Polacy zaskoczyli świat. Brąz mistrzostw świata w Londynie 1935

Rok 1935. Reprezentacja Polski „po cichu” wspina się na szczyt tabeli mistrzostw świata. W decydującym meczu z Anglią bohaterem zostaje Alojzy Ehrlich, który wygrywa wszystkie swoje pojedynki i prowadzi biało-czerwonych do historycznego brązu. To jeden z pierwszych wielkich sukcesów w historii polskiego tenisa stołowego.

Luty 1935 roku. Londyn. Polscy tenisiści stołowi grają na mistrzostwach świata. Najjaśniejszą postacią kadry jest Alojzy Ehrlich, który indywidualnie sięga po brąz. Ale koledzy z reprezentacji również prezentują wysoki poziom. Dzięki temu biało-czerwoni zostają trzecią siłą globu. To pierwszy wielki sukces Polaków w, rozgrywanym od 1926 roku, światowym czempionacie.

Czytaj też: Alojzy Ehrlich. Przedwojenny król celuloidowej piłeczki

Polacy wśród światowych potęg

Turniej drużynowy mistrzostw świata relacjonuje ówczesna prasa. W kolejnych relacjach da się wyczuć emocje i napięcie towarzyszące meczom. Bo reprezentacja Polski przez cały czas utrzymuje się w czołówce. Daje tym nadzieję. Polacy grają bardzo, bardzo równo i dzięki kilku zwycięstwom przez cały czas liczą się w walce o miejsce na podium. 13 lutego jest już wiadomo, że o tytuł zagrają Węgry i Czechosłowacja, wówczas absolutni hegemoni dyscypliny.

Ale nasi „nie złożyli broni”…

Polski tenis stołowy, historia: Alojzy Ehrlich fot. domena publiczna
Polski tenis stołowy, historia: Alojzy Ehrlich fot. domena publiczna

Decydujący okazuje się ostatni mecz z Anglią. Ma ogromne znaczenie, ponieważ jego wygrany zajmie trzecie miejsce w klasyfikacji całego turnieju. Na sali panuje duże napięcie. Gospodarze wspierają swoich chłopców z całych sił. Każda partia jest bardzo zacięta.

Przy odbijaniu piłeczki obie drużyny pracują ciężko. Nie jest to może gra wyczerpująca fizycznie, ale na pewno mocno szarga nerwy. Potrzeba chłodnej głowy, bo starcie przy stole jest niezwykle wyrównane. O wyniku decydują pojedyncze piłki i… odporność psychiczna. Bohaterem jest rzeczony Ehrlich, który wygrywa wszystkie trzy pojedynki. Władysław Löwenherz również dokłada swoją cegiełkę, zwyciężając w dwóch meczach.

Czytaj też: Czytelnia VIP. Niezniszczalny fenomen. Andrzej Grubba, nie tylko król rakietki…

Decydujący mecz z Anglią

W pierwszym pojedynku Ehrlich pokonuje Jonesa (21:12, 15:21, 21:13). Następnie Löwenherz wygrywa z Millarem (21:17, 21:14). Alojzy odnosi kolejne zwycięstwo, tym razem nad Millarem (21:18, 23:21) i dokłada wygraną z Haydonem (22:20, 21:15). Anglicy nie załamują się. Dwa triumfy nad naszym Pohorylesem pozwalają im utrzymać kontakt z Polakami.

Ale to nasi w decydujących momentach wykazują kunszt.

Ostatecznie zwyciężają. Minimalnie, bo 5:4. Trzecie miejsce drużynowe na świecie, to bardzo duży sukces zespołu, który w całym turnieju odnosi aż sześć zwycięstw i przegrywa tylko raz, z późniejszym wicemistrzem, Czechosłowacją (4:5). I dowód, że ówczesny tenis stołowy nie opiera się tylko na jednym zawodniku.

Po londyńskiej eskapadzie Alojzy Ehrlich tak napisze w „Przeglądzie Sportowym” o decydującym meczu (pisownia oryginalna):

„Było to, obok finału Węgry-Czechosłowacja, najciekawsze spotkanie turnieju mistrzowskiego i przyniosło, sądząc z dzisiejszej prasy i zgodnej opinii sportowej, dużo i dobrego rozgłosu polskiemu sportowi w ogóle, a ping-pongowi w szczególe. Trzecie miejsce klasyfikowane w świecie, jedyna nie hańbiąca porażka z Czechosłowacją przy sześciu drużynowych zwycięstwach, to bilans chyba piękny”.

Rok później nasi obronią brąz. Na kolejne drużynowe podium kibice nad Wisłą, poczekają pół wieku. Dopiero w Göteborgu w 1985 biało-czerwoni znów staną na najniższym stopniu podium.

0 0 Głosy
Ocena artykułu

Zobacz podobne:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze