21 sierpnia 1958 roku na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie Tadeusz Rut wygrał finał rzutu młotem mistrzostw Europy. Polak zwyciężył po pasjonującym konkursie, ustanawiając rekord Polski i rekord mistrzostw wynikiem 64,78 m.
Stadion w Sztokholmie. 21 sierpnia 1958. Finał mistrzostw Europy w lekkoatletyce. Do koła wchodzą młociarze.
Zaczyna się pierwsza kolejka. Węgier Józef Csermak otwiera mocno. Za chwilę do koła wchodzi Tadeusz Rut. Kręci szybko i rzuca. Młot leci daleko. Na trybunach słychać głos uznania. Ale czerwona chorągiewka wędruje w górę – próba spalona. Za moment stadion znów wybucha, bo Birger Asplund, pupil gospodarzy, rzuca 62,16 i bierze prowadzenie. Polaków nie ma jeszcze w czołówce. To pewne zaskoczenie, bo w kwalifikacjach zajmowali czołowe miejsca.
|Czytaj też: Stanisław Petkiewicz w Argentynie. Lekkoatletyka i tragiczna śmierć
Tadeusz Rut przejmuje prowadzenie, a Polacy wracają do walki
W tej samej serii także Olgierd Ciepły pali swój rzut. Na twarzach Polaków widać niepokój. Rywale wyglądają groźnie. Michaił Kriwonosow z ZSRR posyła młot bardzo daleko, ale i u niego pojawia się czerwona chorągiewka. Po pierwszej kolejce prowadzi więc Asplund.
Druga kolejka. Cisza na trybunach. Tadek Rut wchodzi do koła jeszcze raz. Teraz wygląda już pewniej. Kręci jak w swoich najlepszych rzutach. Słychać jego głośny okrzyk. Młot idzie wysoko i daleko. Wszyscy patrzą na sędziów, a ci uznają, że wszystko jest w porządku. 62,96. Polak od razu wychodzi na prowadzenie. Ale przewaga nie jest wielka. Zaczyna się prawdziwa bitwa.
Rywale odpowiadają. Lawlor z Irlandii ma 61,49. Zsivótzky rzuca ponad 61 metrów. Kriwonosow też trzyma się blisko. Ciepły jest czwarty. Polacy wracają do gry! Ale żaden z nich nie jest jeszcze spokojny. Przecież jeden udany rzut może wszystko zmienić, a konkurs dopiero się rozkręca.
Trzecia kolejka. Polski lider znowu wychodzi skupiony. Widać, że złapał rytm. Kręci płynnie. Młot ląduje jeszcze dalej, jest 63,02. Na polskiej trybunie wybucha okrzyk radości. Słychać krzykliwe „Brawo, Tadek!”. Rut odpowiada uśmiechem i macha ręką. Widać, że poczuł swoją siłę. Widać też, że już nie zamierza już oddać miejsca w czołówce.

Obok znów dzieją się sceny szokujące. Anatolij Samocwietow, wielki kandydat do podium i medalista olimpijski z 1956 roku, zaczyna się gubić. Nie może wyczuć koła. Młot uderza w siatkę. Potem kolejna nieudana próba. Sędzia podnosi czerwoną chorągiewkę, a reprezentant ZSRR łapie się za głowę. Schodzi z rzutni jako wielki przegrany.
I wtedy do akcji wchodzi Olgierd Ciepły. Rzuca 63,37 i dwaj Polacy wskakują na szczyt. Ciepły jest pierwszy, Rut drugi. Polscy dziennikarze przecierają oczy ze zdumienia. Ale są jeszcze finałowe rzuty. Najgorsze i najpiękniejsze dopiero nadejdzie.
Rekordowy rzut i złoto mistrzostw Europy dla Ruta
Pierwszy rzut finałowy Tadeusza Ruta jest cudowny. Wchodzi do koła bez wahania. Znów jest szybki. Mamy 63,98 i Rut wraca na pierwsze miejsce. Ciepły spada na trzecią pozycję. Kriwonosow poprawia się, ale jeszcze nie zagraża tak mocno. Po konkursie Polak powie w „Przeglądzie Sportowym”:
„Byłem przez jakiś czas zagrożony poważnie przez Kriwonosowa i nie na żarty się zląkłem, że ze zwycięstwa, które znalazło się nieoczekiwanie blisko będą nici. Zwłaszcza, że strasznie mi przeszkadzały nieustannie odgrywane hymny, którymi czczono innych zwycięzców”.
Końcówka jest piekielnie trudna. Piąta kolejka przynosi kłopoty. Tadek ma rzut spalony, a Ciepły rzuca słabo. Węgier Zsivótzky naciska. Kriwonosow wreszcie trafia i to od razu 63,78. Robi się groźnie. Bardzo groźnie. Przewaga Ruta topnieje do ośmiu centymetrów. Jedno mocniejsze wypuszczenie młota i złoto może odlecieć.
Nadchodzi ostatnia kolejka. Kibice wstają. Rut wie, że nie może czekać na błędy rywali, tylko sam musi odpowiedzieć. Stawia wszystko na jedną kartę. Obraca się błyskawicznie… od razu widać, że to jest wielki rzut! Wszyscy czekają na pomiar. Jest 64,78, to nowy rekord Polski i rekord mistrzostw Europy! To potężny cios wymierzony w odpowiednim momencie.
Po tym rzucie wszystko chyba jest jasne. Zostali inni. Olgierd Ciepły próbuje odpowiedzieć, ale kończy spalonym. Gyula Zsivótzky też nie daje rady. Zostaje już tylko Kriwonosow, który chce wygrać tą jedną, być może szaloną próbą. Może i zbyt szaloną, bo traci panowanie, a młot ląduje gdzieś z boku.
Tadeusz Rut zostaje mistrzem Europy!
Umiejętność koncentracji
Wynik końcowy tylko potwierdza klasę tego widowiska. Polak wygrywa z 64,78. Drugi jest Kriwonosow z ZSRR 63,78. Trzeci Węgier Zsivótzky z 63,63. Na czwartym, najgorszym dla sportowca miejscu jest Olgierd Ciepły z 63,37. O wszystkim decyduje zimna krew w końcówce. I właśnie tego dnia najwięcej miał jej Tadeusz Rut. Dzień później w „Trybunie Robotniczej” ukaże się komentarz:
„Rut, mając wyniki słabsze od wielu rywali, potrafił często z nimi wygrywać. Jego forma jest ustabilizowana — nieczęsto trafia mu tzw. „zły dzień”, wszak w pierwszym dniu sierpnia w Warszawie umiał nawet zwyciężyć doskonałych młociarzy amerykańskich z mistrzem olimpijskim Connolym na czele. Nie przeraziły go świetne rezultaty zamorskich gości, nie speszyła obecność na starcie mistrza olimpijskiego i rekordzisty świata. Rut posiada cenną niezwykle w sporcie zaletę: umie się skoncentrować akurat na najważniejszych zawodach”.
Po konkursie Tadek nie tworzy wokół siebie aury bohatera. Mówi skromnie: „udało mi się”. Cieszy się ze złota, z rekordu Polski i z rekordu stadionu. Jednocześnie żałuje, że jego kolega z kadry Olgierd nie zdobył medalu. To wiele mówi o jego charakterze. Wygrał, ale nie zapominał o koledze. Ba, on jeszcze dzień wcześniej nie chciał nawet mówić o mistrzowskim tytule, bo reporterce „Przeglądu Sportowego”, proszącej o wywiad odparł:
„Po co to pani i tak mistrzowskiego tytułu nie zdobędę”.
Tadeusz Rut był jednym z najlepszych polskich młociarzy. Urodził się 11 października 1931 roku w Przeworsku. Trzy razy startował w igrzyskach olimpijskich. W 1960 roku w Rzymie zdobył brązowy medal, w 1958 roku został mistrzem Europy, a w 1956 roku był też chorążym polskiej reprezentacji na igrzyskach w Melbourne. Reprezentował między innymi Burzę Wrocław i Legię Warszawa. Zmarł 27 marca 2002 roku w Warszawie.
