Tragedia Kolorowej Jedenastki. Gullit i Rijkaard "oszukali przeznaczenie"?
Lot PY764 miał być początkiem święta futbolu i powrotu do korzeni. Stał się jedną z najbardziej przejmujących tragedii w historii sportu.
W tym artykule:
"Mój syn miał już spakowane walizki" - mówił ojciec Ruuda Gullita w wywiadzie dla ukazującej się w Rotterdamie gazety "Algemeen Dagblad" – "Zgody na wyjazd do Surinamu nie wyraził jednak jego lekarz klubowy w AC Milan" – dodał.
Frank Rijkaard też miał lecieć, ale władze włoskiego klubu wyraziły sprzeciw. Jeśli ktoś w życiu "oszukał przeznaczenie" albo dostał "drugą szansę", to chyba właśnie holenderskie legendy futbolu.
Powrót do korzeni
W nocy z 6 na 7 czerwca 1989 roku z Amsterdamu do Paramaribo odlatywał samolot. McDonnell Douglas DC-8 linii Surinam Airways nosił imię Anthony’ego Nesty’ego, pływaka, który rok wcześniej dał Surinamowi olimpijskie złoto. Na pokładzie byli ludzie wracający do rodzin. Dorośli i dzieci. Muzycy i robotnicy. Byli także piłkarze, którzy swoją grą mieli nieść radość, a zostali bohaterami jednego z najbardziej smutnych momentów w dziejach futbolu.
[#KNVB]
— 🇫🇷 Foot néerlandais 🇳🇱 (@Foot_NL) June 7, 2020
📆 Le 7 juin 1989, un avion de la SLM s'écrase au Surinam avec à son bord Kleurrijk Elftal, une sélection de joueurs pros surinamiens jouant aux Pays-Bas, pour un match d'exhibition. La catastrophe fera 176 victimes dont la totalité de la sélection.#FootNL #OnThisDay pic.twitter.com/gXvjtgi9zv
Nazywano ich Kleurrijk Elftal, czyli Kolorową Jedenastką. Zespół tworzyli zawodnicy pochodzenia surinamskiego grający w Holandii. Na pomysł założenia takiej drużyny wpadł Sonny Hasnoe, społecznik z Amsterdamu, który widział, że popularny w Holandii sport potrafi dawać młodym radość i poczucie godności.
W 1989 roku Kolorowa Jedenastka miała polecieć do Surinamu na turniej pokazowy. Zapraszano wielkie nazwiska, w tym właśnie Ruuda Gullita, Franka Rijkaarda, ale i Arona Wintera, Bryana Roya czy Stanleya Menzo. Kluby niechętnie patrzyły jednak na daleką podróż po sezonie. Część gwiazd została więc w Europie, a inni polecieli wcześniej. Na pokładzie lotu PY764 znaleźli się więc zawodnicy mniej znani, ale dla swoich rodzin czy klubów równie ważni. Byli wśród nich: Lloyd Doesburg z Ajaksu, Steve van Dorpel, Andro Knel, Andy Scharmin, Ruben Kogeldans, Fred Patrick, Jerry Haatrecht i ich trener Nick Stienstra.
Za późno...
Atmosfera przed startem była świąteczna. Dla wielu był to powrót do kraju dzieciństwa. Edu Nandlal, pomocnik Vitesse, nie mógł spać z emocji. Ciągle wpatrywał się w okno, by nie przegapić momentu, w którym zobaczy Surinam z góry, jeszcze przed lądowaniem. Wspominał później światła rozsiane w ciemnej dżungli. Czekał na poranek, ale zamiast tego widoki zalała mgła…
Około czwartej nad ranem załoga samolotu otrzymała komunikat pogodowy. Widzialność spadła do około 900 metrów. Wcześniej mówiono o sześciu kilometrach. Kapitan Wilbert Rogers miał zareagować pytaniem:
"A co się stało z tymi sześcioma kilometrami?".
Samolot dostał zgodę na podejście do pasa 10, ale piloci postanowili posłużyć się systemem ILS.
I to nie był jedyny błąd, a początek domina. Kapitan Rogers miał 66 lat i według przepisów w ogóle nie powinien dowodzić takim lotem. Dokumenty drugiego pilota Glyna Tobiasa były niepełne. Linie i pośrednik zatrudniający załogę zaniedbali podstawowe kontrole…
Kiedy maszyna podchodziła do lądowania i pojawiły się pierwsze alarmy, zamiast przerwać podejście, piloci szli dalej. Prośby o rozjaśnienie świateł pasa nie mogły już zmienić położenia samolotu. W ostatnich sekundach inżynier pokładowy Warren Rose odczytywał wysokość. Trzysta. Dwieście. Sto pięćdziesiąt. Z ciemności wyrosły drzewa.
"Podciągnij!" - krzyknął Rose.
Było za późno.
Samolot roztrzaskał się o ziemię.
Tragedia sportu i narodu
Z 187 osób na pokładzie ocalała garstka. 176 zabitych i 11 ocalałych. Wśród zmarłych było piętnastu członków Kolorowej Jedenastki. Ortwin Linger przeżył katastrofę, ale zmarł po kilku dniach w szpitalu. Sigi Lens, Edu Nandlal – ten, który wpatrywał się w okno - i Radjin de Haan przeżyli.
W Holandii tragedię zapamiętano głównie przez pryzmat piłkarzy. W Surinamie była tragedią narodową, bo zginęli nie tylko sportowcy. Śmierć poniosły rodziny, dzieci, muzycy, urzędnicy, żołnierze, ludzie wracający do kraju na chwilę albo na zawsze.
Raport wskazał na rażącą lekkomyślność kapitana i zaniedbania organizacyjne Surinam Airways. Ta historia stała się także przestrogą dla lotnictwa. Pokazała, jak niebezpieczne są luki w nadzorze nad wynajmowanymi załogami i jak śmiertelne może być lekceważenie procedur.
Kolorowa Jedenastka nie zdążyła zagrać swojego turnieju. Nie było hymnu przed meczem, pierwszego gwizdka ani oklasków na stadionie w Paramaribo. Została ostatnia fotografia młodych mężczyzn, którzy mieli być mostem między dwoma światami.
Lot 764 nie jest tak znany jak Monachium, Superga czy Chapecoense. Może dlatego, że tacy gracze jak Rijkaard czy Gullit ostatecznie nie byli jego uczestnikami. To oni, ze łzami w oczach, kilka dni później uczestniczyli w uroczystościach upamiętniających ofiary katastrofy. Wydarzenia z 1989 roku mocno odbiły się też na psychice innego, wielkiego piłkarza. Dennis Bergkamp bał się latać samolotami, a jedną z przyczyn tej fobii była właśnie tragedia z 1989 roku…