój występ – zdrowiem. Antonio Inoki po walce cierpiał, bo od kopnięć złamał stopę. Muhammad Ali wrócił do hotelu z nogą w fatalnym stanie. Donoszono o dwóch zakrzepach. Bob Arum, już po latach, wspominał nawet o groźbie amputacji. Ali wrócił na ring i we wrześniu pokonał Kena Nortona, ale wielu uważało, że jego praca nóg nigdy nie była już taka sama. Śmieszna walka zostawiła bardzo wysoki rachunek.

Z czasem historia złagodniała. Ali i Inoki nie zostali wrogami. Przeciwnie, zaprzyjaźnili się. Japończyk był później gościem u Alego, a ten w 1998 roku, przyleciał do Tokio na jego pożegnalną walkę.

Walka ta odegrała znaczącą rolę w historii mieszanych sztuk walki, szczególnie w Japonii. Zainspirowała ona uczniów Inokiego, Masakatsu Funakiego i Minoru Suzuki, do stworzenia Pancrase w 1993 roku, co z kolei doprowadziło do powstania Pride Fighting Championships w 1997 roku.

Wybrane dla Ciebie