Mirosław Rzepkowski: „dziś żyję tak, jak chcę i lubię”
Mirosław Rzepkowski jechał do Atlanty jako debiutant. Późno, bo w wieku 37 lat. Ale trafił z formą w idealnym momencie. Strzelał na tyle dobrze i pewnie, że do kraju wrócił z olimpijskim srebrem. Gdy odbierał ode mnie telefon, nie wiedziałem, czego się spodziewać – bo rzadko udziela się w mediach. Ale on szybko rozwiał te obawy i opowiedział o swojej strzeleckiej karierze, igrzyskach oraz sportowych początkach.
W tym artykule:
Piątek, 26 lipca 1996 roku. W Wolf Creek Shooting Complex pod Atlantą rozgrywała się walka o olimpijskie medale w strzelectwie. W finale skeetu było sześciu najlepszych zawodników. Rzutek wyłaniał się z budki, przecinał powietrze i przez ułamek sekundy dawał szansę na trafienie. Potem był huk wystrzału, oklaski publiczności… i oczekiwanie na rezultat, który wyświetlał się na tablicy.
Reprezentant Polski Mirosław Rzepkowski, na co dzień trenujący w WKS Śląsk Wrocław, wszedł do finału z dorobkiem 123 trafień. Przed nim był bezbłędny w eliminacjach Ennio Falco, Włoch. Blisko znajdowali się też Andrea Benelli, mistrz świata oraz Duńczyk Ole Riber Rasmussen. Polak nie był faworytem. Określano go „najstarszym debiutantem”, bo miał 37 lat i pierwszy raz startował na igrzyskach olimpijskich. Ale w najważniejszej serii dnia zrobił to, co w skeecie najważniejsze – trafił wszystko.
Trzech chętnych, dwa miejsca
Olimpijskie strzelanie w Atlancie od początku przebiegało pod znakiem perturbacji organizacyjnych. Zmieniono harmonogram zawodów, co, jak ocenia dzisiaj Mirosław Rzepkowski dało mu trochę więcej czasu na odpoczynek i pozwoliło odzyskać wysoką dyspozycję. Bo przed wyjazdem na igrzyska bywało z nią, co tu dużo mówić, różnie…
Przed samym wylotem do USA przyszedł jednak spadek formy. Nieudany występ w mistrzostwach Polski sprawił, że zaczęto wątpić w dobry start „Rzepy”…
Jakby tego było mało, za Atlantykiem też miał kłopoty. Bardzo konkretne. Zawodnicy wychodzili z klimatyzowanych pomieszczeń i autobusów wprost na upał. Prawdopodobnie przez to Mirosław zaczął odczuwać silny ból pleców. Sam mówił, że go „przewiało”. Nie mógł wykonywać gwałtownych ruchów, masażyści powoli przywracali go do sprawności, ale przy szybkich skrętach tułowia nadal cierpiał. Właśnie tym dyskomfortem tłumaczył później dwa niecelne strzały w pierwszym dniu olimpijskich zmagań:
Atak na srebro
Dlaczego ból tak przeszkadzał? Bo skeet jest wyjątkowo wymagający. Zawodnik nie celuje długo. Wykonuje rotacje i pracuje m.in. plecami. Daje komendę, a rzutki lecą z dwóch budek, wysokiej i niskiej pod różnymi kątami. Raz pojedynczo, raz parami. W kwalifikacjach jest pięć serii po 25 rzutków. Może właśnie dlatego skeet jest tak widowiskową konkurencją. Rzepkowski tak wspomina po latach:
W Atlancie każdy finalista liczył na celne trafienia i powtarzalność. Rzepkowski przystępował do finału z pozycji, która pozwalała marzyć o podium, bo po kwalifikacjach był trzeci. Rozstrzygające strzały Polaka były wybitne! Oddał 25 strzałów i nie pomylił się ani razu! Ten brawurowy atak sprawił, że to rywale zaczęli odczuwać presję. Ennio Falco raz spudłował, ale wcześniejsza przewaga utrzymała go na pierwszym miejscu. Zakończył zawody z wynikiem 149 punktów, co było olimpijskim rekordem. Mirosław zdobył 148, a to dało srebro i rekord kraju. Andrea Benelli skończył z wynikiem 147, tak samo jak Rasmussen, a o brązie zdecydowała dogrywka. Włoch miał sześć trafień, Duńczyk pięć.
Cierpliwość jest cnotą
Droga do olimpijskiego srebra nie była prosta. Bywało i tak, że rozważał rezygnację. Na wcześniejsze igrzyska, te w Moskwie w 1980 roku, nie pojechał, o co miał żal właśnie do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Bo to on, będąc ministrem sportu, podpisał listę olimpijczyków. Bez niego, mimo że miał najlepsze wyniki w kraju.
Był strzelcem Śląska Wrocław, klubu, w którym spędził niemal całe sportowe życie. W 1972 roku ogłoszono nabór do sekcji strzeleckiej i przeprowadzono testy psychomotoryczne dla stu kandydatów. Rzepkowski zajął w nich 99. miejsce. Psycholog napisał, że nie nadaje się do strzelectwa. Poszedł więc kopać piłkę w PKS-ie Odra Wrocław, ale rezygnował po paru miesiącach. Kiedy później był nabór do skeetu, o którym dowiedział się z „Wieczoru Wrocławia”, przyjęto go już bez testów psychologicznych Przyznaje, że miał tak duży potencjał, że trener Kaczorowski, po rozmowie z rodzicami postarał się, by rzeczone testy obejść.
Na jednych z pierwszych zawodów był niemal na końcu stawki. Nie załamał się. Cierpliwie, przez lata pracował nad właściwymi ruchami, ćwiczył oko i odporność psychiczną. I tak przyszły pierwsze sukcesy. Zdobywał tytuły mistrza Polski, miał dziewiąte miejsce w mistrzostwach świata i dobre wyniki w Pucharze Świata. Nie był cudownym dzieckiem strzelectwa – bardziej rzemieślnikiem…
Olimpijskie anegdoty
Poza strzelectwem miał też inne zajęcia. Kształcił się na tokarza-frezera, służył w wojsku w stopniu starszego sierżanta sztabowego. Do tego dochodziło rolnictwo. Z tą profesją wiąże się też anegdota, którą w 1996 r. przytoczył wysłannik „Trybuny Śląskiej”:
Za nagrodę miał budować strzelnicę. Tyle że formalności było sporo. Zamiast tego kupił ziemię, na której postawił ranczo i wykopał staw. Dziś to jego odskocznia i miejsce spotkań. Często wsiada do samochodu, jedzie 25 kilometrów i właśnie tam odpoczywa. Blisko natury. Z dala od miejskiego szumu…
Wracając do Atlanty, to wiąże się ona dla Mirosława Rzepkowskiego z jeszcze jednym wspomnieniem. Otóż spotkał on w wiosce olimpijskiej prezydenta USA Billa Clintona…
Wersja osobista
Nazajutrz po olimpijskim sukcesie w Atlancie o Rzepkowskim pisały wszystkie gazety: „Srebrny debiut”, „Najstarszy debiutant”, do tego duże zdjęcia zawodnika w reprezentacyjnym dresie, z medalem pod szyją i uśmiechnięta twarzą. Wtedy Mirosław Rzepkowski był na szczycie. Rozpisywano się o sukcesie i analizowano jego przyczyny. W „Gazecie Krakowskiej” tak pisano:
On ma swoją wersję. Bardziej osobistą.
W Atlancie 26 lipca 1996 roku Mirosław Rzepkowski nie wygrał złota. To zdanie jest prawdziwe, ale nie oddaje prawdziwej skali sukcesu naszego zawodnika. Można napisać więc inaczej: w dniu, w którym Ennio Falco pobił rekord olimpijski, polski strzelec zmusił go do obrony minimalnej przewagi do ostatnich rzutków. Albo: w dniu, w którym Andrea Benelli miał potwierdzić status gwiazdy, to debiutujący Polak strzelał czyściej w finale…
Po igrzyskach, przez około trzy lata, był „na fali”. Ale w końcu zakończył karierę sportową i odszedł z wojska, Na pytanie, czy dziś czuje się sportowcem zapomnianym, odpowiada:
***
Po zakończeniu rozmowy pan Mirosław wysłał mi kilka zdjęć. Potem zadzwonił i wytłumaczył, że na jednym z nich stoi on i dwaj Włosi, ale to nie fotografia z Atlanty. Zrobiono ją kilka tygodni później, gdy trójka z olimpijskiego podium „zamieniła” się miejscami na tradycyjnych, poolimpijskich zawodach. To najlepszy dowód na to, że Rzepkowski był w 1996 roku był w światowej czołówce…