historiasportu.info

Następczyni Konopackiej. 30 stycznia 1912 r. urodziła się Jadwiga Wajsówna

Jadwiga Wajsówna fot. domena publiczna
Podziel się:

Przed wybuchem II wojny światowej Jadwiga Wajsówna dwukrotnie stawała na olimpijskim podium. Była zdolną i długowieczną sportsmenką.

Koniec lipca 1928 roku. Pabianice. Grupka sportowych zapaleńców nasłuchuje wieści z Amsterdamu. Siedzą w ogródku babci swojej koleżanki. Wnuczka Jadzia też tam jest. Wokół panuje grobowa cisza, a brat Jadźki nakłada słuchawki radia detektorowego na uszy. Chwilę później krzyczy: „Mamy złoty medal! Halina Konopacka! Rekord świata!”. Młodzi szaleją z radości. Wśród wiwatów słychać szesnastoletnią Wajsównę: „Za cztery lata, do Los Angeles, ja pojadę!”. Nie wiedziała jeszcze, w jakiej konkurencji, ale cel, który sobie wtedy przed sobą postawiła, zrealizowała.

Jadwiga Wajsówna na świat przyszła 30 stycznia 1912. Szybko trafiła do sportu. Mając osiem lat poszła na treningi do Sokoła Pabianice. Starty na zawodach rozpoczęła jeszcze jako uczennica, a że uczniom nie wolno było występować w klubach, to ukrywała się pod pseudonimami. Oryginalne nie były („Jadzia”, „Puszówna”), ale pozwalały zakosztować sportowej rywalizacji.

Czytaj też: „Mała Polka” postawiła się Hitlerowi. Zdjęcie, które ratowało życie

Na fiński dysk!

Nim na ponad trzydzieści lat związała się z lekkoatletyką, uprawiała siatkówkę, koszykówkę i piłkę ręczną. Do tego dochodziły zajęcia gimnastyczne. Ogólnie była więc sprawną dziewczyną, taką, która z powodzeniem mogła pójść na każdy stadion. Ale wybrała Królową Sportu. Przypadkowo, bo starszy brat – piłkarz z zamiłowania – wracając kiedyś z treningu, zobaczył zajęcia lekkoatletek i namówił siostrę, by poszła pokazać pabianickim dziewczynom, jak rzuca się dyskiem. Posłuchała. Pierwsze próby były tak dobre, że pod swoje skrzydła wziął ją trener Władysław Marciniak. Tak rozpoczęła się podróż po stadionach Polski i świata.

Po igrzyskach olimpijskich w Los Angeles Konopacka wycofała się z czynnego uprawiania sportu. Idolkę zastąpiła więc Jadzia. Godnie to robiła, bo już w maju 1932 roku uzyskała 40,39 m, bijąc rekord globu. Przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych wynik ten jeszcze poprawiła, osiągając 42,43 m. Uważano ją za faworytkę do olimpijskiego złota.

Jadwiga Wajsówna. Zawody lekkoatletyczne kobiet w Czeladzi fot. domena publiczna/Narodowe Archiwum Cyfrowe
Jadwiga Wajsówna. Zawody lekkoatletyczne kobiet w Czeladzi fot. domena publiczna/Narodowe Archiwum Cyfrowe

Trudno ocenić, czy na igrzyskach w 1932 zawiodła. Brązowy medal to przecież wielki sukces, choć – jak sama później przyznała – forma sportowa przyszła dwa tygodnie później. Bo na mityngu lekkoatletycznym w Chicago, już po igrzyskach, triumfowała, rzucając 41 m. Przed startem też posyłała dysk daleko. Co więc zawiodło?

„Wajsówna jest bardzo młoda a igrzyska obecne stanowią właściwie pierwsze w jej życiu międzynarodowe zawody. Jest młoda i denerwuje się… Wajsównie nie wiedzie się. Trudności sprawia jej dysk fiński, jakim trzeba rzucać w konkursie, a którego na treningu Wajsówna nie miała. Dysk ten jest grubszy i mniejszy od zwykłego. Nerwy też zrobią swoje. Dość, że w rzutach eliminacyjnych najlepszy jej wynik wynosi zaledwie 38 metrów i 29 centymetrów… Do finału wchodzą Amerykanki Osborne i Copeland. Polki Wajsówna i Walasiewiczówna poprawiają wynik nieznacznie, mając w finale najlepszy rzut 38,74. Na treningu przedolimpijskim stale przekraczała 42 metry… Amerykanka Copeland, która rzuca bez obrotu, a tylko siłą zamachu ramienia wyrzuca dysk, ostatnim rzutem zdobywa wspaniałą odległość 40,56 i wysuwa się na pierwsze miejsce. Druga jest Osborne, trzecia Jadzia Wajsówna” – relacjonowała Kazimiera Muszałówna, jedna z pierwszych polskich dziennikarek sportowych.

Po występie w Mieście Aniołów nadal trenowała. Biła rekordy. Próbowała nowych konkurencji, choćby pchnięcia kulą. W 1934 wygrała konkurs w Londynie, rozgrywany w ramach Światowych Igrzysk Kobiet. Na kolejne igrzyska olimpijskie znów jechała z nadziejami. Ale w Niemczech objawiła się nowa gwiazda, Giseli Mauermayer…

Czytaj też: Jelena Muchina. Niełzawa historia

Jak Jadwiga Wajsówna w Berlinie walczyła

We wtorkowe popołudnie, 4 sierpnia 1936 roku, na stadionie olimpijskim w Berlinie zasiadło 80 tysięcy widzów. Większość chciała zobaczyć triumf, z którym będzie mogła się utożsamiać. Tryumf Niemki, ucieleśnienia aryjskości, Giseli Mauermayer. Tego dnia, wśród dziewiętnastu uczestniczek, tylko jedna faktycznie rzuciła jej rękawice. Była to właśnie Jadwiga Wajsówna.

W pierwszej kolejce uczestniczki rzucały słabo. Nie wszystkie co prawda, lecz o tym za moment. Dysk lądował najczęściej w okolicach 30 metra. Dopiero gdy na rzutni pojawiła się Wajsówna, konkurs nabrał emocji. Polka w premierowej próbie uzyskała wynik 44,69 m, co było nowym rekordem olimpijskim. Dla niemieckiej publiki był to wyraźny sygnał, że ich Gisela nie będzie miała łatwo.

Ale postawna Mauermayer presję wytrzymała. Pierwsze podejście miała cudowne. 47,63 m dało jej prowadzenie. Dzielna Jadzia nie odpuszczała. Jeszcze w trzeciej kolejce poprawiła swój rezultat, choć głównej konkurentki do tytułu nie zdołała wyprzedzić. Udało się jej wywalczyć olimpijskie srebro, z gigantyczną, 6,5 m przewagą nad trzecią Paulą Mollenhauer.

Jadwiga Wajsówna była wszechstronną lekkoatletką fot. domena publiczna
Jadwiga Wajsówna była wszechstronną lekkoatletką fot. domena publiczna

Po zawodach „Przegląd Sportowy” wydrukował tekst, doceniający postawę Polki:

„Liczyliśmy wprawdzie na drugie miejsce, ale oczekiwaliśmy go w solidnej odległości od Mauermayer. Tym czasem Polka była groźną i równorzędną przeciwniczką dla bożyszcza Niemiec. Powiedzielibyśmy nawet, że w sumie była ona dziś lepszą dyskobolką. Mauermayer rzuciła nierówno. Jeden szczęśliwy rzut – już pierwszy – zapewnił Niemce złoty medal olimpijski. Wszystkie pozostałe rzuty miała Mauer Mauermayer stosunkowo słabe, a w ogromniej większości słabsze od Wajsówny”.

Gisela Mauermayer została mistrzynią olimpijską w rzucie dyskiem pań. D. Grinberg i A. Parczewski, autorzy serii „Igrzyska lekkoatletów” w 10. Tomie monumentalnego dzieła przybliżają sylwetkę Niemki. Ciekawą sylwetkę, warto dodać.

„G. Mauermayer na podium pozdrowiła widownię hitlerowskim salutem. Lekkoatletyczny talent 15-letniej baletnicy odkrył wachmistrz monachijskiej policji Josef Zachmeyer. W 1932, w 18. roku życia Gisela zapisała się do NSDAP – z pobudek idealistycznych, jak twierdziła do końca życia. – Wykonałaś wspaniałą robotę – usłyszała w loży Adolfa Hitlera. Wojna przerwała jej niekończące się pasmo sukcesów sportowych. Partia postawiła ją w 1940 na czele jednej z największych niemieckich organizacji kobiecych (nazistowskich nauczycielek). W 1947 została zdenazyfikowana, co kosztowało ją 200 marek. Uczyła w szkole, zrobiła doktorat z zoologii (o zachowaniu społecznym mrówek) i przez wiele lat była bibliotekarką w Monachijskim Instytucie Zoologicznym. Nie odpowiadała na listy koleżanki z boiska, Jadwigi Wajsówny”.

W styczniu 1939 roku wyszła za mąż za Franciszka Grętkiewicza, związanego ze sportami motorowymi. Zdążyła też złożyć olimpijską przysięgę, bo przygotowywała się do swoich trzecich igrzysk. Ale wybuchła II wojna światowa. Sportowe aspiracje i marzenia musiała Wajsówna odłożyć na potem…

W czasie wojny została zatrzymana i przesłuchiwana przez gestapo. Pomagała też w powstańcom warszawskim, kopiąc rowy i budując umocnienia. Po wojnie wróciła do czynnego uprawiana sportu. Wystartowała na mistrzostwach Europy w Oslo, gdzie zajęła trzecie miejsce. I na swoich trzecich igrzyskach olimpijskich, w Londynie (1948), gdzie była czwarta. Karierę sportową miała długą, ponad trzydziestoletnią. Później przekazywała wiedzę młodszym.

Zmarła w Pabianicach, 1 lutego 1990 roku.

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

Janusz Kierzkowski

Janusz Kierzkowski – torowa ledenda

Podziel się:

Wokół jego startu na igrzyskach olimpijskich w 1968 roku działo się tak wiele, że swoimi „przygodami” mógłby obdzielić kilku innych kolarzy. Najważniejszym jest fakt, że zdobył medal – brązowy na 1000

Podziel się:
Czytaj więcej
Dan Jansen fot. https://www.facebook.com/danjansenfoundation

Dan Jansen: braterska obietnica

Podziel się:

Rok 1994. Lillehammer. Dan Jansen, amerykański panczenista, staje na najwyższym stopniu olimpijskiego podium. Ze wzruszeniem słucha kolejnych nut hymnu. A potem spogląda w niebo i oddaje salut. Gest ten jest

Podziel się:
Czytaj więcej
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top