historiasportu.info

Joachim Halupczok, co mógł być jak Merckx

Podziel się:

Trzydzieści lat temu w opolskim „Okrąglaku” mieli grać w piłkę. Na bramce stać miał Joachim Halupczok, były już wtedy kolarz. Wielka nadzieja polskich kibiców, której zdrowie nie pozwoliło w pełni wykorzystać potencjału. „Achim” nie stanął między słupkami. W czasie rozgrzewki zasłabł. Nie udało się go uratować…

26 sierpnia 1989, Chambery. Halupczok jedzie do mety. Trwają mistrzostwa świata amatorów w kolarstwie szosowym. Biało-czerwony cyklista zyskuje prawie trzyminutową przewagę nad peletonem. Dwa dni później w swojej relacji „Dziennik Bałtycki” tak napisze:

„Wszyscy widzieliśmy w telewizji jak 21-letni kolarz polski Joachim Halupczok mknął w Chambery po tęczową koszulkę mistrza świata w wyścigu amatorów na dystansie 185 km (15 okrążeń). Początkowo Polak jechał spokojnie. Z czasem systematycznie przebijał się do przodu a około 30 km przed metą we wspaniałym stylu, godnym wielkich mistrzów uciekł rywalom i to na zjeździe. Stale powiększając przewagę”.

Polak nie daje sobie wydrzeć zwycięstwa. Zostaje mistrzem świata. Imponująca była ta wygrana. Atak następuje pomiędzy 12 a 13 rundą. Zjeżdżając z Cote de Montagnolle Halupczok sunie w dół, a w pewnym momencie licznik wskazuje 99 km/h. Kręci w tempie niewyobrażalnym. I nie osiągalnym dla rywali.

A ci go docenili. Trener reprezentacji NRD, Wolfram Linder, mówi w jednym z wywiadów, że „ten chłopak ma podwójne płuca”. Prawda jest jednak taka, że przed wyścigiem Halupczoka wcale nie wskazywano jako głównego kandydata do złota. Ba, na żadnego z naszych nie stawiano. Organizatorzy, przekonani o sukcesie zawodnika z innego kraju, nie zapewnili tłumacza na konferencję prasową. Ale nowy mistrz świata wraz z członkami sztabu jakoś poradzili sobie z pytaniami dziennikarzy.

„Czułem się naprawdę doskonale i wiedziałem na co mnie stać – mówił na gorąco po wyścigu. -Dlatego dość spokojnie jechałem pierwsze 100 km, będąc pewien, że koledzy z zespołu czuwają nad sytuacją i nie dopuszczą do akcji, która mogłaby przekreślić moje szanse. W peletonie było wielu mocnych kolarzy, dlatego musiałem atakować samotnie. Cieszę się ogromnie, to dla mnie był naprawdę wspaniały sezon. Po wyścigu drużynowym obawialiśmy się trochę, czynie odczujemy skutków tego wysiłku podczas dzisiejszego startu”.

Czytaj też: Jan Veselý. Od rozwożenia bułek do kolarskich tryumfów

Joachim Halupczok? Krystaliczny talent!

Joachim Halupczok urodził się 3 czerwca 1968 roku w Niwkach. W 1982 roku wystartował w międzyszkolnym wyścigu zawodników niezrzeszonych i od razu zameldował się na najniższym stopniu podium. Kilka dni po premierowym sukcesie, wbrew woli rodziców, zapisał się do LKS Ziemia Opolska.

O zdolnym młodzieńcu mówiło kolarskie środowisko. Określano go mianem „następcy” Stanisława Szozdy czy Ryszarda Szurkowskiego. Bo dawał ku temu powody. Wygrywał większość zawodów, w których startował. Mistrzostwa Polski juniorów, wyścigi górskie, przełajowe, indywidualne, drużynowe utorowały mu drogę do reprezentacji.

Miał ledwie dwadzieścia jeden  lat, został włączony go do czwórki startującej w wyścigu na 100 km podczas igrzysk olimpijskich w Seulu. Razem z nim jechali wraz z nim Marek Leśniewski, Zenon Jaskuła, Andrzej Sypytkowski. Młody kolarz nie zawiódł oczekiwań trenera. Zdobył razem z kolegami tytuł wicemistrza olimpijskiego. Złoto Polacy przegrali z NRD. Niedużo, bo o siedem sekund.

Do profesjonalnego kolarstwa przechodził, mając na koncie cztery tytuły mistrza Polski, mistrzostwo świata i srebro olimpijskie. Uchodził za sportowca obdarzonego nieprzeciętną wydolnością. Potrafił utrzymać wysokie tempo przez długi czas. Udanie rozpoczął karierę zawodową. Występując w barwach grupy Diana-Colnago-Animex. Zadebiutował w wyścigu Giro d’Italia 1990. Przez 15 etapów zajmował pozycję w czołówce. Na 17. etapie, odczuwając dokuczliwy ból kolana, musiał się wycofać z rywalizacji.

Za wcześnie…

Po sezonie, w lutym 1994 roku, w czasie standardowych badań, wykryto u niego arytmię serca. Oznaczało to czasowy rozbrat z ukochanym kolarstwem.  Na trasy powrócił rok później. W weekend 4-5 lipca 1992 zajął drugie miejsce w kryterium na ulicach Ratyzbony. A potem karierę zawodową już na stałe przerwała decyzja lekarzy. W wieku 24 lat musiał bezpowrotnie rozstać się z wyczynowym uprawianiem sportu na skutek arytmii serca. Po zakończeniu kariery pomagał radą i doświadczeniem młodszym kolegom. Był konsultantem w klubie Hellena Kalisz.

5 lutego 1994 roku, w czasie rozgrzewki przed amatorskim meczem piłki nożnej w Opolu, Joachim Halupczok upadł w korytarzu. Reanimowano go, nawet skutecznie. Według relacji świadków, miał nawet na moment wstać, uderzyć się kilkukrotnie po policzkach i… znów upaść. Zmarł tego samego dnia.

Na temat przyczyn jego śmierci wypowiadali się medycy. Według Sandro Donatiego przyczyną śmierci była erytropoetyna. Inne zdanie miał prof. Romuald Lewicki. W wywiadzie dla „Przeglądu Tygodniowego” (nr 5/2000) mówił tak:

„Systematyczny kontakt utrzymywaliśmy od 1988 r., kiedy to Joachim znalazł się w reprezentacji. Był oczywiście w tym okresie wielokrotnie badany. Nie stwierdzono ani wrodzonej, ani nabytej wady serca. Wyjechał z Polski do Włoch absolutnie zdrowy. Imponował wprost niesamowitą restytucją organizmu. Nawet po dużym wysiłku błyskawicznie odzyskiwał świeżość. Kiedyś, na mecie bodaj 200-kilometrowego wyścigu w Bełchatowie, aż trzykrotnie pobierałem od niego próbki krwi. Nie mogłem wprost uwierzyć, iż po przejechaniu wspomnianego dystansu przypomina człowieka, który wszedł po schodach na czwarte piętro (…).

Dopiero podczas choroby Achim zdradził, że niekiedy wsiadał na rower przeziębiony, z bólami gardła, ponieważ tego wymagał interes zespołu. Wszystko wskazuje, że właśnie tego typu igranie z losem wywołało arytmię serca, a w konsekwencji tragiczny finał. Do niesienia na temat erytropoetyny traktuję jako rodzaj sensacji. Joachim nigdy nie sięgnąłby świadomie po tego typu preparaty”.

Joachim Halupczok, pomnik w Niwkach
Joachim Halupczok, pomnik w Niwkach fot. Adaś17/CC BY-SA 3.0

Legenda Joachima Halupczoka przetrwała. Był młody, utalentowany. Zostawił żonę, osierocił dzieci. Po ludzku, nawet dziś można czuć żal i smutek. W kolarstwie mógł osiągnąć sporo, gdyby nie feralne zdrowie. Na jego cześć organizowany jest Memoriał Joachima Halupczoka na Ziemi Turawskiej. W rodzinnych Niwkach stoi jego pomnik. W Opolu stoi most pieszo-rowerowy jego imienia (nad Kanałem Ulgi).

Czesław Lang powiedział o nim:

„Joachim mógł stać się nowym Merckxem bądź Indurainem. Miał wielki talent. Często musieliśmy go hamować”.

Czytaj też: Ludzie wytykali mu niemoralne postępowanie i murem stanęli za żoną

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

Janusz Kierzkowski

Janusz Kierzkowski – torowa ledenda

Podziel się:

Wokół jego startu na igrzyskach olimpijskich w 1968 roku działo się tak wiele, że swoimi „przygodami” mógłby obdzielić kilku innych kolarzy. Najważniejszym jest fakt, że zdobył medal – brązowy na 1000

Podziel się:
Czytaj więcej
Dan Jansen fot. https://www.facebook.com/danjansenfoundation

Dan Jansen: braterska obietnica

Podziel się:

Rok 1994. Lillehammer. Dan Jansen, amerykański panczenista, staje na najwyższym stopniu olimpijskiego podium. Ze wzruszeniem słucha kolejnych nut hymnu. A potem spogląda w niebo i oddaje salut. Gest ten jest

Podziel się:
Czytaj więcej
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top