Student Harvarda, który do Aten musiał jechać incognito, a do historii przeszedł jako jedyny człowiek z olimpijskim dubletem w skoku w dal i wzwyż. Ellery Clark sportowcem był niezwykłym. A i człowiekiem porządnym…
Wiosną 1896 roku Ellery Clark ma 22 lata i papierową przepustkę z Harvarda. Nie jest zawodowcem. Jest studentem, który dostał zgodę na wyjazd do Aten, bo na uczelni ma dobre oceny. Warunek wyjazdu do Grecji jest jeden: Ellery musi ukrywać swoje związki z uczelnią. Tak wygląda wtedy sport.
W Atenach startuje w skoku w dal. Faworytem na pewno nie jest. Co prawda rok wcześniej na światowych listach uplasował się na 16. miejscu, ale w roku olimpijskim już tak dobrze nie ma – 49. pozycja mówi wiele o jego dyspozycji.
|Czytaj też: Ateny 1896 – I nowożytne Igrzyska Olimpijskie: jak to właściwie było?
Afera kapeluszowa
We wtorek, 7 kwietnia 1896, jest ciepło. Dwadzieścia tysięcy ludzi przychodzi zobaczyć zmagania skoczków. Ci mają po trzy próby, a liczy się najlepsza z nich. Student Clark ma swój rytuał: na rozbiegu kładzie słomkowy kapelusz, który jest jego wskaźnikiem. Dwie pierwsze próby wykonuje z jego użyciem i… obie są spalone. Wykorzystywanie znacznika nie podoba się sędziemu, którym jest następca tronu Grecji, Konstantyn, który twierdzi, że „sztuczka” ta jest pogwałceniem zasady amatorstwa. Kapelusz znika w końcu z rozbiegu. Ellery Clark w swojej ostatniej próbie nie może go wykorzystać. Ale – o dziwo – właśnie za trzecim razem oddaje skok, który jest najdłuższą próbą dnia – 6,35 m. Ma mistrzostwo olimpijskie. Kilka lat później napisze:
„Nigdy nie zapomnę emocji, jakie towarzyszyły mi, gdy stałem na końcu rozbiegu, podejmując trzecią i ostatnią próbę. Pomyślałem, że przebyłem pięć tysięcy mil i tak to miało się skończyć? Trzy spalone, a potem znowu pięć tysięcy mil z powrotem, z takim wspomnieniem zawodów? Pomyślałem tak jeszcze raz. Nabrałem prędkości i tak, jak mogłem, skoczyłem. I wygrałem. Ale przed tą trzecią próbą było kilka momentów, których nie chciałbym powtórzyć”.
|Czytaj też: Ateny 1896. Pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie
Nie do ruszenia?
Trzy dni później startuje w skoku wzwyż. Warunki są trudne. Konkurs ten jest jego popisem. Już w pierwszym podejściu, nożycami przeskakuje 1,81 m i zgarnia drugie złoto. Rywale i jednocześnie znajomi z amerykańskiej kadry, Connolly i Garrett, skaczą o 16 cm mniej. Jednym słowem: przepaść.

W historii igrzysk olimpijskich studenciak Clark zapisuje się złotymi głoskami. Jest pierwszym nowożytnym mistrzem olimpijskim w skoku w dal i wzwyż. I jedynym człowiekiem, który wygrał na igrzyskach obie te konkurencje. Osiągnięcie to wydaje się być tym z gatunku „nie do ruszenia”, bo dziś specjalizacja zjadła takie historie.
Po powrocie do kraju nie znika ze stadionów. Cieszy się dużą popularnością. We wspomnieniach napisze:
„Po igrzyskach czekało nas coś jeszcze – powitanie w domu. Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy z zainteresowania, jakie igrzyska wzbudziły w naszym rodzinnym mieście, a powitanie nas w Nowym Jorku było wzniosłe! Dworzec kolejowy był zatłoczony ludźmi. Bankiety w Boston Athletic Association i pod auspicjami miasta, obecność gubernatora i burmistrza, publiczne przyjęcie w starej Faneuil Hall – zaiste, zachwyt gonił zachwyt!”.
Ellery Clark – nie tylko sportowiec
Tyle że jego dalsza kariera nie idzie torem, jaki znamy z obecnie. Dla Ellrey’ego sport jest zajęciem „po godzinach”.
– Był purystycznym amatorem – wiele lat później powie jego syn. Lekkoatleta nigdy nie da się przekonać do zawodowstwa.
Interesują go konkurencje wieloboju. Wygrywa amerykańskie mistrzostwa all-around w 1897 i 1903 roku. Ale przytrafia się mu kontuzja. Kolano nie wytrzymuje i wszechstronny sportowiec musi skupić się na odzyskaniu zdrowia. Na szczęście wraca.
W 1904 roku znów jedzie na igrzyska, do St. Louis. Reprezentuje Amerykanów w wieloboju. Tyle że w trakcie rywalizacji zmaga się z zapaleniem oskrzeli. Po pięciu konkurencjach kończy, jest szósty. Później Clark nie odchodzi ze sportu. Przerzuca się na chód sportowy. Startuje w zawodach jeszcze grubo po pięćdziesiątce!
Równolegle buduje życie rodzinne i zawodowe. Zostaje prawnikiem w Bostonie, działa w miejskim samorządzie, uczy, bywa trenerem. Zatrudniają go jako biegłego od wypadków kolejowych. Pisze też książki, w sumie dziewiętnaście powieści. Zarabia olbrzymie pieniądze. W 1904 roku bierze za żonę Mary Victorię Maddelenę. Kobieta jest Szwajcarką, mieszkającą w slumsach South End. Lekkoatlecie, który jest milionerem, status kobiety nie przeszkadza. Kocha ją szczerze.
Dwukrotny mistrz olimpijski umiera 27 lipca 1949 roku w pociągu z Bostonu do Cohasset. Życie i sportową karierę ma piękne…
