www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

Walka stulecia: Tom Sayers - John Carmel Heenan
Historie Jak to się zaczęło Sporty walki

Pierwsza w historii “walka stulecia”?

„Walka stulecia” – ileż to bokserskich pojedynków określano tym mianem. Czy zastanawiałeś się gdzie i kiedy takowa odbył się po raz pierwszy w historii? Nie? Śpieszę z odpowiedzią: w Farnborouhg, 17 kwietnia 1860 roku. Zakończyła się potężną awanturą, chyba nawet większą, niż niektóre współczesne.


 

Walka stulecia: Tom Sayers – John Camel Heenan

Tom Sayers był Brytyjczykiem. Ważył niewiele ponad 66 kilogramów, co nie przeszkadzało mu bić mężczyzn dużo większych od siebie. Był zwinny, wytrzymały i potrafił unikać ciosów. Uchodził za najlepszego boksera w kraju. W kwietniu 1860 roku miał udowodnić, że jest też najlepszy na świecie. Do Wielkiej Brytanii przybył bowiem John Camel Heenan, Amerykanin irlandzkiego pochodzenia, jeden z przedstawicieli „nowej fali”.

Tom Sayers, mistrz Anglii 1857-1860. źródło: wikipedia.org
Tom Sayers, mistrz Anglii 1857-1860. źródło: wikipedia.org

John był dużo większy, ważył ponad 88 kilogramów. Dysponował przeogromną siłą, a jego lewy prosty siał spustoszenie. Pierwsza w historii „walka stulecia” zapowiadała się więc niezwykle emocjonująco. Nie dziwi zatem, że niemal każdy kibic chciał ją zobaczyć.


 

Gazety, zakazy, policja

Wiadomo, że podróż na drugą stronę Atlantyku była dla przeciętnego Amerykanina niemal niemożliwa. Jej koszty znacznie przekraczały domowe budżety. Fakt ten wykorzystali właściciele gazet, którzy wysłali do Farnborough swoich ludzi. Ci relacjonowali wszystko, co działo się przed, w trakcie i po walce. A było o czym pisać!

Brytyjska policja zakazała walki. Oficjalnie. Nieoficjalnie i tak wszyscy wiedzieli, gdzie się odbędzie. Chętni na jej obejrzenie wsiadali do pociągów i okazywali konduktorom bilet z napisem „donikąd”. Ot, taki znak rozpoznawczy. Trochę gorzej służby mundurowe podeszły do bokserów. Pewnie ktoś inteligentny wpadł na pomysł, że skoro nie zatrzyma tłumu kibiców podążających na walkę, to może warto spróbować złapać bohaterów wydarzenia. Przecież jeśli oni się nie pojawią, to na pewno pojedynek się nie odbędzie. Sayers i Heenan okazali się być sprytniejsi niż przypuszczano.

Amerykanin trenował w ukryciu, w szopie. Strzegł go buldog. Nie wiadomo w jaki sposób dotarł na miejsce walki. Z całą pewnością działał w pełnej konspiracji. Brytyjczyk przybył ukryty w pojeździe do przewozu bydła. Udało się, a na obu panów czekał rozentuzjazmowany tłum. Rozpoczęła się wojna. Bez rękawic. Wygrać miał ten, kto pierwszy zostanie znokautowany.

John Camel Heenan. źródło: wikipedia.org

 

Sayers musiał skracać dystans, miał przecież mniejszy zasięg, ale Heenanowi wcale to nie przeszkadzało – wielokrotnie przechodził do defensywy i szukał okazji do kontrataków, albo jednego, silnego ciosu. Panowie tłukli się 37 rund, po których wyglądali jakby czołowo zderzyli się z ciężarówką.

Właśnie w 37 starciu doszło do skandalu. John Heanan złapał przeciwnika za szyję i dusząc go przycisnął do lin. Publiczność nie mogła pozwolić na takie traktowanie swojego idola. Na ring wpadli kibice. Widząc to, sędzia zakończył pojedynek i odszedł. Ale widzowie, to właśnie w tej walce, chcieli wyłonić mistrza świata. Odpuścili więc i zrobili miejsce bokserom.

Zarządzono pięć dodatkowych rund. Co prawda policja dotarła na miejsce, ale zanim przedarła się przez tłum, pięściarze zdążyli je przeboksować. Znów były to starcia szalone. John Heenan wpadł w furię, mimo opuchniętych oczu bił nie tylko Sayersa, ale i niektórych jego kompanów. Tłum znów się wzburzył, znów ruszył na w stronę Amerykanina. Być może uratował go sędzia, który wrócił i ogłosił remis. Tym werdyktem na chwilę powstrzymał kibiców i dał Johnowi szansę na ucieczkę.

Amerykanin miał ponoć uciekać bez przerwy, aż do najbliższej stacji kolejowej. Zdał sobie sprawę, że rozwścieczeni jego postawą, brytyjscy kibice gotowi są go zabić.

Tak zakończyła się pierwsza „walka stulecia”. Do dziś zarówno Brytyjczycy, jak i Amerykanie przypisują sobie tytuł „pierwszego mistrza świata”. Ale kto nim faktycznie został? Tak naprawdę do końca nie wiadomo.


 

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Ciągle jeszcze młody, 32–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
1
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
()
x