historiasportu.info

Kiedy Marion Jones zapłakała…

Marion Jones Fot. TSGT Rick Sforza/domena publiczna
Marion Jones Fot. TSGT Rick Sforza/domena publiczna

5 października 2007 roku amerykańska lekkoatletka Marion Jones publicznie przyznała się do stosowania dopingu. W związku z tym odebrano jej tytuły mistrzyni olimpijskiej z Sydney, medale i nagrody pieniężne.

23 września 2000 roku na stadionie olimpijskim w Sydney zasiadło blisko 100 widzów. Miliony spoczęły kanapach, fotelach czy pufach w domach. Albo w pubach, przy kuflu piwa. Każdy chciał zobaczyć, kto zostanie tym najszybszym, kto wygra bieg na 100 metrów. Konkurencję niezwykle prestiżową.

Wśród mężczyzn triumfował Maurice Greene z USA. Za to w gronie kobiet faworytką określano Marion Jones. 24-letnia sprinterka, a wcześniej całkiem dobrze zapowiadająca się koszykarka, miała już na swoim koncie tytuły mistrzyni świata. W Sydney setkę wygrała z dziecinną łatwością. Metę minęła z uśmiechem na twarzy, by chwilę później, gdy tylko spojrzała w kierunku bliskich, rozpłakać się.

Jestem tak podniecona, tak szczęśliwa. Marzenie stało się rzeczywistością. Było tyle upadków i wzniesień w mojej karierze, a teraz – mając 24 lata – jestem mistrzynią olimpijską. Spełniło się to, o czym marzyłam przez 19 lat” – powiedziała po biegu.

Marion Jones w Sydney fot. domena publiczna
Marion Jones w Sydney fot. domena publiczna

Przed wyjazdem do Australii zapowiadała, że chce wrócić z pięcioma złotymi krążkami. I kibice jej wierzyli. Dopingowali. I faktycznie stanęło na pięciu medalach: trzech złotych w biegach na 100 m, 200 m i sztafecie 4×400 m oraz dwóch brązowych – w skoku w dal i sztafecie 4×100 m.

Minęło siedem lat…

Marion Jones znów płacze

5 października 2007 roku Jones znów płakała. Tym razem, stojąc przed budynkiem sądu, otoczona dziennikarzami. A za córką stała matka.

Zawiodłam ich. Zawiodłam mój kraj i zawiodłam samą siebie. Stoję tu przed wami z wielkim wstydem i mówię wam, że zdradziłam wasze zaufanie. Zdaję sobie sprawę, że mówienie, że jest mi bardzo przykro, może nie wystarczyć, aby zaradzić bólowi i krzywdzie, które wyrządziłam. Dlatego chcę was prosić o wybaczenie. Mam nadzieję, że znajdziecie w swoim sercu siłę, by mi wybaczyć” – powiedziała.

Lekkoatletka przyznała się do składania fałszywych zeznań agentom federalnym na temat stosowania przez nią leków zwiększających wydajność. Przyznała się również do składania fałszywych zeznań agentom federalnym w związku z oddzielną sprawą dotyczącą oszustw finansowych.

Przed sądem Marion Jones przeczytała oświadczenie, w którym stwierdziła, że od lata 2000 przez kolejny rok przyjmowała środki nieświadomie. Brała, ponieważ trener mówił jej, że przyjmuje olej lniany. Równocześnie przyznała, że pod koniec 2003 roku skłamała agentów federalnych, że nigdy nie przyjmowała „wspomagaczy”.

Reakcja MKOl była natychmiastowa. Jones pozbawiono medali z Sydney. Nakazano zwrócić nagrody pieniężne zdobyte na lekkoatletycznych bieżniach. W styczniu 2008 roku trafiła za kratki. Na pół roku, za skazanie fałszywych zeznań.

Maska zdjęta

Marion Jones przez kilka lat była podejrzewana o chemiczne wspomaganie. Bo wyłapywano osoby z jej otoczenia. Ale i ona uchodziła za „nieczystą”. Według doniesień prasowych, w czerwcu 2006 roku, próbka pobrana od niej podczas Mistrzostw Ameryki w lekkoatletyce uzyskała pozytywny wynik na obecność substancji dopingującej – erytropoetyny (EPO). Tyle, że próbka B dała wynik negatywny i Marion nadal uznawano za niewinną.

Do 2007 roku z „opresji” wychodziła obronną ręką. Ale w październiku, stojąc przed kamerami, płacząc, tłumacząc nic już zrobić nie mogła. Maska spadła. Zawiodła rodzinę, do której zresztą napisała wcześniej listy z wyjaśnieniami, zawiodła przyjaciół. Zawiodła kibiców, zawiodła tych wszystkich, którzy po Sydney oferowali jej kontrakty reklamowe. I tych, dla których była wzorem…

Kłamstwo ma krótkie nogi.

0 0 Głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O autorze:

Warto zobaczyć:

Jan Mysłajek

Starszy mężczyzna żwawo przechadza się po swoim warsztacie. Proponuje kawę. Zastanawia się, od czego zacząć. Mijają minuty, a opowieść nabiera barw. Różnych. Raz jasnych, gdy wspomina sukcesy, dzieciństwo, pracę. I ciemnych: beskidzko-zakopiańskiego sporu, kontuzji, wyrzucenia z kadry. - Może gdybym nie był takim lokalnym patriotą, to wycisnąłbym ze swojej kariery więcej - zastanawia się Jan Mysłajek. Ale nie żałuje. Przecież całe jego życie kręci się wokół nart. Są dla niego jak tlen - dzięki nim wie, że żyje.

To dobre miesiące dla fanów tenisa. W styczniu ukazała się biografia „Maestro. Piękna gra Rogera Federera”, a teraz rusza …

Sportowe ciekawostki pozwolą Ci poznać sport z nieco innej strony. Wiesz jaki był najwyższy wynik w meczu hokeja? Kto i kiedy wymyślił Tour de France? Nie? Więc czytaj dalej ten artykuł!

Na mecze przychodzą te same twarze. Złocisty trunek leje się przez pełne 90 minut. Zorganizowany doping? Można czasami usłyszeć „sędzia kalosz”, albo bardziej dosadnie „ty ch...ju w żółtym”. Inne formy kibicowskiego wsparcia są rzadkością. Piłkarze? Podobnie jak fani – mało profesjonalnie, ale z miłością. Większość nie gra dla kasy, sławy, pucharów czy blasków fleszy. Grają bo to lubią. Trenują – bo to lubią. Niekiedy zjawiają się na boiskach prosto z pracy, pobiegają parę minut i wracają do szarej rzeczywistości.

0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x