www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

Dyscypliny Legendy Piłka nożna

George Best: Piąty Beatles z własnym lotniskiem

Znalazłem Ci geniusza

Jesień 1961. Robert Bishop, jak co dzień przechadza się ulicami Belfastu. Wśród setek młodych chłopców kopiących futbolówkę szczególną uwagę zwraca na wątłego, filigranowego małolata, który prócz kruczoczarnych włosów i zadziorności wyróżnia się niepospolitą techniką. Skaut Manchesteru United – bo w tej profesji działał Bishop – zauroczony umiejętnościami chłopca wysłał telegram do samego Matta Busby’ego, trenera MU. Jego treść stała się proroctwem:

„I found you a genius” (Znalazłem Ci geniusza)

George Best, bo tak nazywał się ów młodzieniec, urodził się w Belfaście 22 maja 1946 roku. Był synem Dicka i Anne. Kochający rodzice nie zdawali sobie sprawy z ogromu talentu syna. Wysłali więc chucherkowatego Georga do szkoły, gdzie dominującym sportem było rugby. Nie trudno się domyślić jakie były losy młodego Besta.

Młody, niewinny i utalentowany George Best.
Młody, niewinny i utalentowany George Best.

Widząc słabość i „rugbystyczną nieporadność” swojej pociechy, rodzice pozwolili mu trenować w lokalnym klubie piłkarskim, w zachodniej części Belfastu. Tam właśnie spotkał go Bishop, tam też postanowił, że przedstawi George’a „Czerwonym Diabłom”.


Kariera nie tylko piłkarska

Historia Besta w Manchesterze rozpoczęła się tak samo ekscentrycznie, jak ekscentryczna była jego dalsza piłkarska kariera. 15–letni wówczas Irlandczyk, osamotniony w angielskiej aglomeracji postanowił uciec do rodzinnego domu niecałą dobę po przybyciu do Manchesteru! Ależ wielkie było zdziwienie Busby’ego. Wielki talent tak po prostu zwiał mu sprzed oczu. Menadżer rozpoczął ciężką misję sprowadzenia chłopca do klubu. Udało się, ale był to początek gierek na linii Best-Busby, gierek, w których to ten pierwszy rozdawał karty.

Dwa lata po tym wydarzeniu George zadebiutował w pierwszej drużynie Manchesteru United, w meczu z West Bromwich Albion. Mimo młodego wieku (w dniu debiutu miał 17 lat) chłopak z Belfastu grał bez jakichkolwiek kompleksów. Grał w niespotykany dotąd sposób. Czarował techniką, dryblingiem, zagrywał niekonwencjonalnie, często zaprzeczając wszelkim prawom fizyki. Do tego był niezwykle pewny siebie i bezczelny: ośmieszał i drwił z rywali. Weźmy na przykład mecz o Puchar Anglii z Northampton. Osamotniony George nie dość, że trafił do bramki sześciokrotnie, to przy jednym z trafień postanowił ot tak minąć z piłką ośmiu przeciwników. Sztuka ta oczywiście się udała.

 

Chłopak z Belfastu wraz z kolegami udowodnił też światu, że Manchester United podniósł się po katastrofie lotniczej z Monachium. 10 lat po tym wydarzeniu, w 1968 roku, Best strzelił bramkę, która przez wielu uznawana jest za jedną z najważniejszych w historii United. W finale Klubowego Pucharu Europy po 90 minutach meczu z portugalską Benficą na tablicach widniał wynik 1:1. Dogrywka, która miała przesądzić o tryumfie jednej ze stron stała się popisem Besta. Najpierw wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, a następnie walnie przyczynił się do jego podwyższenia. 4:1 i puchar pojechał do Manchesteru. Żeby tego nie było mało George zgarnął również indywidualne nagrody, chociażby tę od „France Football” dla najlepszego piłkarza 1968 roku. To był szczyt kariery „piątego Beatlesa” (pseudonim nadały mu wyspiarskie media ze względu na charakterystyczną fryzurę, będącej symbolem muzyków z The Beatles).

Popularność, pieniądze i luksus zawładnęły umysłem Georga. Coraz częściej zamiast skupiać się na grze w piłkę zawodnik zaglądał do kieliszka. I to właśnie jego problemy alkoholowe doprowadziły do spadku formy sportowej. Best może i dalej czarował techniką, dryblował, ale jego nagłe absencje i nieprzewidywalne zachowanie doprowadziły do rozstania z Manchesterem. Włodarze angielskiego potentata stracili cierpliwość i rozwiązali umowę z niewątpliwą gwiazdą. Po głośnym rozstaniu George wracał jeszcze do piłki. Były to jednak powroty próżne. Do 1984 roku „piąty Beatles” zwiedził kilka klubów, w których (oprócz gotówki) nie zdobył nic.

 

Wino, kobiety i śpiew. Futbol zszedł na drugi plan.
Wino, kobiety i śpiew. Futbol zszedł na drugi plan.

Fenomen Besta

„George Best is the best!” – tak mówił o sobie samym. To bezczelne i egoistyczne stwierdzenie było jego najlepszą charakterystyką. Arogancją mógł obdzielić ¾ Londynu. Kpił, poniżał i bluzgał nie tylko w umiłowanych sobie angielskich pubach, ale również na boisku. A inni go bronili. Przychodził podpity na mecze, a inni chcieli stawiać mu monumenty tylko dlatego, że „na kacu” grał jeszcze lepiej. Otaczał się haremem kobiet, które za noc z nim były gotowe oddać wszystko. Robił wiele złego, a każdy mu wybaczał. Jak to możliwe? Przez grę właśnie. Piłką zdobywał serca wszystkich. Publika kochała patrzeć jak się nią bawi. Poza tym świat nie widział wcześniej kogoś podobnego. Dzisiaj mamy swoich piłkarskich wirtuozów, którzy wzbudzają zainteresowanie poza boiskiem, ale wtedy – na przełomie lat 60-tych i 70-tych – takie zjawisko było swego rodzaju novum.

Pierwszy piłkarz-celebryta, nieustannie pijący i romansujący unicestwił się sam. Właśnie tak ochoczo spożywany przez niego alkohol stał się jego pogromcą (zarówno w życiu, jak i w futbolu). Spotkanie z kieliszkiem, to jeden z niewielu „meczy” jakie George przegrał. W 2005 roku zmarł, borykając się wcześniej z problemami zdrowotnymi.
Mimo takiego trybu życia doczekał się wyróżnień po śmierci. W Irlandii Północnej stał się wręcz bohaterem narodowym. Władze tego kraju nazwały lotnisko w Belfaście jego imieniem. W obieg został również wypuszczony banknot z jego podobizną. Był fenomenem – choć nie zawsze w czystej postaci.

"Nie umierajcie tak jak ja" - te słowa miał wypowiedzieć George Best w ostatnich dniach życia.
„Nie umierajcie tak jak ja” – te słowa miał wypowiedzieć George Best w ostatnich dniach życia.

Podziel się:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Ciągle jeszcze młody, 30–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.