Niezwykły wyczyn Niemca. Karl-Hans Riehm i trzy rekordy świata

19 maja 1975 roku w Rehlingen Karl-Hans Riehm został bohaterem konkursu, który nawet po latach wydaje się być absolutnie niezwykłym. W trakcie jednych zawodów Niemiec aż trzykrotnie poprawił rekord świata. Dodatkowo, na stadion przyszło wówczas około czterech tysięcy widzów, którzy spodziewali się dobrego występu reprezentanta RFN, ale nie mogli wiedzieć, że zobaczą w sumie… aż sześć rzutów lepszych od obowiązującego rekordu świata!

Karl-Hans RiehmKarl-Hans Riehm

Karl-Hans już w pierwszej próbie posłał młot na odległość 76,70 m. Poprawił tym wynik Aleksieja Spiridonowa z ZSRR, ledwie o cztery centymetry. Zwykle po takim rzucie napięcie spada. Sam Riehm wspominał jednak, że u niego… było odwrotnie. Nie odpuścił, lecz poczuł, jakby „otworzyły się śluzy”.

Druga próba była jeszcze lepsza! Młot poleciał na 77,56 m i rekord świata znów przestał być aktualny. Trzecia seria przyniosła 77,10 m, czyli wynik słabszy od poprzedniego rzutu, ale nadal lepszy od starego rekordu. W czwartej próbie Riehm osiągnął 78,50 m. W ciągu kilkudziesięciu minut przesunął granicę o prawie dwa metry.

Problemy z wagą

Kibice łapali się za głowę. A on po latach opowiadał, z jak wielkim „trudem” organizacyjnym dla sędziów były jego rzuty:

„Najzabawniejsze było to, że po każdym bitym rekordzie świata zawody musiały być przerywane. Przy każdym odległość musiała być mierzona po raz drugi za pomocą drugiej stalowej taśmy o długości 100 metrów. Za każdym razem mój sprzęt również musiał być ponownie ważony, ale waga była na stadionie, więc sędziowie musieli się sporo nabiegać. Po drugim rekordzie świata przynieśli wagę ze stadionu i ustawili ją tuż obok boiska, więc przy trzeciej próbie wszystko przyspieszyło!”.

Ale niezwykłe było nie tylko to, że jednego dnia trzykrotnie bił rekord globu. Najbardziej zdumiewała stabilność jego prób. Dwa ostatnie rzuty także przekroczyły dawny rekord: 77,16 m i 77,28 m. Do dziś Niemiec pozostaje jedynym lekkoatletą w konkurencji technicznej, który w jednym konkursie we wszystkich sześciu próbach uzyskał wyniki lepsze od obowiązującego przed zawodami rekordu świata.

Zakład z dziadkiem i rekord świata w rzucie młotem

Z tym dniem wiąże się również rodzinna anegdota. Przed zawodami młociarz zadzwonił do dziadka i powiedział mu, że być może stać go na najlepszy wynik na świecie. Dziadek nie wierzył, że to możliwe, więc obiecał mu tysiąc marek niemieckich, jeśli tego dokona. Ot, taki zakład wnuka z dziadkiem. Po konkursie dumny senior słowa dotrzymał, ku uciesze całej rodziny. Co ciekawe, dzień przed konkursem rodzina młociarza świętowała rocznicę ślubu jego rodziców, a on sam, chcąc dobrze się wyspać, musiał nocować u sąsiadów.

Niemiec nie był jednak sportowcem jednego dnia. Takim, który błysnął i od razu zniknął. W 1978 roku raz jeszcze bił rekord globu wynikiem 80,32 m. Był też srebrnym medalistą olimpijskim z Los Angeles z 1984 roku, gdzie przegrał złoto z Finem Juhą Tiainenem – zaledwie dziesięć centymetrów. Niemniej ten jego po trzykroć rekordowy dzień pamięta się mu najbardziej…

Wybrane dla Ciebie