Ross Rebagliati i afera z marihuaną w tle

Ross Rebagliati w Nagano wygrał olimpijskie zawody w snowboardowym slalomie gigancie fot. Olympic Canada

Przyznał, że palił trawkę, ale dawno temu. Ross Rebagliati w Nagano wygrał olimpijskie zawody w snowboardowym slalomie gigancie. A po finiszu się zaczęło…

Poniedziałek, 8 lutego 1998 roku.

Mgła na stoku rozmywała bramki. Zawodnicy balansowali między sportową rywalizacją a loterią. Do tego chwilami sypał gęsty śnieg. W takich okolicznościach snowboard debiutował na igrzyskach olimpijskich. Dyscyplina miała być powiewem świeżości. Głosem młodego pokolenia z całym jego jestestwem.

W tych warunkach Kanadyjczyk Ross Rebagliati nie był wielkim faworytem. Ot, jeden z wielu, którzy mogli, lecz nie musieli stanąć na którymś stopniu podium. Po pierwszym przejeździe nawet nie prowadził. Liderem był jego rodak, Jasey-Jay Anderson. Za nim czaił się Amerykanin Christopher Klug i Włoch Thomas Prugger, wymieniany wśród faworytów. Rebagliati? Dopiero ósmy. Musiał atakować w drugim podejściu.

Natura nie odpuszczała. Zawody przerwano na kilka minut. Przerwę trzeba było więc mądrze wykorzystać. Nie pozwolić mięśniom na spadek temperatury. Był to też czas na analizę i ewentualne obranie nowej taktyki.

Kiedy wznowiono jazdę, Rebagliati nie pojechał zachowawczo. Zaryzykował. Pisano, że jechał brawurowo. Wykręcił drugi czas przejazdu, a pierwszy w sumie.

I czekał…

|Czytaj też: Samotność na stoku. Julie Parisien

Brawura popłaca!

W połowie stoku lider po pierwszym przejeździe, Anderson, popełnił błąd, który zepchnął go aż na 16. miejsce. Klug, wicelider, również nie wytrzymał: spadł w klasyfikacji na szóstą pozycję. Najbardziej dramatyczny epizod dotyczył Francuza Nicolasa Conte – jednego z głównych faworytów. W połowie trasy drugiego przejazdu miał najlepszy międzyczas. Tyle że nie wytrzymał on nerwowo. Popełnił prosty błąd techniczny i nie ukończył konkurencji.

Ross Rebagliati wygrał w czasie 2:03,96 (59,87 + 1:04,09). Drugi był Prugger z różnicą… dwóch setnych sekundy. Trzeci Szwajcar Ueli Kestenholz (2:04,08). Zawody ukończyło 21 uczestników. Był wśród nich Polak, Łukasz Starowicz. Ostatecznie zajął 19. miejsce. Trzynastu śmiałków nie dojechało do mety.

I kiedy wydawało się, że historia jest domknięta i pierwsze olimpijskie złoto w snowboardzie pojedzie do Kanady, wybuchł skandal.

|Czytaj też: Ingemar Stenmark — małomówny król nart

Afera i oświadczenia

Po zawodach Ross został przyłapany na dopingu. Test antydopingowy – zarówno próbka A, jak i B – wykazał w jego organizmie marihuanę. Pisano o dyskwalifikacji. W jego moczu wykryto 17,8 ng/ml metabolitów THC, co jest wartością nieznacznie wyższą od progu 15 ng/ml stosowanej przez Międzynarodową Federację Narciarską. Kanadyjczyk został pozbawiony tytułu mistrza olimpijskiego.

W kolejce po medal stali już następni. Jeśli decyzja by się utrzymała, mistrzem olimpijskim miał zostać Thomas Prugger z Włoch, srebro przypadłoby Szwajcarowi Kestenholzowi, a brąz Austriakowi Dieterowi Krassnigowi. Kanadyjski Komitet Olimpijski złożył prędkie odwołanie. Trybunał Arbitrażowy MKOl miał rozpatrzyć sprawę w ciągu doby.

W tle była Japonia i jej prawo. Kraj, który z używkami obchodzi się twardo i bez taryfy ulgowej. W mediach przypominano, że japońskie prawo jest bardzo restrykcyjne wobec posiadania i zażywania, a jego surowości doświadczały nawet sławne postaci. Przywoływano głośne przypadki zatrzymań i odmów wjazdu, choćby Paula McCartney’a, którego aresztowano na lotnisku w Tokio osiemnaście lat wcześniej. Kłopoty w tej materii miał też Diego Maradona.

Ross wydał oświadczenie. Pisał:

„W 1987 roku zamieniłem narty na snowboard i nigdy tego nie żałowałem. Mój cel był jasny: zostać najlepszym snowboardzistą na świecie. Trenowałem jedenaście lat i cel ten zrealizowałem w Shiga Kogen. Pracowałem zbyt ciężko, by ten medal mi się wymknął”.

Kanadyjczyk przyznał, że palił, ale ostatni raz w kwietniu 1997 roku. Twierdził, że podwyższone normy są wynikiem palenia biernego.

Ross Rebagliati – dalsze losy

13 lutego 1998 Trybunał Arbitrażowy cofnął dyskwalifikację i Ross Rebagliati przeszedł do historii jako pierwszy triumfator olimpijskiego slalomu giganta. MKOl orzekł, że marihuana nie została oficjalnie zakazana, dlatego nie można snowboardziście odebrać, mimo restrykcyjnego prawa gospodarzy.

Dwa miesiące później, w kwietniu 1998, na liście już się znalazła. I było to pokłosie afery z Nagano.

A co stało się z Rossem?

Pojawiły się informacje o jego wielogodzinnym przesłuchaniu przez japońską policję. Funkcjonariusze próbowali uzyskać wiedzę, czy nie używał on marihuany w trakcie pobytu Japonii. Z zeznań wychodziło, że nie. Potem zakazano mu wjazdu do Stanów Zjednoczonych i umieszczono go na liście osób objętych zakazem lotów, utworzonej po atakach z 11 września. Twierdził, że kara ta wyhamowała jego karierę.

Ross Rebagliati fot. Paddysmyth/CC BY-SA 4.0
Ross Rebagliati fot. Paddysmyth/CC BY-SA 4.0

Później został wielkim orędownikiem działającym na rzecz legalizacji marihuany. Poszedł też w politykę, a w 2013 założył firmę Ross’ Gold, zajmującą się marihuaną medyczną. Jakby na to nie spojrzeć, przekuł aferę w osobisty sukces, bo całkiem nieźle prosperuje.

Szkoda tylko, że historia ta nieco zaburza faktyczne okoliczności zdobycia złota. Te sportowe. Mało kto pamięta, jak Ross zaryzykował w drugim przejeździe i zaatakował złoto z dalszego miejsca…

Zdjęcie główne: Olympic Canada

0 0 Głosy
Ocena artykułu

Zobacz podobne:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze