www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

W 2022 roku klub Wieczysta Kraków będzie świętować 80-lecie istnienia
Historie

Historia Wieczystej Kraków. Antoni Kawula, bój o I ligę i piłkarz, który osiągnął najwięcej

Podziel się:

Historia KS Wieczysta Kraków jest bogatsza niż wielu sądzi. O niezwykłych piłkarzach, którzy ją tworzyli, o klubowych sukcesach i porażkach oraz o powstającej właśnie książce, opowiedział mi Krzysztof Baranowski – były zawodnik juniorów Żółto-Czarnych.


KS Wieczysta Kraków. Chyba nie ma obecnie w Polsce klubu, który grając w IV lidze – będącej formalnie piątym poziomem rozgrywkowym – wzbudza tak wielkie zainteresowanie mediów i kibiców. Żółto-czarne trykoty przywdziali byli reprezentanci kraju, na czele z Radosławem Majewskim i Sławomirem Peszko. Z ławki na swoich graczy pokrzykuje trener również kojarzony z pracą w kadrze – Franciszek Smuda. I te nazwiska przyciągają tłumy widzów. Nie tylko na własnym obiekcie. Za transferami, ambitnymi planami stoi biznesmen Wojciech Kwiecień, który w czerwcu 2020 roku postanowił zainwestować klub spory kapitał. Czy pod nosem Wisły i Cracovii urośnie kolejny krakowski klub, który awansuje do Ekstraklasy? Czas pokaże.

Trzy lata przed rozpoczęciem II wojny światowej niejaki Stanisław Górecki namówił kilku młodych chłopców z Rakowic do wspólnej gry w piłkę. Panowie stworzyli Wieczyszczankę
Trzy lata przed rozpoczęciem II wojny światowej niejaki Stanisław Górecki namówił kilku młodych chłopców z Rakowic do wspólnej gry w piłkę. Panowie stworzyli Wieczyszczankę / źródło: archiwum klubowe


Wieczysta na wygodnym fotelu medialnej rozpoznawalności przycupnęła niedawno. Na portalach informacje o poczynaniach drużyny „klikają się” znakomicie. Ale – jakkolwiek błaho to zabrzmi – jej historia nie rozpoczęła się w 2020 roku. Klub z ul. Kazmierza Chałupnika w przyszłym roku świętować będzie osiemdziesięciolecie powstania. Przez dekady tworzyli go lokalni zapaleńcy. Ludzie z bogatymi, lecz nieznanymi życiorysami. Niekiedy robili to w błocie A-klasowych boisk. Innym razem w atmosferze spełnienia, jakim był awans na czwarty poziom rozgrywkowy. I właśnie o tych „dawnych czasach”, o legendach, niecodziennych sytuacjach, sukcesach i porażkach KS Wieczystej Kraków opowiedział mi Krzysztof Baranowski, autor książki poświęconej historii tego klubu.


Zapinajcie pasy. Ruszamy.


Zacznijmy od wyjaśnienia pewnej kwestii. Myślę o dacie powstania klubu. W jego herbie widnieje rok 1942, zaś w innych źródłach wspomina się rok 1936 i nieformalne mecze w podkrakowskich Rakowicach. Lwia część kibiców o istnieniu Wieczystej dowiedziała się dopiero w 2020 roku, chwilę po głośnych transferach. Którą data jest tą właściwą?


Trzy lata przed rozpoczęciem II wojny światowej niejaki Stanisław Górecki namówił kilku młodych chłopców z Rakowic do wspólnej gry w piłkę. Panowie stworzyli Wieczyszczankę – nieformalną drużynę, głównie rozgrywającą mecze, które dziś nazwalibyśmy sparingowymi. Zawodnicy nie byli zrzeszeni w żadnym związku piłkarskim. Niestety, perturbacje jakie napotkali sprawiły, że zespół rozwiązano. Dwa lata później ideę stworzenia w Rakowicach klubu piłkarskiego wskrzesili bracia Wawrowie: Jan i Tadeusz. Poczynili oni nawet pewne kroki, by dzieło to zwieńczyć – zakupili piłki i koszulki. Ostoja, bo tak nazwali drużynę, nie przetrwała. Później wybuchła wojna i, przynajmniej w jej początkowej fazie, na Wieczystej nie myśleli do futbolu. Dopiero później, w czasach okupacji, powstała konspiracyjna liga, w której rywalizowała Wieczysta. Ta znana nam obecnie.


Ta założona w 1942 roku…


Tak. I ta formalna. Z zarządem, przejrzystymi strukturami. Tworzonych na tyle, na ile się w tamtym czasie dało. Dopiero w tym momencie faktycznie można mówić o klubie jako takim. Wieczyszczanka i Ostoja nie były zrzeszone w strukturach, miały charakter nieoficjalny. Nie oznacza to jednak, że należy je deprecjonować. Przecież to w szeregach Ostoi można było zobaczyć Edwarda Ignaszewskiego, późniejszego sędziego piłkarskiego, ale przede wszystkim człowieka, któremu Wieczysta zawdzięcza swoje powstanie. Drugim, ważnym elementem tej układanki był Władysław Półtorak, wielki entuzjasta futbolu.

 Zimowe "zgrupowanie" / źródło: archiwum Krzysztofa Baranowskiego
Zimowe “zgrupowanie” / źródło: archiwum klubowe/ źródło: archiwum klubowe


Założycielom przyszło działać w trudnych, wojennych latach. Latach, w których za uprawianie sportu można dostać kulę w głowę. Jak Ignaszewski i inni ludzie związani wówczas z klubem odnajdywali się w tej rzeczywistości?


Faktycznie, czasy były piekielnie ciężkie. Polski sport był zdelegalizowany. Oficjalnie nie działały żadne kluby, co nie oznacza, że całkowicie wymazano je z map, choćby Krakowa. Piłkarscy pasjonaci sformowali w mieście i na jego obrzeżach konspiracyjne rozgrywki. Takie mecze były namiastką swobody i sposobem na walkę z okupantem. W Wieczystej zorganizowali swoje boisko, zlokalizowane na prywatnej posesji przy ulicy Czyżyńskiej, i zebrali grupę ciekawych piłkarzy. W latach 40. W klubie grali m.in. Ludwik Walicki, grający wcześniej w Garbarnii, Jan Hymczak – późniejszy mistrz kraju z Cracovią, bracia Piekarscy, Stanisław Lasiewicz, a za strzelanie bramek odpowiadał Antoni Kawula.


Bombardier Kawula, nazywany „Zbójem”, jest bohaterem Twojego ostatniego filmu. Obejrzałem go. Przyznaję, że nigdy wcześniej o nim nie słyszałem. Piłkarz Wieczystej, który przeżył piekło obozów koncentracyjnych – niezwykła to historia.


Bo i sam Kawula był niezwykłym piłkarzem i człowiekiem. Urodził się w marcu 1921 roku w Rakowicach. 18 lipca 1942 roku trafił do KL Auschwitz. Przydzielono go do komand budowlanych. Tak jak inni więźniowie pracował bardzo ciężko. Nie pisał o fabryce śmierci i okrucieństwie, jakim był otoczony. Nie mógł tego robić. Poczta była przecież na cenzurowanym. Potem trafił do dwóch kolejnych obozów. Według jego relacji uwolniono go 15 kwietnia 1945 roku w Bergen-Belsen. Po powrocie do domu pojawił się na boisku Wieczystej i z miejsca stał się jej wielką podporą. Miał dar. „Nos” – tak potrzebny napastnikowi do strzelania bramek.

Godna polecenia historia Antoniego Kawuli


Klub przetrwał wojnę. Z Kawulą w składzie rozpoczął zmagania ligowe. Nie wiem, czy mogę zapytać w ten sposób, ale spróbuję: jak dobrym zespołem była wówczas Wieczysta Kraków?

Bezpośrednio po ustaniu walk na frontach II wojny światowej, krótko mówiąc, całkiem niezłym. Po odbudowie w 1947 roku Wieczysta brała udział w rozgrywkach o mistrzostwo – rozbitej na trzy grupy – krakowskiej klasy A. Rywalizacja była o tyle istotna, że jej ostateczny tryumfator miał awansować do drugiej fazy eliminacyjnej gry o udział w formującej się po wojnie I lidze. Żółto-Czarni wygrali swoją grupę. Antoni Kawula strzelał wówczas gole jak natchniony. Kolejny etap miał formę turnieju trzech mistrzów swoich grup. W pierwszych spotkaniach eliminacyjnym (dwumecze) Wieczysta pokonała Dąbskiego, ale już w kolejnym musiała uznać wyższość Tarnovii Tarnów. Szkoda, bo gdyby Kawula i spółka utrzymali formę z początku sezonu, to mogli być dla Tarnowian trudniejszym rywalem. Koniec końców to Tarnovia awansowała dalej, a Wieczysta latami toczyła boje na różnych, lokalnych szczeblach ligowych.

KS Wieczystą Kraków przez dekady tworzyli lokalni zapaleńcy
KS Wieczystą Kraków przez dekady tworzyli lokalni zapaleńcy/ źródło: archiwum klubowe


Od razu nasuwa się pytanie, dlaczego później tak trudno było o awans?


Na pewno jedną z przyczyn była stale powiększająca się liczba klubów w Polce. Wiąże się z tym równoczesny rozrost struktur ligowych. Niestety, Wieczysta utknęła w lokalnej piłce. Miała też charakter typowego klubu osiedlowego, w pełnym znaczeniu tego określenia. Zrzeszała chłopaków, często kolegów, z jednej dzielnicy. Dla nich, chociażby w latach 60., gra w okręgówce była piłkarskim spełnieniem. Zresztą z samym awansem do „okręgówki” w tamtym czasie wiąże się też pewna anegdota. Otóż w wyniku pewnych zawirowań i decyzji związku piłkarskiego Wieczystej przyznano walkower za jeden z meczów i dodano punkty. To sprawiło, że klub mógł rozegrać mecz barażowy, w którym goście z Nowego Sącza walczyli z Krakowianami, jak równy z równym.

90 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia, więc zarządzono dogrywkę. W drugiej połowie dodatkowego czasu gry sędzia przyznał Wieczystej rzut wolny. Do futbolówki podszedł Antoni Kołek i uderzył ją w taki sposób, że ta odbiła się od pleców Janusza Bieronia i wpadła do siatki. Gol golem, ale później na jednym z bloków, w okolicy stadionu, jakiś uradowany i wdzięczny kibic ozdobił elewację napisem: „Złote plecy Bieronia”. Malunek widoczny był przez lata i przypominał, jak wielki sukces odnieśli okoliczni piłkarze. Warto wspomnieć, że nawet później, w ostatniej dekadzie XX wieku, kiedy klub wspiął się na czwarty poziom rozgrywkowy, o jego sile w większości stanowili lokalni miłośnicy piłki kopanej. Duża w tym zasługa ludzi związanych z klubem.


Zostańmy na moment w latach 90. i początku XXI wieku. To najlepszy okres w dotychczasowej historii klubu?


Tak, najlepszy. Jeśli w obecnym sezonie krakowski zespół awansuje do III ligi, to wyrówna osiągnięcie sprzed prawie trzydziestu lat. Nomenklatura ligowa w Polsce sprawia, że obecna czwarta liga, to tak naprawdę piąty poziom rozgrywkowy. Warto też wspomnieć, że w tym roku klub walczył o Puchar Polski na szczeblu centralnym, wcześniej tryumfując w swoim okręgu. Ale wracając do tamtych „złotych czasów”, na Wieczystą przyjeżdżały chociażby rezerwy Wisły Kraków. Ale jakie to były rezerwy! W ostatnim sezonie w IV lidze (2002/2003 – przyp. red.) w meczu z Żółto-Czarnymi bramki dla drugiego zespołu Białej Gwiazdy strzelali: Daniel Dubicki, Paweł i Piotr Brożkowie, Mariusz Jop czy Tomasz Kulawik. Uznane nazwiska, a naprzeciwko „sami swoi” z Rakowic i okolic – to jest piękno futbolu.

Lata 90. to najlepszy okres w historii KS Wieczysta Kraków
Lata 90. to najlepszy okres w historii KS Wieczysta Kraków/źródło: archiwum klubowe


Tyle, że nawet takich lokalnych graczy trzeba wyszkolić. Osiemdziesiąt lat nieprzerwanej historii też nie wzięło się znikąd. Wychowankowie, kolokwialnie rzecz ujmując, musieli ciągnąć klub. Nie ważne, czy grał w IV lidze, czy w A-klasie.


Zgadza się. Więcej, robili to skutecznie, a kilku z nich miało papiery na poważne granie.


Kto konkretnie?


Weźmy Macieja Papieża. Dziś wpisując w wyszukiwarce jego imię i nazwisko wszystkowiedzący „wujek Google”, podpowie nam, że jest pisarzem. Owszem, jest. Spod jego pióra wyszła książka fantasy. Może napisze kolejne. Ale oprócz tego Maciek był piłkarzem. Wychowankiem Wieczystej, którego talent szybko dostrzegł krakowski Hutnik, a następnie selekcjonerzy młodzieżowej reprezentacji Polski. Papież rozegrał w niej 43 mecze. Miał opinię nieoszlifowanego diamentu, który odpowiednio prowadzony, może błysnąć pełnym blaskiem. Ale w piłce, oprócz potencjału trzeba mieć kupę szczęścia. Do ludzi, okoliczności i do zdrowia. Tego ostatniego Maciejowi zabrakło. W 2003 roku, grając w ligowym meczu w barwach Hutnika, zerwał więzadło w kolanie. Po półrocznej przerwie wrócił na boisko i… znów zszedł kontuzjowany. To był koniec jego piłkarskiej kariery. Dziś jest fizjoterapeutą, mieszka w Dubaju i – jak wcześniej wspomniałem – pisze.


Czyli okazuje się, że pomimo tego, że w żółto-czarnych barwach obserwujemy dziś Sławomira Peszkę czy Radosława Majewskiego, to Wieczysta miała wcześniej graczy na reprezentacyjnym poziomie. Maciej Papież był tym najlepszym?


Maciej Papież grał w młodzieżowej kadrze. Ale czy był najlepszym piłkarzem w historii klubu? Myślę, że nie. Klub zawsze słynął z solidnej akademii, od lat 40. nieprzerwanie szkolącej młodzież. To z niej przykładowo wywodzili się Maciej Bębenek, kojarzony z gry w Górniku Zabrze, Sandecji Nowy Sącz albo katowickiej Gieksie, czy Mateusz Niechciał. W książce o dziejach Wieczystej Kraków, stawiam jednak tezę, że wychowankiem Wieczystej, który w piłce osiągnął najwięcej był Zbigniew Krawczyk. W klubie grał do 1964 roku. Potem bronił barw Wisły Kraków, Lechii Gdańsk, Lecha Poznań i francuskiego RC Arras. Co ciekawe, był pierwszym piłkarzem „Kolejorza”, wytransferowanym za granicę. Informację tę potwierdził mi Radosław Nawrot, poznański dziennikarz sportowy.

Krzysztof Baranowski jest autorem książki o historii Wieczystej Kraków. Będzie to lektura m.in. o ludziach, którzy tworzyli i tworzą ten klub.
Krzysztof Baranowski jest autorem książki o historii Wieczystej Kraków. Będzie to lektura m.in. o ludziach, którzy tworzyli i tworzą ten klub /źródło: archiwum klubowe


Krawczyk faktycznie nie był piłkarzem z przypadku. Przecież, grając dla Białej Gwiazdy po udanych akcjach przybijał piątki z Antonim Szymanowskim i Adamem Musiałem, legendami polskiego futbolu.


Ale najlepsze jest to, że on w Wiśle w ogóle miał nie grać! W latach 60. mniejsze krakowskie kluby naprawdę przyzwoicie szkoliły. Większe firmy, jak właśnie Wisła czy Cracovia, wyłapywały najzdolniejszych chłopców i zabierały do siebie. Z Krawczykiem było podobnie. Zgłosili się do niego przedstawiciele „Pasów” i obie strony szybko doszły do porozumienia. Nastoletni wówczas piłkarz otrzymał nawet dres i został zaproszony na obóz przygotowawczy Cracovii.

Któregoś dnia, już po kontakcie z Cracovią, wracał wieczorem do domu i drogę zajechał mu milicyjny samochód. Funkcjonariusze wsadzili go do środka i zawieźli na stadion Wisły. Tam porozmawiali z nim klubowi włodarze. Nie chcieli, by taki talent zasilił szeregi lokalnego rywala. Przekonywali. Negocjowali. Krawczyk przystał na propozycję „Białej Gwiazdy”. Miał tylko jeden problem. Musiał jakoś odstąpić od umowy z „Pasami”, a że bał się pójść sam, to do siedziby Cracovii wysłał swojego tatę. Ten oddał sprzęt i poinformował pierwotnych pracodawców syna, że będzie on grał dla rywala zza miedzy.


Podobnych, pozaboiskowych sytuacji, w których pojawiają się piłkarze Wieczystej było więcej?


Może przy transferach na takim poziomie nie, ale przypomniała mi się historia Mirosława Sempera. Znów musimy cofnąć się do lat 90. Walcząca o mistrzostwo A-klasy i jednoczesny awans do wyższej klasy rozgrywkowej Wieczysta, miała mierzyć się z Europalmem Niedźwiedź – innym pretendentem do końcowego tryumfu. Mecz zapowiadał się fascynująco. Kibice mobilizowali się, lecz niektórych poniosło chyba za bardzo. Jakiś czas przed pierwszym gwizdkiem Mirek odebrał w domu telefon od obcego mężczyzny. Usłyszał, że jeżeli wyjdzie na boisko i – co gorsza – strzeli bramkę drużynie z Niedźwiedzia, to może się to dla niego źle skończyć. Semper był wtenczas naprawdę bramkostrzelny. Okazało się, że był też charakterny, bo na meczu się pojawił, zagrał i strzelił bramkę. Żółto-Czarni wygrali 2:1. Później wyszło na jaw, że owa telefoniczna wiadomość był głupim żartem jakiegoś amatora mocnych wrażeń. Cóż jednak z tego, skoro bliskim Mirka, przysporzyła nieco strachu.


A poza wspomnianymi Kawulą, albo Krawczykiem, możemy komuś w Wieczystej przyszyć łatkę klubowej legendy?


Jacek Ścigalski. Człowiek, który trafił tutaj blisko pięćdziesiąt lat temu. Grał w zespołach juniorskich, następnie w pierwszej drużynie. Wszystko wskazuje na to, że jest piłkarzem z największą liczbą występów w dziejach klubu. Po odwieszeniu butów na kołek został działaczem i jest nim do dzisiaj. Wieczystej poświęcił większość swojego życia. Był z nią w trakcie wzlotów i upadków. Jest też dzisiaj, w okresie rozkwitu.

/źródło: archiwum klubowe


W świadomości wielu piłkarskich kibiców KS Wieczysta Kraków pojawiła się dopiero w czerwcu 2020 roku. Głośne transfery i hokejowe wyniki sprawiały, że przy ul. Kazimierza Chałupnika zawitały największe sportowe redakcje. Kibice szczelnie wypełniają trybuny. Ta rozmowa udowadnia jednak, że jej historia jest dłuższa i ciekawsza, niż może się wydawać. Nie chcę gdybać na temat przyszłości. Mam tylko jedno, związane z nią pytanie. W 2022 roku Krakowianie świętować będą osiemdziesiątą rocznicę powstania, a Ty – wraz z klubem – przygotowujesz z tej okazji książkę o jego historii. I to o nią chciałem zapytać. Trudno pisze się o zespole, który przez lata grywał w niższych ligach? Skąd czerpałeś informacje?


Przeciwnie – bardzo przyjemnie. Weźmy tych kilku zawodników, o których wcześniej wspomniałem. Ich historie są intrygujące i nieznane, a w książce podobnych będzie jeszcze więcej. Powstanie publikacji wiązało się ze spotkaniami z osobami, którzy tworzyli historię klubu. Było ich prawie pięćdziesiąt. Wertowałem też archiwa prasowe. Gazety „Echo Krakowa”, „Dziennik Polski”, „Gazeta Krakowska”, „Tempo”, „Przegląd Sportowy” czy przedwojenne „Raz, Dwa, Trzy” też były kopalną wiadomości.

Udało mi się przeczytać notatki z krakowskiego Archiwum, jeszcze przed tym, nim strawił je ogień. Do tego dochodziły różnego rodzaju dokumenty klubowe. Starałem się porównywać źródła, by czytelnik otrzymał opisy jak najbardziej wiarygodne. I ciekawe. Bo dzieje Wieczystej, ludzkich emocji i relacji z nią związanych jest bogata i dużo starsza, niż sądzi wielu kibiców. Wszystko to złożyło się na całkiem pokaźną lekturę, nad którą – od lutego 2020 roku – w sumie ciągle pracuję. Ale na przyszłoroczne obchody osiemdziesięciolecia żółto-czarnej działalności powinna pojawić się w księgarniach. Dla mnie jest ona ważna też z tego powodu, że sam przez kilka chwil ubierałem tę piękną żółto-czarną koszulkę.

Krzysztof Baranowski – znawca historii Klubu Sportowego Wieczysta Kraków i jego były zawodnik. Jest twórcą plebiscytu na Sportową Książkę Roku, recenzentem książek sportowych, redaktorem serwisów o tematyce sportowej i twórcą filmów poświęconych historii sportu.

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Ciągle jeszcze młody, 32–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
()
x