historiasportu.info

Jelena Muchina. Niełzawa historia

Podziel się:

Była faworytką do olimpijskiego medalu. Zdarzył się jednak wypadek. A skutki były tragiczne. Tak jak historia gimnastyczki, która mimo wszystko nie chciała, by ktoś płakał nad jej losem. Historia, w której pogoń za politycznymi korzyściami jest ważniejsza, niż człowiek.

Był 3 lipca 1980 roku. Przygotowania radzieckich sportowców do igrzysk olimpijskich odbywały się w Mińskim Pałacu Sportu. Dla całego ZSRR były to wyjątkowe miesiące. Najważniejsza sportowa impreza czterolecia w końcu przekroczyła żelazną kurtynę. Miała rozgościć się po jej wschodniej stronie. Tej lepszej – tak twierdzono w Moskwie. Tamtejsi bohaterowie stadionów podchodzili więc do niej z pełnym zaangażowaniem. Każdy chciał wystąpić. Zapaść w kibicowskiej świadomości. Na wieki.

Dzień wcześniej ktoś z Moskwy przyniósł do bazy sportowej plotkę, że Jelena Muchina nie zostanie włączona do głównej drużyny, mimo że była jedną z największych kandydatek do olimpijskiego krążka. Tego w gimnastyce. Wieści sprawiły, że jej trener wyjechał do stolicy, by sytuację wyjaśnić. A Lena pod okiem pozostałych trenerów miała nie tracić czasu. Trzeba było doskonalić „salto Thomasa”, element spektakularny, ale i niezwykle trudny. Taki, który miał dać złoto. I wtedy, w czasie jednej z prób, nie udało się… Upadła, uszkadzając odcinek szyjny rdzenia kręgowego, co doprowadziło do paraliżu czterech kończyn.

Następnego dnia profesor Livshits stanął przy stole operacyjnym. Zabieg zakończył się sukcesem. Ale cóż nim jest? A no to, że udało mu się uratować życie Leny. Nie udało się natomiast przywrócić pełni zdrowia. Kontuzja skazała ją na całkowity bezruch. Okazało się, że do końca życia. O jakichkolwiek startach mowy nie było.

Na wózku inwalidzkim spędziła resztę życia. Ale jej historia jest smutna nie tylko z tego powodu…

Nieoszczędny ten los…

Muchina urodziła się 1 czerwca 1960 w Moskwie. Miała dwa lata, gdy w rodzinnym domu wybuchł pożar. Jej co prawda w nim wtedy nie było. Mama była. I spłonęła żywcem. Ojciec ani wtedy, ani później nie brał udziału w życiu córki. Wybrał inną rodzinę. Wychowaniem osieroconej zajęła się babcia, Anna Iwanowa. Była kobietę równie religijną, co surową. Ale, co pokaże czas, bardzo kochającą. Jedyną prawdziwą i solidną podporą w życiu wnuczki.  

Lena przyszła na gimnastykę tak, jak wiele dzieci w Moskwie. Trenerzy ze szkół sportowych chodzili do szkół ogólnokształcących i selekcjonowali uzdolnione ruchowo dzieci. Raz na lekcje zawitała Antonina Pavlovna Olezhko i zapytała, czy któryś z uczniów nie zechciałby uprawiać gimnastyki. Młoda Muchina zgłosiła się bez wahania.

Przez kilka lat było o niej cicho. Dopiero po pojawieniu się Nadii Comăneci, a wraz z nią wielkiej radzieckiej potrzebie pokonania Rumunki, wypłynęła na głębsze wody. Nie bez znaczenia dla kariery Leny był trener Michaił Klimenko. To on morderczym treningiem wzniósł jej umiejętności na wyższy poziom. Wiedzę i metody czerpał z męskich wzorców, bo prowadził reprezentantów ZSRR. Można wręcz stwierdzić, że mężczyzna ten miał zasadniczy wpływ na całe życie gimnastyczki. Tak przynajmniej dziś sądzą niektórzy.

W drugiej połowie lat 70. Jelena Muchina wkroczyła na szczyt. W mistrzostwach Europy 1977 w Pradze zdobyła trzy złote medale. W 1978 zdobyła złoty medal mistrzostw świata w czwórboju indywidualnym oraz w konkurencji drużynowej. Indywidualnie pokonała Nadię Comăneci i swoją rodaczkę, Nellię Kim. W ZSRR odtrąbiono sukces. Upatrywano w niej wielkiej faworytki kolejnych ważnych imprez. Wtenczas była jeszcze sowiecką nadzieją.

Tryby systemu

Rok później wyjechała na kolejne mistrzostwa. I był właściwy początek jej wielkiej tragedii. Lena złamała wtedy nogę. Kontuzja była tak poważna, że interweniowali chirurdzy. Dwukrotnie. Już po operacjach nadeszły pierwsze sygnały ostrzegawcze. Bo mistrzyni świata, dochodząca do siebie, spotkała się z krytyką. Bohaterki są przecież ze stali. Regenerują się w okamgnieniu. Są nie do zatrzymania. A ona? Zarzucano jej słabość. Krótka jest droga od bohatera do… No właśnie, czego?

Na rok przed igrzyskami nie trenowała. Towarzyszący rekonwalescencji siedzący tryb życia sprawił, że nabrała kilka kilogramów. Ale szkoleniowiec nie odpuszczał. Nie wiadomo, czy „kierował” nim ktoś z góry, czy własna ambicja, ale niedoleczona i osłabiona Muchina w końcu wznowiła treningi.

Jelena Muchina, Nadia Comăneci i Emilia Eberle w 1978 roku fot. domena publiczna
Jelena Muchina, Nadia Comăneci i Emilia Eberle w 1978 roku fot. domena publiczna

Co gorsza, po latach powiedziała, że ci, którzy mieli chronić jej zdrowie, jakby uczestniczyli w całym procederze. Kiedy bowiem lekarze zdjęli gips – wbrew jej woli – i kazali spróbować chodzić, to od razu powiedziała, że ​​rusza się „krzywo”. Że coś jest nie tak. Zlecono prześwietlenie. Okazało się, że noga nie była do końca wyleczona. Lenę czekała kolejna operacja! Dzień po interwencji chirurgicznej przy łóżku podopiecznej miała pojawić jedna z reprezentacyjnych trenerek. Zarzuciła jej, że nie ćwiczyła sumiennie, ale nadal może jechać na igrzyska. Tylko musi przyjść na zajęcia. Sytuacja znów się powtórzyła. Medycy nie widzieli przeciwskazań, albo bali się o nich powiedzieć. Gips zdjęto przedwcześnie, a gimnastyczce zaserwowano mocny reżim treningowy. Michaił Klimenko, pomimo tych trudności, przygotowywał z nią wspomniane „salto Thomasa”.

To był wypadek, którego można było się spodziewać. To było nieuniknione. Nieraz mówiłem, że przy tym elemencie złamię sobie kark. Kilka razy mocno się zraniłem, ale on (trener) odpowiedział tylko, że ludzie tacy jak ja nie łamią sobie karku” – mówiła w 1991.

Trener, prasa, lekarze, działacze, inni sportowcy – elementy systemowej maszyny – nikt tego nie zatrzymał. Presja była zbyt wielka. Może w myśl zasady, że jakoś to będzie. I 3 lipca 1980 roku doszło do tragedii. Nie ma przecież ludzi niezniszczalnych. Wypadek drastycznie zmienił życie gimnastyczki. Pokazał też, że była narzędziem, które kiedy tylko się zepsuło, zostało wyrzucone w kąt…

Czytaj też: Olimpijski skandal, który zmienił przynajmniej jedno życie

Jelena Muchina? Tylko kandydatka

Po wypadku radziecka federacja gimnastyczna milczała na temat wydarzeń związanych z jej kontuzją. Zmowa trwała kilka lat. Gdzieniegdzie pojawiły się lapidarne komunikaty o urazie. Ale bez szczegółów. Nikt nie chciał się wyłamać i opisać brutalności i bezwzględność systemu, który miał przynosić polityczne korzyści. Dlatego zwykli kibice zaczęli słać do Leny listy. Bo nielogicznym było, że tak nagle zniknęła.

Czekałam, aż sława minie. Już jej nie potrzebowałam. Listy? Tak, ludzie pisali listy. Ale w większości były głupie. Pytali, kiedy wrócę do rywalizacji. A ja chciałem tylko jednego: żeby zostawili mnie w spokoju. Oczywiście ci ludzie nie byli winni temu, że zostali oszukani – w końcu od razu było oczywiste, że nigdy nie wrócę do normalnego życia, nie mówiąc już o sporcie. Tak, zostali oszukani. Fani zostali nauczeni, by wierzyć w heroizm sportowców – zawodnicy ze złamaniami wracają na boisko piłkarskie, a ci ze wstrząsami mózgu na lodowisko. Dlaczego? W jakim celu? Aby poinformować, że „zadanie Ojczyzny zostało wykonane” – mówiła tygodnikowi „Ogoniok”.

Młodziutka Jelena Muchina fot. domena publiczna
Młodziutka Jelena Muchina fot. domena publiczna

Miała rację. Triumf na igrzyskach olimpijskich w czasach zimnej wojny odbierano w ZSRR jak skuteczny cios wymierzony w twarz zachodnich rywali. Propaganda miała wtedy co mielić, bo sport i towarzyszące mu sukcesy pozwalały utrzymywać wizerunek systemu i kraju silnego. Ba, lepszego niż te zza zachodniej ściany berlińskiego muru. Zresztą, obie strony rywalizowały na tej płaszczyźnie. Przecież to prezydent John F. Kennedy powiedział: „Prestiż narodu to lot na Księżyc i medal olimpijski”…

Ale taki wypadek i jego okoliczności mogły go zwyczajnie ów wizerunek Moskwie nadszarpnąć, dlatego musiał pójść w niepamięć. I tu pech, bo historia znalazła się w zachodnich mediach już tydzień później. Przepływ informacji zadziałał pełną parą, bo „Washington Post” i „Associated Press” wydrukowały nawet cytat anonimowego urzędnika drużyny radzieckiej. Był brutalny:

„I tak była tylko kandydatką do drużyny olimpijskiej. Mamy mnóstwo innych na jej miejsce”.

Zachód też wykorzystywał sytuację dla siebie, tak jak chciał. Ot, taka woda na młyn dla Waszyngtonu, Londynu czy Paryża. A sparaliżowana gimnastyczka leżała w domu. Przykuta do łóżka.

Wtedy do gry weszły radzieckie redakcje. Nie, nie z pomocą. Zamiast rzetelnego opisania przyczyn, przebiegu i skutków wypadku, podlegli władzy redaktorzy wydarzenia te tuszowali, przeinaczali lub bagatelizowali. A jeśli już o nich czasami pisano, raczej w formie oskarżeń Muchiny. Zarzucano jej nierozwagę, złe decyzje. Artykuły prasowe podkreślały, że to ona „samotnie ćwiczyła trudne akrobacje”. Posunięto się nawet do stwierdzenia, że ​​zrobiła to „lekceważąc polecenia trenera”. Nic z tego nie było prawdą. Trenowała pod okiem innych trenerów, a ci wiedzieli o „salcie Thomasa”. Gimnastyczka nie tylko była oczerniana w prasie, ale także nie mogła się bronić ani pozwolić sobie, by przedstawiono jej wersję. Choćby w celu skorygowania narracji.

Czytaj też: Oskar Hekš. Sportowiec, buntownik, który zginął w Auschwitz

Nowe, inne treningi

Ale tragedia ta ma też inny wymiar. Jelena Muchina z oddanej i aktywnej gimnastyczki została sparaliżowana od klatki piersiowej w dół. Gimnastyka była całym jej życiem, a teraz to z jej powodu, aż do śmierci, poruszała się na wózku inwalidzkim. Ta, która łamała bariery własnego ciała, teraz z tym ciałem nie mogła nic zrobić…

Lenie pozostała tylko babcia. Anna opiekowała wnuczkę. Pomagała w najprostszych czynnościach. Większość dawnych towarzyszy nie odwiedzała jej zbyt często. Wielu z nich zwyczajnie bało się takich wizyt. Ale co by nie powiedzieć, jedno jest pewne: jej wypadek miał wielki wpływ na innych sportowców. Nellie Kim, która rywalizowała z Jeleną, wiedziała, że zostawili ją samej sobie:

Po tym zdarzeniu byliśmy przerażeni. Mieliśmy nadzieję, że (kierownictwo) pomoże Lenie przy operacji (…). Tragedia Eleny bardzo mnie dotknęła, pokonała mnie psychicznie – z tym strachem pojechałam na igrzyska olimpijskie. I bałam się już niektórych elementów. Kiedy masz 18–19 lat lub więcej, twój umysł i podejście do treningu nie są już takie same, jak w wieku 15–16 lat. Doskonale rozumiesz, jak to może się skończyć. Kiedy Lena upadła, od razu powiedziałam, że po igrzyskach nie będę kontynuowała kariery„.

W tej całej bańce były też przypadki dobre. Kilkanaście lat po tych wydarzeniach Łarysa Łatynina, wielokrotna mistrzyni olimpijska, udzieliła obszernego wywiadu, w którym nie gryzła się w język. Sporo zarzucała trenerowi…

Klimenko naprawdę chciał, aby Muchina wystąpiła w Moskwie. Nikt nie wątpił, że drużyna zdobędzie olimpijskie złoto, ale on miał nadzieję zostać trenerem mistrza olimpijskiego. Noga Leny bolała jak szalona. A on zmuszał ją do pracy… Niestety nieczęsto bywam zapraszana na zwykłe rozmowy, rozmowy z trenerami czy z gimnastyczkami. Nie wiem dlaczego – może boją się, że nauczę ich niewłaściwych rzeczy? Ale zawsze im to mówiłam i nadal powtarzam: „Jeśli coś boli gimnastyczkę, nie zmuszaj jej, bo to wróci, będzie ją prześladować„.

Kilka osób jej pomagało. Tacy prawdziwi przyjaciele, co to w biedzie nie zostawią. A i ona sama nie popadła na duchu. Bo Muchina nie chciała, żeby jej życie uznano za łzawą historię. Goście wyrażający litość byli wyrzucani z jej mieszkania. Dziennikarze udzielali wywiadów jedynie w ramach wcześniejszego zapewnienia, że to nie ona będzie główną bohaterką ich artykułów. Może w ten sposób chciała o tym zapomnieć?

Wykazała przy tym prawdziwie sportową postawę. Zaraz po tym nieszczęśliwym dniu rozpoczęła walkę o – choćby minimalny – powrót do sprawności. Na nowo uczyła się jeść i pisać. To były jej treningi. W 1983 trud został doceniony. Otrzymała Srebrny Medal Orderu Olimpijskiego. W ramach podziękowania wysłała list do przewodniczącego MKOL. Pewnie i z trudem, ale osobiście i ręcznie napisany.

„Szanowny Panie Samaranch,

Dziękuję za zaszczyt, jakim mnie obdarzyłeś przyznając mi „Order Olimpijski”. To były najlepsze życzenia noworoczne.

Jelena Muchina”.

Nagrobek Jeleny Muchiny fot. A.Savin/CC BY-SA 3.0
Nagrobek Jeleny Muchiny fot. A.Savin/CC BY-SA 3.0

Dopiero kilka lat po wypadku pierwszy raz szerzej o nim opowiedziała. Wcześniej nie było okazji, bo pas cenzury w jej sprawie zaciśnięty był na ostatnie oczko. I luzował się powoli. To wtedy przyznała:

Byłam głupia. Naprawdę chciałam uzasadnić pokładane we mnie zaufanie i zostać bohaterką„.

I skrytykowała sportowy system, w którym przyszło jej dorastać. A potem żyła z pełną świadomością, że jej stan tylko przyśpiesza dzień, w którym odejdzie z tego świata. Otwarcie o tym mówiła. Słyszący to byli przerażeni. Nigdy się nie użalała, a raczej starała się wykorzystać to, czego wypadek jej nie zabrał. Inteligencję. Łarysa Łatynina tak wspominała:

Siedzi tylko wtedy, kiedy ją posadzą i przykryją poduszkami. Przeważnie leży. Ma niesamowicie mądrą główkę, dużo czyta, ogląda wszystkie programy w telewizji i bardzo inteligentnie mówi„.

Otwarty umysł pozwolił jej pisać. W jaki sposób? Nagrywała na dyktafon, a inni zamieniali to w tekst. Pozwalał też trzeźwo oceniać sytuacje. Każdą, bez urazy.

„Istnieją takie pojęcia jak honor klubu, honor drużyny, honor drużyny narodowej, honor flagi. Są to słowa, za którymi nie kryje się osoba. Nikogo nie potępiam ani nie obwiniam za to, co mi się przytrafiło. Ani Klimenki, ani tym bardziej ówczesnego trenera reprezentacji, Shaniyazova. Żal mi Klimenki – jest ofiarą systemu, członkiem klanu dorosłych, którzy „wykonywali swoją pracę” – oceniała, bez żalu.

Za to żałowała każdego, kogo wrzucono w tryby tego systemu. Zmarła 22 grudnia 2006 roku, mając 46 lat. I można jej zarzucić, że była kowalem własnego losu. Że przecież wtedy, w dniu wypadku, nie odmówiła, tylko trenowała i zrobiła to, co jej kazano. Ale ona sama, chwilę po upadku, nie czując bólu, od razu pomyślała:

„Dzięki Bogu, nie pojadę na igrzyska!”.


Źródła:

https://www.gordon.com.ua/tv/latynina/view_print/ (dostęp: 22.12.2023 r.)
http://web.archive.org/web/20020224111636/http://www.geocities.com/Colosseum/Track/7635/mukhina-int.html (dostęp: 22.12.2023 r.)
https://themedalcount.com/2019/10/21/shortly-after-her-paralysis-elena-mukhina-wrote-a-letter/ (dostęp: 22.12.2023 r.)
https://themedalcount.com/2020/02/25/after-her-injury-a-soviet-coverup-hurt-elena-mukhina-even-more/ (dostęp: 22.12.2023 r.)
https://www.sports.ru/tribuna/blogs/russiateam/2803041.html (dostęp: 22.12.2023 r.)

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

Janusz Kierzkowski

Janusz Kierzkowski – torowa ledenda

Podziel się:

Wokół jego startu na igrzyskach olimpijskich w 1968 roku działo się tak wiele, że swoimi „przygodami” mógłby obdzielić kilku innych kolarzy. Najważniejszym jest fakt, że zdobył medal – brązowy na 1000

Podziel się:
Czytaj więcej
Dan Jansen fot. https://www.facebook.com/danjansenfoundation

Dan Jansen: braterska obietnica

Podziel się:

Rok 1994. Lillehammer. Dan Jansen, amerykański panczenista, staje na najwyższym stopniu olimpijskiego podium. Ze wzruszeniem słucha kolejnych nut hymnu. A potem spogląda w niebo i oddaje salut. Gest ten jest

Podziel się:
Czytaj więcej
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top