www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

Historie Lekkoatletyka

Glenn Cunningham, George Eyser i „Team Hoyt”, czyli nigdy się nie poddawaj!

Podziel się:

Glenn Cunningham, George Eyser i „Team Hoyt” przesunęli granicę niemożliwego. Pomimo cielesnych niedoskonałości potrafili wspiąć się na sportowy szczyt i inspirować otoczenie.


Glenn Cunningham – chłopiec, który miał nie zrobić kroku

Społeczność Elkhart – niewielkiego amerykańskiego miasteczka w stanie Kansas – od zawsze tworzyli ludzie nie bojący się pracy. Obowiązkowi, skrupulatni, żyjący z dnia na dzień. Od pensji do pensji. Rodzina Cunninghamów nie odbiegała od tego schematu. Głowa rodziny, Clint, był wiertaczem studni, przez co często podróżował. Jego żona zajmowała się dziećmi i w wolnych chwilach dorabiała dorywczo.

4 sierpnia 1909 roku na świecie pojawił się drugi syn państwa Cunninghamów – Glenn. Chłopak dorastał, dzieląc swój czas pomiędzy zabawę i pracę. Kiedy skończył sześć lat wraz ze starszym bratem Floydem pomagali w miejscowej szkole: palili w piecu i przygotowywali pomieszczenia klasowe przed przybyciem nauczycieli i uczniów. I tak dzień w dzień.

Monotonna codzienność braci skończyła się zimnym rankiem, w lutym 1916 roku. Chłopcy załadowali drewno na opał do dużego pieca z kotłem, wzięli puszkę nafty i dokładnie namoczyli kłody, tak jak robili to zawsze. Nafta przyspieszyła proces zapłonu, jednocześnie wsiąkając w kłody na tyle, aby płomienie zaczęły trawić drewno. Jednak tamtego dnia coś poszło nie tak.

Glenn Cunningham w 1933 roku/źródło: domena publiczna
Glenn Cunningham w 1933 roku/źródło: domena publiczna

Floyd przygotowywał kolejny kawałek drzewa. W pewnym momencie zapalona przez niego zapałka wylądowała w miejscu, gdzie wcześniej przypadkowo wylała się nafta. Wybuchł potężny pożar, a ogień odciął braciom możliwość ucieczki. Przeraźliwy krzyk i wołanie o pomoc usłyszała Letha, siostra chłopców, która również pracowała w szkole. Pobiegła do drzwi, otworzyła je, wyciągnęła rodzeństwo i czym prędzej pobiegła po pomoc. Niestety, kiedy wróciła na miejsce, dziewięcioletni Floyd wydawał ostatnie tchnienia, a młodszy Glenn był nieprzytomny. Ale żył, dlatego błyskawicznie przetransportowano go do szpitala.

Lekarze robili co mogli, by młodzieniec przeżył. Szczęśliwie, po kilku dniach odzyskał świadomość. To wtedy dowiedział się, że jego starszy brat zginął, a on sam ma tak poparzone nogi, że grozi mu amputacja. Sześcioletni chłopiec rozumiał sytuację. Był zdruzgotany. Cierpiał, ból przerywał mu sen, ale uparta mama nie chciała, by młodszy syn stracił nogi. Poprosiła lekarzy, by ci dali rodzinie czas. Zapierała się, że zrobią wszystko, aby Glenn mógł chodzić.

Kolejne miesiące znów wiązały się z ogromną pracą. Rodzice rozciągali i masowali kończyny syna. Kiedy brakowało im sił robił to on sam. Z czasem Cunninghamowie do zajęć dołożyli proste ćwiczenia fizyczne. Latem 1919 roku Glenn, łapiąc się płotu, stanął na nogi. Próbował zrobić krok, później dwa. Chociaż bolało jak cholera, to z czasem udało mu się pokonać kilkanaście metrów! Po kilku miesiącach, ku zdziwieniu lekarzy, młodzieniec chodził. Ale jeszcze większy szok medycy przeżyli, kiedy chłopak opowiedział im o swoim odkryciu:

– Chodzenie bolało jak grzmot. Ów ból mijał, kiedy biegłem. Tak więc przez kolejne pięć lub sześć lat prawie wszędzie biegałem.

Nie przypomina wam to filmowego Forresta Gumpa?

Glenn zaczął biegać na bieżni w Elkhart High School. Wśród rówieśników nie miał sobie równych. W swoim ostatnim szkolnym wyścigu ustanowił rekord kraju, przebiegając milę z czasem 4 minuty i 24,7 sekundy. Bieganiem zyskał sobie sympatię i szacunek. Lokalna społeczność podziwiała go. Zresztą, jego rodziców również. Rozpoczął profesjonalną karierę biegacza, a za jego przygotowania odpowiadał trener Brutus Hamilton – srebrny medalista olimpijski w dziesięcioboju z 1920 roku.

16 czerwca 1934 roku w Princeton Glenn ustanowił rekord świata w biegu na 1 milę na otwartym stadionie czasem 4:06,8. 23 lutego 1935 roku w Nowym Jorku poprawił swój halowy rekord świata w biegu na 1500 metrów osiągając czas 3:50,5. Największy sukces odniósł jednak w Berlinie, w 1936 roku, gdzie wywalczył srebrny medal olimpijski na dystansie 1500 metrów. Później uzyskał doktorat z wychowania fizycznego i otworzył ośrodek dla dzieci wywodzących się z upośledzonych rodzin. Zmarł w marcu 1988 roku.


George Eyser – gimnastyk z drewnianą nogą

Był piątek, 28 października 1904 roku, gdy w Saint Louis rozgrywano konkurencje gimnastyczne. Na zwycięzców czekały olimpijskie medale i wieczna chwała. Szczególną uwagę obserwujących przykuwał muskularny mężczyzna, który miał niewielkie problemy z chodzeniem. Nazywał się George Eyser i tamtego dnia zaszokował świat. Nie, nie tylko wynikami: gimnastyk zwyciężał, mimo że miał drewnianą nogę.

Eyser urodził się 31 sierpnia 1870 roku w Schwedeneck, niewielkiej miejscowości na północy Niemiec i był jedynym dzieckiem Augusty i Georga Esererów. Gdy miał 14 lat rodzice postanowili poszukać „lepszego życia” za Oceanem Atlantyckim. George zamieszkał w Denver. Kilka lat po otrzymaniu obywatelstwa amerykańskiego, przeniósł się do Saint Louis, gdzie rozpoczął pracę księgowego w firmie budowlanej.

 Nie wiadomo kiedy George Eyser stracił kończynę. Pewne jest tylko to, że został potrącony przez pociąg i lekarze, chcąc uratować mu życie dokonali amputacji
Nie wiadomo kiedy George Eyser stracił kończynę. Pewne jest tylko to, że został potrącony przez pociąg i lekarze, chcąc uratować mu życie dokonali amputacji/źródło: domena publiczna

George Eyser nie był zwykłym młodzieńcem. Od dziecka przejawiał spory talent sportowy. Nie powinien więc dziwić fakt, że gdy tylko rozpakował walizki, rozpoczął poszukiwania klubu, w którym mógłby poćwiczyć. Trafił do Concordii Turnverein Saint Louis. To tam rozpoczął przygotowania do igrzysk olimpijskich w 1904 roku. Bardzo trudne przygotowania. Na lewej nodze George nosił drewnianą protezę. Nie wiadomo kiedy stracił kończynę. Pewne jest tylko to, że został potrącony przez pociąg i lekarze, chcąc uratować mu życie dokonali amputacji. Dla uwielbiającego sport chłopaka był to cios, ale nie taki, po którym miałby się poddać.

Eyser dostosował treningi gimnastyczne do zaistniałej sytuacji i regularnie ćwiczył. Efekty były imponujące. W pamiętny, piątkowy dzień George Eyser zdobył sześć medali olimpijskich: trzy złote (w ćwiczeniach na poręczach, skoku przez konia wzdłuż i wspinaczce po linie), dwa srebrne (w czwórboju i skoku przez konia wszerz) oraz brązowy (w ćwiczeniach na drążku). W czasach, gdy jeszcze nikt nie myślał o organizacji igrzysk paraolimpijskich, a ludzie niepełnosprawni mieli praktycznie zerową możliwość startu w zawodach sportowych, on – ku zdumieniu wielu – walczył jak równy z równym z najlepszymi na świecie. Warto też podkreślić, że w przeciwieństwie do Oscara Pistoriusa, którego specjalnie skonstruowana proteza budziła kontrowersje, drewniana noga Georga bardziej mu przeszkadzała, niż pomagała.

Poolimpijskie losy Eysera owiane są tajemnicą. Niewiele o nim wiadomo. W 1908 roku miał wygrać międzynarodowe zawody w swojej rodzinnej ojczyźnie, we Frankfurcie. Uczestniczył też w mistrzostwach USA. Zmarł w marcu 1919 roku w Denver.


„Team Hoyt” – czyli jak przesunąć granicę niemożliwego

I ostatnia opowieść. Trochę “świeższa”. Gdyby ktoś usilnie przekonywał was, że nie dacie rady – opowiedzcie mu tę, sportową historię. Dick – rocznik 1940 – miał 22 lata, gdy na świat przyszedł jego syn. Nazwał go Rick. Od pierwszego dnia otoczył dziecko szczególnie pieczołowitą opieką. Wiadomo, każdy normalny rodzic tak właśnie postępuje. Ale Dick miał więcej obowiązków: u jego dziecka zdiagnozowano bowiem porażenie czterokończynowe, którego przyczyną było niedotlenienie mózgu w czasie porodu. Rick nie kontrolował swoich ruchów i wymagał stałej opieki. Miał ogromne problemy z komunikacją. Mimo to, rodzice wzorowo wypełniali swoje obowiązki.

Trudną, monotonną codzienność zmieniło pytanie, 15-letniego wówczas, Ricka.

– Tato, a pobiegniesz ze mną w zawodach?

Był rok 1977. Ponoć motywacją dla chłopca była… chęć pomocy sparaliżowanemu koledze, byłemu graczowi szkolnej drużyny lacrosse. Dick, emerytowany żołnierz, zgodził się. Sam nigdy nie traktował biegania poważnie, ale czego się nie robi dla dziecka? Panowie wzięli udział zawodach. Ojciec pchał wózek inwalidzki, na którym siedział szczęśliwy syn i wtedy coś w nim pękło. Zobaczył, że ta niepozorna rywalizacja sportowa jest dla Ricka spełnieniem marzeń. Niebem na ziemi. 37-letni mężczyzna i jego syn rozpoczęli treningi.

By startować w kolejnych zawodach wspólnie budowali lub udoskonalani kolejne wózki. Gdy chłopak był w szkole, ojciec kładł na wózek worek z cementem i z tym balastem biegał po okolicy. Tak bardzo poprawił swoją kondycję, że 5 kilometrową trasę potrafił przebiec w siedemnaście minut. Oczywiście cały czas pchając przed sobą swojego kompana z drużyny! Tak, z drużyny, bo Dick i Rick w każdych kolejnych zawodach startowali jako „Team Hoyt”.

"Team Hoyt" w 2012 roku/źródło: Ericshawwhite, CC BY-SA 3.0
“Team Hoyt” w 2012 roku/źródło: Ericshawwhite, CC BY-SA 3.0

Przez kolejne lata wzbudzali podziw i szacunek wśród biegaczy i kibiców. Ich nieustępliwość tak bardzo imponowała inżynierom z firm produkujących sprzęt, że ci postanowili zbudować wózek inwalidzki dla opiekunów osób niepełnosprawnych. Taki, dzięki któremu wspólne uprawianie sportu było prostsze. Ale wiecie, co jest najlepsze? „Team Hoyt” wystartowali w triathlonie ponad 250 razy! Kiedy Dick wskakiwał do wody, do jego barków, za pomocą specjalnych pasów, przypinano linę. Na jej drugim końcu znajdował się ponton. A w nim – tak, tak – Rick! Gdy jechali na rowerze, wykorzystywali specjalną przyczepkę mocowaną za tylnym kołem.

Ojciec i syn ukończyli 72 maratony, 255 wyścigów triatlonowych, z czego sześć na dystansie Ironmana. Do tego dochodzą, liczone w setkach, biegi na krótszych dystansach. Swoją inspirującą karierę zakończyli 21 kwietnia 2014 roku w czasie Maratonu Bostońskiego. “Team Hoyt” doczekali się nawet pomnika. W pełni zasłużenie!


Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Ciągle jeszcze młody, 32–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
()
x