www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

Historia tenisa stołowego
Dyscypliny Lekkoatletyka Piłka nożna

Jak to się zaczęło: tenis stołowy i piłkarskie transfery

„Jak to się zaczęło” to nowy cykl, w którym przedstawiam krótkie historie początków dyscyplin lub wydarzeń sportowych. W pierwszej części przeniesiesz się do Wielkiej Brytanii, gdzie dwóch studentów zagrało pierwszy mecz tenisa stołowego. Dowiesz się również, jak przebiegały pierwsze transfery piłkarskie.


 

Jak to się zaczęło: tenis stołowy

Współczesny tenis stołowy, słusznie z resztą, kojarzony jest głównie z Azją. W ostatnich dekadach zawodnicy z tego kontynentu zdominowali tę dyscyplinę. W klasyfikacji medalowej igrzysk olimpijskich aż roi się od Chińczyków, Koreańczyków z Południa, Japończyków. Tylko kilka medali trafiło do Europy, gdzie faktycznie wszystko miało swój początek.

Według legendy to dwóch studentów z Wielkiej Brytanii zagrało pierwszy mecz tenisa stołowego. Chłopakom zakochanym w Jeu de Paule (gra podobna do współczesnego tenisa ziemnego) często przeszkadzała pogoda. Chcąc utrzymać formę postanowili rozłożyć stół w salonie swojego domu. Mebel miał pełnić funkcję kortu. Do przebijania piłki przez prowizoryczną siatkę wykorzystali prawdopodobnie kuchenny sprzęt (deski do krojenia). Pierwsze mecze grano bez wyraźnych zasad, ale i one zaczęły się pojawiać bowiem gra dwóch młodzieńców dość szybko rozprzestrzeniła się po całym kraju.

W ostatniej dekadzie XIX wieku tenis stołowy stał się sportem elitarnym. Piłkę na stołach odbijali głównie ludzie lepiej sytuowani i inteligencja. Co bardziej przedsiębiorczy rozpoczęli nawet produkcję i sprzedaż sprzętu. Ot chociażby James Gibb, angielski entuzjasta tenisa stołowego, który po wycieczce do USA w 1901 zaczął używać piłeczki z celuloidu. W następnych latach pojawiły się rakiety oklejanie specjalną okładziną. Unormowano też przepisy gry.

Tenis stołowy zyskał też kilka „pieszczotliwych” nazw: gossima, tenis domowy, pim-pam, wif-waf – ale z czasem upowszechnił się jako ping-pong. Stosunkowo niewielka powierzchnia, która była potrzebna do rozegrania meczu, niedrogi sprzęt i proste zasady sprawiły, że dyscyplina ta rozpoczęła swoją globalną ekspansję. W Polsce pierwsze wzmianki o tenisie stołowym można znaleźć w „Kurierze Warszawskim” z 1902 roku. Jego redaktor pisał tak: „Ping-pong, nowa gra pokojowa w piłkę – tenis pokojowy, grany na stole – wynaleziony ma się rozumieć w Anglii, ojczyźnie wszelkich sportów, stał się nadzwyczaj modny w Paryżu. Jak przedtem ‚five o’clock tea’, tak obecnie ping-pong jest na porządku dziennym w sferach, mających dużo czasu i pieniędzy”.

W 1926 roku powstała Międzynarodowa Federacja Tenisa Stołowego. Stosunkowo późno, bo dopiero w 1988 roku, dyscyplina ta pojawiła się na igrzyskach olimpijskich.


 

Jak to się zaczęło: transfery piłkarskie

Obecne sumy, jakie kluby wydają na pozyskanie nowych piłkarzy u przeciętnego Kowalskiego mogą wywołać zawroty głowy. Wszak kwoty te – niekiedy – liczone są w setkach milionów euro. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak zaczęła się ta transferowa gorączka?

W latach 90-tych XIX wieku w angielskim futbolu liczyło się kilka zespołów. Wśród nich były m.in. Preston North End FC, Sunderland AFC czy Aston Villa FC. Drużyny te walczyły między sobą o tytuły mistrzowskie czy Puchar Anglii. Boiskowe rezultaty dawały rzeczywisty i szybki obraz tego, kto w danym momencie był najlepszy. Nieco inaczej było za kulisami. Zarządzający klubami ludzie imali się różnych sztuczek, by skłonić najlepszych graczy do występów w barwach swojego klubu. A przecież wiadomo: im lepsza kadra – tym większa szansa na tytuły. Działania te nie raz, nie dwa trwały bardzo długo, a ilość wypitych w trakcie rozmów napojów (powiedzmy herbaty) liczona była w dziesiątkach litrów.

W Birmingham, w dzielnicy Aston kibice mieli to szczęście, że dość często cieszyli się ze zwycięstw swoich pupili. „The Villans” w sezonie 1886/1887 zdobyli swój pierwszy Puchar Kraju. Wyczyn ten sprawił, że domowe mecze tego zespołu cieszyły się ogromną popularnością. A co się z tym wiąże? Wpływy do klubowej kasy. Działacze chcąc utrzymać się na ścieżce finansowo-sportowego sukcesu postanowili wykonać krok wówczas niewyobrażalny. I niemoralny. Przed sezonem 1893/1894 skontaktowali się ze swoimi odpowiednikami z West Bromwich Albion FC by omówić sprawę pozyskania jej dwóch piłkarzy: Johna ReynoldaWilliego Grovesa.

 

Jack Reynolds - pierwszy bohater piłkarskich transferów
Jack Reynolds – pierwszy bohater piłkarskich transferów

Przed tamtym spotkaniem zmiana barw klubowych przez graczy nie była niczym nagannym. Piłkarze swobodnie „przemieszczali” się pomiędzy zespołami. Wszystko odbywało się bezgotówkowo. Ludzie z „The Villans” zaoferowali jednak przedstawicielom WBA pieniądze za obu dżentelmenów. Rozpoczęły się negocjacje, których efektem był pierwszy płatny transfer w historii: Reynold trafił do Aston Villa FC, a West Bromwich wzbogaciło się o 50 funtów. Następnie dopięto pozyskanie Grovesa, który kosztował klub pozyskujący 100 funtów. Sprawa szybko wyszła na jaw. Pozostałe kluby i prasa grzmiały, że postępowanie to było wysoce nie dżentelmeńskie. Podobne stanowisko zajął z resztą tamtejszy Związek Piłki Nożnej, który ukarał zespół z Birmingham karą grzywny. Wszystko to jednak nie mogło zatrzymać maszyny, w której właśnie ktoś odpalił silnik i dodał gazu…

Jaki wpływ miały pierwsze transfery na rozgrywki? A no spory! W sezonie 1893/1894 zespół Aston Villa FC zdobył swój pierwszy tytuł mistrzowski. W ciągu dekady osiągnięcie to powtórzył jeszcze czterokrotnie. Do tego doszły kolejne zwycięstwa w krajowym pucharze. Pozostałe kluby nie chcąc pozostać w tyle – kopiowały rozwiązanie „The Villans” – bijąc kolejne transferowe rekordy. Ot choćby ten z 1905 roku, gdy Alf Commons został wykupiony do Middlesbrough FC za okrągłe 1000 funtów.


 

Jak to się zaczęło: bieg z przeszkodami

Znacie ten obraz z imprez lekkoatletycznych: biegnąca grupa zawodników napotyka na swojej drodze rów wypełniony wodą. Albo wysoki płotek. Muszą go pokonać i jak najszybciej dotrzeć do mety. Biegi z przeszkodami, bo o tej konkurencji mowa, najczęściej odbywają się na dystansie trzech kilometrów. Chociaż nie zawsze tak było.

Tradycja biegów przez przeszkody wywodzi się z Wielkiej Brytanii. To tam w pierwszej połowie XIX wieku, uczniowie organizowali terenowe zawody. W 1837, w Publicznej Szkole w Rugby, a dwanaście miesięcy później w Birmingham, grupa zapaleńców postanowiła zmierzyć się z kilkukilometrowym dystansem. Trasa nie była jednak prosta.Po drodze śmiałkowie pokonywali różnego rodzaju naturalne przeszkody w postaci kamieni, powalonych drzew lub niewielkich strumieni. Podobną formę miały biegi przełajowe, ale w połowie XIX wieku, obie konkurencje zaczęły się rozdzielać. Przez blisko pięćdziesiąt lat, taka odmiana rywalizacji cieszyła sportowców i zwiększała swój zasięg. Prawdziwym przełomem był rok 1900 i paryskie igrzyska olimpijskie.

Tamta impreza pozwoliła biegom z przeszkodami „zaistnieć” w wielkim sporcie. Zawodnicy rywalizowali wówczas na dwóch dystansach: 2500 metrów i 4000 metrów. Na krótszym dystansie równych sobie nie miał Kanadyjczyk George Orton, a dłuższy zdominowali Brytyjczycy z Johnem Rimmerem na czele. Na trasie organizatorzy oprócz wspomnianych wcześniej płotków czy rowu z wodą, ustawili m.in. kamienne murki. Jedno okrążenie liczyło sobie wówczas 500 metrów.

Igrzyska z 1900 roku stały się więc impulsem dla rozwoju tej ciekawej konkurencji. Trzeba jednak przyznać, że ów rozwój miał tempo ślamazarne. Przez kolejne dekady tęgie głowy starały się bowiem unormować przepisy, które zmieniały się zbyt często. Głównym problemem była standaryzacja dystansu, rodzaju i liczby przeszkód. Od 1900 roku, na każdych kolejnych igrzyskach, biegacze niby rywalizowali w tych samych zmaganiach, ale zawsze pojawiło się jakieś novum. Apogeum formalnej zawieruchy nastąpiło w 1932 roku, w Los Angeles, gdzie zawodnicy, W TRAKCIE biegu dowiedzieli się, że muszą przebiec jeszcze jedno dodatkowe okrążenie! Dopiero w 1954 roku utworzono przepisy, które z kosmetycznymi zmianami znane są współcześnie.

Bieg z przeszkodami w Polsce z otchłani wyciągnął Jerzy Chromik, gdy w latach 1955-1958 bił rekordy świata i zostawał Mistrzem Europy. Jego następcy Zdzisław KrzyszkowiakBronisław Malinowski nadali tej konkurencji biało-czerwonego ducha i dostarczyli kibicom nad Wisłą nie lada emocji i sukcesów. Malinowski został przecież mistrzem olimpijskim w 1980 roku.


 

Podziel się:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Ciągle jeszcze młody, 30–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.