www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

Historie Igrzyska olimpijskie Legendy Lekkoatletyka Momenty Igrzysk

Helen Stephens – Stanisława Walasiewicz, czyli amerykańsko-polska „wojenka” o płeć

Podziel się:

Miała ledwie 17 lat, gdy rzuciła rękawicę Stanisławie Walasiewicz. W pierwszych dniach sierpnia 1936 r., w olimpijskim finale 100 m kobiet, pokonała polską sprinterkę. Podobnie jak Walasiewiczówna, Helen Stephens również wywoływała kontrowersje. Zarzucano jej, że nie była kobietą. Wątpliwości co do jej płci nie miał za to Adolf Hitler, któremu w Berlinie lekkoatletka bardzo przypadła do gustu…


Początek czerwca 1936 r. W „Przeglądzie Sportowym” ukazuje się zapis rozmowy z Stanisławą Walasiewicz. Przygotowująca się do obrony olimpijskiego tytułu w biegu na 100 m Polka wydaje się być w dobrym nastroju. Nie jest co prawda w życiowej formie, ale jasno daje do zrozumienia, że ta ma nadejść w Berlinie, na igrzyskach. W pewnym momencie pada pytanie o Helen Stephens, nastolatkę z USA, która od 1935 r. zdaje się dyktować warunki swoim rywalkom. Walasiewiczównej również. Mistrzyni olimpijska z Los Angeles unika wspólnych startów z Amerykanką, ale nie unika odpowiedzi na pytania z nią związane. Redaktor pisze:

„Pomimo ustanowienia przez Amerykankę szeregu nowych rekordów, Walasiewiczówna w dalszym ciągu wyraża się o jej wynikach sceptycznie. Zapowiedziała tylko: że na żadnym z trzech mityngów, na których startować będzie przed odjazdem z Ameryki, nie spotka się ze Stephens. Nie jest to strach: Walasiewiczównie chodzi raczej o zachowanie przewagi psychicznej, o starcie w Berlinie w aureoli zawodniczki niepokonanej i dotąd niezdetronizowanej, najszybszej sprinterki świata. Te atuty moralne pragnie sobie Stela zachować na decydującą rozgrywkę.”

Przegląd Sportowy. R. 16, 1936, nr 46, s. 4.

Czytaj też: Irena, Ewa, Halina i Teresa – złote dziewczyny z Tokio


Helen Stephens? Błyskawica!

Helen Stephens na świat przyszła w 1918 r., jako córka Franka Elmera i Bertie Mae Herring Stephens. Dorastała na farmie w Fulton w Missouri. Od najmłodszych lat ciężko pracowała w rodzinnym gospodarstwie, nieświadomie trenując.

Od małego byłam w treningu, tylko o tym nie wiedziałam. Chodziłam, biegałam, wykonywałam obowiązki, przez co budowałam swoje ciało, pojemność płuc, wytrzymałość. Wszystko to, nad czym dziś pracuje się w czasie specjalnych treningów.

Pomógł jej również koń. Kuzyn Helen zawsze jeździł na nim do szkoły, a Helen truchtała obok.

Kariera Helen Stephens była krótka, ale pełna sukcesów
Kariera Helen Stephens była krótka, ale pełna sukcesów fot. domena publiczna

Uprawiała różne sporty, w tym bieganie, rzut dyskiem i pchnięcie kulą, notując do 1936 r. łącznie dziewięć tytułów w różnych amerykańskich zawodach krajowych. Następnie była kolejne rekordy i z łatwością wygrała olimpijskie eliminacje. Jej kariera była intensywna i krótka. Wszystko zaczęło się w 1934 r., na szkolnej bieżni, gdzie pobiegła 50 jardów w rewelacyjnym czasie 5,8. Burton Moore, jej trener równie nieznany co ona, był wniebowzięty i zaskoczony. Trafił na ogromny talent.

Nazywana „Błyskawicą z Fulton”, albo „Expressem z Missouri”, wysoka – 182 cm wzrostu – obdarzona długim krokiem i siłą Helen jeszcze przed igrzyskami w 1936 r., podczas halowych mistrzostw AAU na 50 m, pokonała Staszkę. Dla obserwatorów był to szok, bowiem dla młodziutkiej biegaczki był to debiut. Weteranka w biało-czerwonym kostiumie musiała mocno odczuć tamtą porażkę. To wtedy postanowiła, że przed berlińskimi igrzyskami, nie będzie się z nią ścigać. Później obie prowadziły jeszcze korespondencyjny pojedynek, wykręcając co rusz, to lepsze wyniki: Stephens przebiegła setkę w 11,5 s, Stanisława tylko o 0,1 s wolniej.

Młoda Amerykanka już w biegach eliminacyjnych pokazała moc. Berlińska publiczność była zachwycona jej możliwościami. Rywalki szybko zdały sobie sprawę, że nie mają wielkich szans na sukces. Amerykańscy korespondenci prasowi piali z zachwytu. Oto nachodził dzień zemsty. Stanisława Walasiewicz miała „dostać za swoje”, za zniewagę, której dopuściła się wybierając biało-czerwoną reprezentację, zamiast amerykańskiej. I to przed igrzyskami olimpijskimi w Los Angeles, w 1932 roku. Na Helen Stephens spadła ogromna presja.

Czytaj też: Recenzja książki: “Igrzyska lekkoatletów. Tom 5. Sztokholm 1912”


Złoto i zaloty Hitlera

We wtorek, 4 sierpnia 1936 r. Najszybsze kobiety świata stanęły na starcie. Oczy wszystkich zwrócone były na Amerykankę. Zastanawiano się nie „czy”, ale „z jaka przewagą” zwycięży. W prasie niemieckiej dwa pozostałe medale przydzielono już reprezentantkom gospodarzy: Käthe Krauß i Marie Dollinger. Polce nie wróżono dobrze, tym bardziej, że sama otwarcie przyznała się do bólu ścięgien. Nie była więc gotowa w stu procentach.

Słychać strzał startera…

Olimpijski finał w biegu na 100 m kobiet w 1936 r. Helen triumfuje
Olimpijski finał w biegu na 100 m kobiet w 1936 r. Helen triumfuje fot. domena publiczna

Ruszyły zgodnie z przewidywaniami. Stephens już po dwudziestu metrach zostawiła przeciwniczki za plecami i samotnie gnała do mety. Niemki również nie spóźniły startu. Stasia została w blokach. Musiała gonić. Gdy Amerykanka, w rekordowym czasie, jako pierwsza minęła linię mety, biało-czerwona sprinterka resztkami sił i „połknęła” pupilki stadionu. Udało się! Miała srebro. Przy okazji ustanowiła rekord olimpijski, który pobije dopiero Wilma Rudolph w Rzymie, w 1960 r.

Po zawodach przyszedł moment na część oficjalną. Nowa mistrzyni olimpijska najpierw udzieliła wywiadu stacji CBS, a później, po specjalnym zaproszeniu, ruszyła w kierunku loży Adolfa Hitlera. Spotkanie z Führerem było… dziwnie dwuznaczne. Helen wróciła do tamtych wydarzeń:

„Pozdrowił minie nazistowskim salutem a ja odpowiedziałam solidnym uściskiem dłoni z Missouri. Musiał mnie źle zrozumieć, bo natychmiast zaczyna mnie obłapiać. Chwyta za rękę, zaczyna ją ściskać; szczypie mnie i przytula. Jesteś prawdziwie aryjskim typem – mówi. Powinnaś biegać dla Niemiec. Po tym pełny jednorazowym masażu zapytał jeszcze, czy nie chciałabym spędzić weekendu w Berchtesgaden. Nein, danke – powiedziałam.”

Lekkoatletka nie przyjęła propozycji. Razem z koleżankami pokonała za to Niemki w finale sztafety 4×100 m. Być może odmowa rozzłościła Hitlera. W czasie pogawędki z Helen ktoś, bez wcześniejszego uzgodnienia, zrobił mu zdjęcie. Fotograf został pobity. Ale fotografia przetrwała…

Helen Stephens w loży Adlolfa Hitlera
Helen Stephens w loży Adlolfa Hitlera fot: https://historicmissourians.shsmo.org/

Wojna o płeć

Cztery lata przed tymi wydarzeniami, w Los Angeles, to Stanisława Walasiewicz była pierwsza. Jej mistrzostwo olimpijskie bardzo krytycznie oceniała amerykańska prasa. Redaktorzy wprost sugerowali, że jest mężczyzną. Walasiewiczówna uważała, że taka retoryka nie była przypadkowa. To była kara za start w polskich barwach. W 1936 r. role się odwróciły.

Inspiracją do napisania artykułu była książka Daniela Grinberga i Adama Parczewskiego “Igrzyska lekkoatletów. Tom 10: Berlin 1936”
Inspiracją do napisania artykułu była książka Daniela Grinberga i Adama Parczewskiego “Igrzyska lekkoatletów. Tom 10: Berlin 1936”

Zaraz bo finale olimpijskim obecni na miejscu polscy działacze mieli sugerować organizatorom, by ci upewnili się, czy Stephens aby na pewno jest kobietą. Sędziowie poinformowali ich, że wszystkie uczestniczki przeszły „sprawdzian płci”. Żadnych zastrzeżeń do Helen nie było. W polskich gazetach doceniano sukces Walasiewiczówny. Ale jej uczciwość jej pogromczyni, nowej mistrzyni olimpijskiej, negowano. Tak scharakteryzował Stephens dziennikarz „Przeglądu Sportowego” (pisownia oryginalna numer 66/1936):

„[…] Gwiazda USA w niczem nie przypomina jednak kobiety. Wzrostu ma około 180 cm, nogi – co najmniej 43 numer, stąpa niezdarnie, kiwając się na boki, a białej koszulki z ukośnym trójkolorowym pasem nie wypełniają najlżejsze chociażby zarysy kobiecych piersi. Jej fizjonomia jest również mało powabna. Stephens chodzi zawsze poważna, a nawet ponura. Nie śmieje się nigdy […].”

Opinia ta nie była odosobniona. W „Kurierze Porannym” oskarżono Amerykankę o oszustwo. Rozpętała się niemała afera. Obie sprinterki znów zostały poddane testowi medycznemu. Zarówno Staszka, jak i Helen – wedle jego wyniku – były kobietami.

Krótko po zakończeniu igrzysk olimpijskich Helen Stephens wypisała się z lekkiej atletyki. Potem grała w baseball i softball. Czy wpływ na taką decyzję miały wydarzenia z Berlinia? Nie wiadomo. Pewnym jest, że w latach 1935-1937 pięciokrotnie pokonywała Staszkę. Choć obie budziły kontrowersje, to ich rywalizacja napędzała stadionową koniunkturę. Ale Amerykanka trafiła na karty historii sportu z jeszcze jednego powodu – wygrała wszystkie sprinterskie wyścigi, w jakich startowała.

Sekret szybkości Stephens, jak sama stwierdziła, miał tkwić w zabawach z dzieciństwa, kiedy ganiała za królikami na farmie taty. W Fulton złapała sportowego bakcyla. Ale i przeżyła najgorsze dni w życiu – miała dziewięć lat, gdy zgwałcił ją szesnastoletni krewny. Trauma pozostała i prawdopodobnie dlatego Helen przez długi czas bardzo nie ufała mężczyznom. Na domiar złego rok po tym wydarzeniu Helen przebiła krtań, przez co do końca życia mówiła niskim, szorstkim głosem. Fakt ten również wykorzystywano na jej niekorzyść.

Helen i Stanisława. Dwie wielkie rywalki fot. domena publiczna

Od sportu ciężko było jej odejść. Od 1938 do 1952 r. była właścicielką półprofesjonalnej drużyny koszykówki. Potem, w czasie II wojny światowej, służyła w Korpusie Piechoty Morskiej, by po jej zakończeniu pracować w dziale badawczym US Air Navigation Service w Saint Louis. W latach 80. brała udział w kilku zawodach lekkoatletycznych osób starszych. Mając 68 lat na karku potrafiła przebiec 100 m w 16,4 s…

Zmarła 17 stycznia 1994 w Saint Louis, pozostając sportsmanką wyjątkową. Iluż kibiców zadawało sobie wtenczas pytanie, co by było, gdyby Helen nie zakończyła kariery tak szybko? A może właśnie zrobiła to w odpowiednim momencie?



Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Ciągle jeszcze młody, 33–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x