historiasportu.info

„Wiecznie drugi” Henry Eriksson?

Henry Eriksson w czasie igrzysk olimpijskich Londynie fot. domena publiczna
Podziel się:

W ważnych biegach Henry Eriksson najczęściej stawał na drugim stopniu podium. Pierwszy zazwyczaj bywał Lennart Strand, kolega z reprezentacji Szwecji. Nie przypadkowo jednak mówi się, że „cierpliwość jest cnotą”…

Afera i zmiana warty

Szwedzcy średniodystansowcy Gunder Hägg, Arne Andersson czy Henry Jonsson w latach 40. trenowali, startowali i bili rekordy świata. Umożliwiała im to neutralność, którą w czasie II wojny światowej oficjalnie ogłosił rząd ich państwa. Hägg i Andersson na przemian odbierali sobie wówczas rekord świata w biegu na jedną milę. Rywalizacja tak mocno ich napędzała, że już w 1945 roku pierwszy z nich był nawet bliski złamania magicznej bariery czterech minut. W Malmö zegar wskazał 4:01,4… Przez kolejne dziewięć lat nikt nie pobił tego wyniku, a udało się dopiero Rogerowi Bannisterowi.

Tyle że rok po zakończeniu działań wojennych w szwedzkiej federacji podniosła się nie lada afera. Okazało się, że czołowi lekkoatleci za swoje występy pobierali wysokie ryczałty. Wszystkich uznano za profesjonalistów i dożywotnio zdyskwalifikowano. Wskutek tego ważność straciły też dwadzieścia dwa światowe rekordy.

Czym kierowali się wówczas działacze? Zasadą amatorstwa, której hołubili jeszcze przez kolejnych kilka lat. Można by pomyśleć, że rewolucja kadrowa spowodowała ogromne osłabienie kadry „Trzech Koron”. I to na chwilę przed igrzyskami olimpijskimi w 1948 roku. Nic bardziej mylnego!

Henry Eriksson i Lennart Strand – rywale i hierarchia

Lennart Strand miał 25 lat, gdy w 1946 zostawał mistrzem Europy na dystansie 1500 metrów. Smukły, wysoki i dobrze wyszkolony zapowiadał się na kolejnego wielkiego mistrza. Znał rywalizację na najwyższym poziomie, bo trenował i startował z mocnymi poprzednikami, często będąc „zającem” – biegaczem nadającym tempo tym, którzy atakowali rekordy. I po dyskwalifikacji dawnych kolegów, już w Londynie, to on miał przejąć palmę pierwszeństwa.

Do Wielkiej Brytanii w 1948 Szwedzi wysłali niezwykle mocną kadrę średniodystansowców. Prócz Stranda był w niej Gösta Bergkvist, dwukrotny mistrz kraju w biegach przełajowych. Był też Henry Eriksson, który rywalizował ze Strandem, ale rzadko kiedy potrafił go pokonać. Kiedy w ważnych momentach obaj stawali na tej samej bieżni, to Henry zazwyczaj był drugi…

Henry Eriksson debiutował na arenie międzynarodowej na Mistrzostwach Europy w lekkoatletyce w 1946 roku w Oslo. Zdobył srebro. Wygrał… Lennart. Rok później, 15 lipca 1947, ci wielcy rywale stanęli na starcie mistrzostw Szwecji w Malmö. Zacięty to był pojedynek. Zacięty i bardzo szybki, bo pokonanie 1500 metrów zajęło Erikssonowi 3:44,7. Ale i tym razem Strand był szybszy. O 1,7 sekundy, czym wyrównał rekord świata.

Henry Eriksson (z lewej) i Lennart Strand w trakcie mistrzostw Szwecji w 1947 fot. domena publiczna
Henry Eriksson (z lewej) i Lennart Strand w trakcie mistrzostw Szwecji w 1947 fot. domena publiczna

W trakcie igrzysk olimpijskich w 1948 roku Henry Ericsson nie był więc typowany na zwycięzcę. Nawet we własnym szwedzkim zespole jego notowania stały niżej, niż kolegów z kadry. Ogólne wyniki i doświadczenie były za Strandem – o ile dopiszą mu nerwy. Po cichu liczono też na wspomnianego Berqvista, najmłodszego z trójki Szwedów, który w roku olimpijskim zdążył już pokonać faworyta. Szanse na podium miał też Francuz Marcel Hansenne, który w brytyjskiej stolicy zdążył już odebrać brązowy medal po wyścigu na 800 metrów. I w piątek, 6 sierpnia 1948, w finale 1500 metrów, to on „wystrzelił” jako pierwszy.

Czytaj też: Niezwykły bieg w Berlinie

„Wiecznie drugi” mistrz

Po starcie Francuz od razu wyszedł na czoło, rwał gwałtownie do przodu, nadawał tempo. Na pierwszych 150 metrach znalazł się za nim Berqvist, ale tylko na moment, bo lider, gdy tylko poczuł niebezpieczeństwo, przyśpieszył jeszcze bardziej. Gnał w iście szaleńczym, ale i rwącym rytmie. Laik mógłby pomyśleć, że zdoła utrzymać przewagę do końca. Ale starzy szwedzcy rutyniarze wiedzieli, co jest grane. Pozwolili się Marcelowi wyszaleć. Sami trzymali się w środku stawki, biegnąc równo i patrząc, jak Hansenne powoli słabnie.

Na trzecim kółku Lennart Strand przeszedł długim krokiem obok Francuza. Wysunął się na prowadzenie. Chwilę później Eriksson wyszedł na drugą pozycję. Potem biegli razem. Wszystko szło zgodnie z planem i założeniami znawców tematu. Szwedzi oddalili się od rywali.

Sto metrów przed linią mety, nagle, ten „wiecznie drugi” Henry Eriksson, zebrał siły i odszedł od Stranda. Wydawał się być świeższy. Ba, Willem Slijkhuis z Holandii też zaatakował szwedzkiego faworyta. I to ten atak, a nie pogoń za złotem, Lennart miał w głowie do samego końca. Skutecznie się bronił, bo zdobył srebro.

Mistrzem olimpijskim został biegacz, który zawsze był w cieniu. Bieg życia, w strugach deszczu i ciężkich warunkach na stadionie, Henry Eriksson rozegrał perfekcyjnie. Okazał się mocniejszy, niż sądziło wielu. A po igrzyskach zakończył sportową karierę i został strażakiem. Zmarł w 8 stycznia 2000 roku w Gävle. Lenart Strand pracował jako dziennikarz sportowy. Odszedł cztery lata później.

Z finałowym biegiem na 1500 metrów na londyńskim Wembley wiąże się jeszcze jedna „ciekawostka”. Na ostatnich przedwojennych igrzyskach olimpijskich w Berlinie (1936), zwycięzca – Jack Lovelock z Nowej Zelandii – uzyskał lepszy czas niż Eriksson. Pobiegł w 3:47,8. Szwed był o dwie sekundy wolniejszy. Wiadomo, można szukać usprawiedliwienia w śliskiej od wody bieżni czy warunkach atmosferycznych. Ale dwanaście lat to w sporcie spory okres. Średnie dystanse mogły się rozwinąć. Ale wojna zabrała zdrową, międzynarodową rywalizację na wysokim poziomie. Walczący tylko i wyłącznie ze sobą Szwedzi kiedyś musieli się zatrzymać.

Gdy świat już nadrobił zaległości, to w 1952 wygrywał Josy Barthel, biegający dla Luksemburga. W 1956 złoto trafiło do Irlandczyka, Rona Delany’ego. W Helsinkach w olimpijskim finale biegło dwóch Szwedów – Olle Åberg był siódmy, a Ingvar Ericsson ósmy. W Melbourne przedstawiciela „Trzech Koron” już zabrakło…

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

Andrés Escobar

Andrés Escobar. Przeklęty samobój

Podziel się:

Był jednym z najzdolniejszych obrońców kolumbijskiego futbolu. Tej generacji, która uchodziła za najlepszą w dziejach. Jego życie i kariera, naznaczone były zarówno niezwykłymi osiągnięciami, jak i tragedią, którą ciężko zrozumieć nawet dziś.

Podziel się:
Czytaj więcej
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top