historiasportu.info

Grecki mur. Piłkarskie mistrzostwa Europy 2004

Euro 2004
Podziel się:

Mistrzostwa Europy w 2004 roku zorganizowała Portugalia. Gospodarze zagrali w finale. Nadzieje kibiców były wielkie, bo przeciwnikiem była Grecja, zespół, który był rewelacją turnieju.

Już 12 października 1999 roku znany był gospodarz turnieju. Po raz pierwszy finały zorganizowane zostały w Portugalii. Leżący na Półwyspie Iberyjskim kraj „wyprzedził” w tym wyścigu Hiszpanię i kandydaturę austriacko-węgierską. Na turniej, oprócz gospodarzy, kwalifikowało się 15 najlepszych federacji wyłonionych w eliminacjach.

„W Europie nie ma już słabych drużyn”

Mistrzostwa Europy tak naprawdę rozpoczęły się dwa lata wcześniej. Najpierw eliminacyjne sito wyłonić miało tych, którzy stworzyli tamto widowisko. 25 stycznia 2002 roku w Santa Maria da Feira 50 drużyn podzielono na 10 grup. Zwycięzca grupy bezpośrednio otrzymywał promocję na portugalski turniej, natomiast na zespoły z drugich miejsc czekały jeszcze barażowe dwumecze.

W grupie 1. Francuzi zwyciężyli wszystkie 8 spotkań z reprezentacjami: Słowenii, Izraela, Cypru i Malty zdobywając 29 bramek, a tracąc raptem dwie. Na drugiej lokacie – z 14 punktami – znaleźli się Słoweńcy. Warto wspomnieć, iż Izrael w związku z Intifadą Al-Aksa i konfliktem z Palestyną musiał rozegrać swoje domowe mecze w Palermo i Antalyi.

Grupa 2. była zdecydowanie bardziej wyrównana, a walka o awans i baraże trwała w zasadzie do samego końca. Po pierwszej kolejce prowadzili Rumuni, przed Danią i Norwegią. Niespodziewanie, 12 września 2002 roku w Bukareszcie, Norwegia okazała się lepsza od gospodarzy. Ekipa z kraju Draculi nie potrafiła pokonać obu skandynawskich ekip, które też traciły punkty. 10 września 2003 na Parken w Kopenhadze Duńczycy przegrywali z Rumunią 1:2, jednak w doliczonym czasie gry po zamieszaniu w polu karnym do siatki trafił Martin Laursen. Zapewnił w ten sposób bezpośredni awans Danii na EURO. W ostatniej kolejce Norwegia skromnie pokonała Luksemburg (1:0, gol Tore André Flo). Mimo identycznej liczby punktów, bilans meczów bezpośrednich sprawił, że to właśnie Norwegia trafiła do baraży.

Grupa 3. to popis Czechów, którzy tylko raz stracili punkty, remisując z Holandią. Oranje zajęli drugą lokatę, a na pozostałych lokatach znalazły się kadry z Austrii, Mołdawii i Białorusi.

Grupa 4. z punktu widzenia Polaka to grupa marzeń. Szwecja być może faktycznie była poza polskim zasięgiem, natomiast Węgry, Łotwa i San Marino jak najbardziej przystępne. Pierwszy mecz 7 września 2002 w San Marino był jednak biciem głową w mur. Ekipa pod wodzą Zbigniewa Bońka przez 75 minut nie potrafiła pokonać Gasperoni’ego. Ostatecznie zwyciężyliśmy 2:0, dzięki trafieniom Pawła Kaczorowskiego i Mariusza Kukiełki. To, co wydarzyło się pięć dni później przeszło jednak do historii jako prawdopodobnie najgorszy mecz w „erze przedmołdawiańskiej”. Na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie Łotwa pokonała Polaków 1:0 za sprawą kapitalnego trafienia Jurisa Laizānsa.

Roteiro - oficjalna piłka mistrzostw Europy w 2004 roku fot. Liondartois/CC BY-SA 4.0
Roteiro – oficjalna piłka mistrzostw Europy w 2004 roku fot. Liondartois/CC BY-SA 4.0

Wówczas nikt nie przewidywał jeszcze sensacji, jaką sprawią czerwono-biało-czerwoni. Ci sami Łotysze, nieco ponad dwa miesiące później, męczyli się z San Marino, wygrywając dzięki samobójczemu trafieniu Carlo Valentini’ego w 89. minucie spotkania. Punkty to jednak punkty. Łotysze zebrali ich 16, co sprawiło, że znaleźli się na drugiej lokacie. W grupie zwyciężyli Szwedzi, natomiast Polska, Węgry i San Marino odpadły z walki o awans.

Niemcy i Szkocja to dwie najlepsze ekipy z grupy 5., choć Islandia i Litwa były bliskie sprawienia sensacji. Szkotom w walce o najwyższe cele nie przeszkodził wstydliwy remis 2:2 z Wyspami Owczymi. Zabrakło im jednak 4 punktów do najlepszych Niemiec.

Grupa 6. to z kolei inna niespodzianka. Tutaj najlepszą okazała się reprezentacja Grecji, która tylko dwa razy przegrała, zwyciężając pozostałe 6 spotkań (w tym z Hiszpanią). Zespół z Półwyspu Iberyjskiego sensacyjnie zremisował bezbramkowo z Irlandią Północną, a przegrał (oprócz Grecji) także z Ukrainą. Ukraińcy, Ormianie i Irlandczycy z północnej części wyspy zajęli kolejno dalsze miejsca.

Grupa 7. dała awans Anglikom i baraże Turcji. Awans był niezagrożony, a Słowacja, Macedonia i Liechtenstein nie zagroziły bezpieczeństwu pozycji 1. i 2.

Grupa 8. przyniosła niespodziankę w postaci bezpośredniego awansu Bułgarii, barażom dla Chorwacji i odpadnięciu Belgii. Czołówka do końca walczyła o miejsca, jednak porażka 4:0 z Chorwatami przesądziła o pozycjach.

Grupa 9. dała awans Włochom i baraże Walii. Remis i porażka w meczach między Serbią i Czarnogórą a Azerbejdżanem sprawiły, że to właśnie ekipa z Wielkiej Brytanii miała szansę znaleźć się w finałach.

Grupa 10., bardzo wyrównana punktowo przyniosła awans Szwajcarii. Z kolei strefa barażowa padła łupem Rosji. Na dalszych lokatach znalazła się Republika Irlandii, Albania oraz Gruzja.

Czytaj też: Złote gole. Mistrzostwa Europy 2000

Dwa mecze od spełnienia marzeń

13 października 2003 roku we Frankfurcie nad Menem rozlosowano pary barażowe. Największa niespodzianka eliminacji, Łotwa, trafiła na Turcję; Szkoci musieli zmierzyć się z Holandią; Chorwaci podjęli swoich sąsiadów – Słowenię; Rosjanie natrafili na Walię; a Norwegowie musieli powalczyć z podrażnionymi brakiem awansu Hiszpanami. Kibice śmiało mogli zaznaczyć dwie daty: 15 i 19 listopada 2003 roku, gdyż to na te dni zaplanowano dwumecze.

Chronologicznie jako pierwsi (o 15:00 czasu lokalnego) na boisko w Glasgow wybiegli reprezentanci Szkocji i Holandii. Obie drużyny budowały akcje, jednak większego zagrożenia, mimo kilku strzałów, nie było. Dopiero w 21. minucie krótko rozegrany rzut rożny pomiędzy Jamesem McFaddenem a Darrenem Fletcherem, odegranie piętą i gol McFaddena. Po trafieniu Szkoci zamurowali bramkę. Holendrom nie udało się odrobić strat mimo kilku kapitalnych okazji.

Gdy w Glasgow zawodnicy wybiegali na drugą połowę, na stadionie Lokomotiwu w Moskwie (o 19:00 czasu moskiewskiego) Rosjanie i Walijczycy usłyszeli pierwszy gwizdek. Wyrównane spotkanie nie przyniosło trafień.
Jeszcze w trakcie moskiewskiego spotkania ruszył mecz w Zagrzebiu (o 17:30 czasu lokalnego). Wszystko to, co istotne dla dwumeczu wydarzyło się w pierwszej połowie. W 5. minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego, podanie prostopadłe wzdłuż bramki i gol dla Chorwatów, autorstwa Miladina Pršo. W 22. minucie niemal bliźniacza sytuacja z drugiej strony boiska… i bramka wyrównująca, autorstwa Ermina Šiljaka. Więcej bramek nie padło.

O 20:15 czasu ryskiego Łotwa podjęła Turcję. Zacięta walka o każdy metr boiska trwała przez całe spotkanie. W pierwszych 30 minutach zawodnicy zobaczyli 3 żółte kartki oraz kapitalną bramkę… Mārisa Verpakovskisa. Ominął zwodem obrońców i pokonał tureckiego goalkeepera – Rüştü Reçbera. W Rydze zapanowała euforia. Mecz trwał jednak dalej. Turcy nie potrafili pokonać Aleksandrsa Koliņko. Od 73. minuty musieli dodatkowo radzić sobie w osłabieniu, gdyż Emre Aşık otrzymał drugą żółtą kartkę. Zespół Aleksandrsa Starkovsa sensacyjnie „dociągnęli” zwycięstwo do końca. Czekał ich jednak rewanż nad Bosforem…

Łotysze byli rewelacją eliminacji do Euro 2004 fot. domena publiczna

Ostatni mecz rozegrano w Valencii o 22:00 czasu europejskiego. Hiszpanie przegrywali po kwadransie z Norwegią 0:1 (gol Steffena Iversena), jednak gol Raúla z 21. minuty z powrotem dawał Hiszpanii spore szanse na korzystny wynik. Norwegowie zamurowali jednak bramkę na tyle skutecznie, że ani do przerwy, ani po godzinie gry na tablicy wyników widniał remis. W 85. minucie Hiszpanie wrzucili piłkę w pole karne i po zamieszaniu futbolówkę niefortunnie do własnej bramki skierował Henning Berg.

Um passo de Portugal

Język portugalski jest dość trudny i specyficzny, co ciekawe dość często mylony jest na świecie z językiem polskim. Trud nauki, choćby podstaw tego języka, mogli sobie zadać zwycięscy barażowych spotkań.

Rewanże rozpoczęli przedstawiciele Słowenii i Chorwacji, którzy w Ljublanie zagrali o bilet do Portugalii. Chorwaci grali lepiej, przeważali, jednak nie wykorzystali swoich sytuacji. W 59. minucie Ivan Tudor sfaulował słoweńskiego zawodnika, za co zobaczył czerwony kartonik. „As kier” nie przeszkodził jednak Chorwatom, którzy kilkadziesiąt sekund później wykorzystali kiepskie ustawienie gospodarzy. Na listę strzelców wpisał się Pršo. Do końca pozostało pół godziny, przez które goście murowali własną bramkę. Udało im się. Chorwaci wywalczyli bilety na portugalskie stadiony.

W Cardiff, przy niemal 75 tysiącach widzów, kibice zobaczyli tylko jedno trafienie. W 21. minucie bramkarza gospodarzy pokonał Wadim Jewsiejew. Mimo walijskiej przewagi, to Rosjanie cieszyli się ze zwycięstwa.

W Stambule gospodarze powalczyli o zmazanie plamy z napisem „Letonya” (z tur. Łotwa). Goście „okopali się” we własnym polu karnym, Turcy bezskutecznie próbowali przebić się przez te szyki obronne. Dopiero w 20. minucie kapitalnym wolejem zza pola karnego popisał się İlhan Mansız, a bramkarz musiał skapitulować. Defensywne nastawienie gości nie zmieniało się. Turcja jednak nie potrafiła znaleźć drogi do bramki. Na przerwę obie reprezentacje schodziły z remisem w dwumeczu. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Dopiero w 64. minucie błędne wyprowadzenie piłki przez łotewską defensywę wykorzystała reprezentacja Turcji. Trzy podania i wykończenie akcji przez Hakana Şüküra… Turcja była w siódmym niebie! Goście musieli zaatakować. Niespełna dwie minuty po drugim tureckim trafieniu Łotysze otrzymali rzut wolny na wysokości pola karnego. Juris Laizāns niby uderzył, ale nie do końca, nikt futbolówki nie dotknął, a zdezorientowany bramkarz nie popisał się refleksem. Turcja potrzebowała bramki do awansu. Gra powróciła do stanu sprzed tureckiego prowadzenia. Gospodarze byli jednak nieskuteczni. W 78. minucie Aleksandrs Koliņko złapał piłkę. Po sześciu sekundach zagrał „lagę” na Mārisa Verpakovskisa, a ten urwał się obrońcom i zdobył bramkę. To był Szok! Łotwa awansowała na Mistrzostwa Europy 2004! W Oslo Hiszpanie nie pozostawili złudzeń Norwegii. Gole Raúla, Vicente i Joseba Etxeberria dały powody do radości temu iberyjskiemu państwu.


Zdenerwowani Holendrzy musieli wygrać ze Szkocją. W 13. minucie zza pola karnego uderzył Wesley Sneijder, pokonując Douglasa. Oranje przeważali. W 32. minucie André Ooijer głową przelobował bramkarza. Jeszcze przed przerwą zrobiło się 3:0. Znów głową, w niemal identycznej sytuacji, uderzył Ruud Van Nistelrooy. Po przerwie Holendrzy wpakowali jeszcze trzy trafienia. Hat-tricka skompletował Van Nistelrooy, a jedno trafienie dołożył Franciscus de Boer. Oranje we wspaniałym stylu awansowali na portugalski turniej.

„Vive O 2004!”

Takie hasło towarzyszyło portugalskiemu turniejowi. Za głównych faworytów uchodzili gospodarze, a także „stare wygi”: Francja, Hiszpania, Niemcy, Holandia, Anglia. Oficjalnym hymnem stała się piosenka „Forca” Nelly Furtado, a na maskotkę obrano kreskówkową postać Kinas ubraną w portugalskie barwy „Bandeira das Quinas”. Po raz pierwszy Adidas dostarczył spersonalizowane piłki odpowiednio do meczu. Portugalia przygotowała także rekordową liczbę stadionów – 10. Odpowiednio po dwa w Lizbonie (Estadio da Luz, Estadio Jose Alvalade), dwa w Porto (Estádio do Dragão, Estadio do Bessa), po jednym w Faro, Bradze, Guimaraes, Coimbrze, Leirii oraz Aveiro.

30 listopada 2003 roku w Pavilhão Atlântico w Lizbonie odbyło się losowanie grup w finałach ME. W jego wyniku składy grup wyglądały następująco:
A: Portugalia, Grecja, Hiszpania, Rosja
B: Francja, Anglia, Szwajcaria, Chorwacja
C: Szwecja, Bułgaria, Dania, Włochy
D: Czechy, Łotwa, Niemcy, Holandia.

Pierwszy mecz turnieju rozegrano w Porto na Estadio do Dragão pomiędzy gospodarzami a Grecją. 12 czerwca 2004 roku oczy kibiców ze Starego Kontynentu zwrócone byly na Portugalię, która miała spacerkiem zwyciężyć mecz otwarcia. Stało się jednak inaczej. Inicjatywę w meczu niespodziewanie przejęli goście. Przypieczętowali ją w 7. minucie za sprawą bramki Georgiosa Karagkounisa. Portugalczycy popełniali sporo błędów. W 50. minucie Jurkas Seitaridis wbiegł w pole karne gospodarzy, a tam nieprzepisowo zatrzymał go 19-letni Cristiano Ronaldo. Pierluigi Collina wskazał na wapno. Jedenastkę na gola zamienił Angelos Basinas. Gospodarze zaczęli grać ofensywnie, jednak nie potrafili strzelić bramki. W doliczonym czasie gry zrehabilitował się Ronaldo, który głową pokonał Nikopolidisa. Na wyrównanie zabrakło jednak czasu. Portugalia 1, Grecja 2. W Faro Hiszpanie pokonali 1:0 Rosję (gol Juana Carlosa Valeróna).

Mistrzostwa Europy 2004: ceremonia otwarcia fot. Joaocastro/CC BY 2.5
Mistrzostwa Europy 2004: ceremonia otwarcia fot. Joaocastro/CC BY 2.5

Następnego dnia zagrała grupa B. Szwajcaria bezbramkowo zremisowała z Chorwacją w Leirze. Z kolei na Estadio da Luz w Lizbonie Francja podjęła Anglię. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie. W 38. minucie David Beckham dośrodkował z rzutu wolnego w bocznej strefie boiska, a piłkę głową do siatki francuskiej skierował Frank Lampard. W 72. minucie Wayne Rooney wyprowadził bardzo groźny kontratak, w wyniku którego Anglia otrzymała rzut karny. Mikaël Silvestre nie miał wyjścia i musiał sfaulować angielskiego napastnika. Markus Merk odgwizdał rzut karny, do którego podszedł Beckham. Uderzył w lewą stronę na idealnej wysokości dla bramkarza. Fabien Barthez nie miał większych problemów z interwencją. Gdy wybiła 90. minuta sędzia odgwizdał rzut wolny dla Francji w odległości ok. 26 metrów od bramki. Do futbolówki podszedł Zinedine Zidane i piekielnie mocnym uderzeniem pokonał Jamesa. Gdy sędzia miał odgwizdać koniec meczu, Anglicy popełnili katastrofalny błąd w obronie. Patrick Vieira zagrał piłkę za linię obrony, a tam do piłki dotarł Thierry Henry. James musiał faulować. Do jedenastki podszedł nie kto inny, jak Zinedine Zidane. Pokonał bramkarza angielskiego i dał Francji zwycięstwo.

W grupie C Duńczycy bezbramkowo zremisowali z Włochami, natomiast Szwecja rozbiła Bułgarię 5:0 (dwa gloe Henrika Larssona, po jednym Fredrika Ljungberga, Zlatana Ibrahimovicia oraz Marcusa Allbäcka). Grupa D przyniosła debiut Łotyszy na europejskim czempionacie. W premierowym meczu zmierzyli się z Czechami na stadionie w Aveiro. Czesi atakowali pozycyjnie, Łotysze kontrowali. Właśnie taki przebieg miała pierwsza połowa. Zanosiło się na bezbramkową pierwszą połowę, gdy z lewej strony w pole karne zacentrował Andrejs Prohorenkovs, a do pustej bramki piłkę skierował Māris Verpakovskis. Znów sensacja. Po przerwie gra się nie zmieniła. Łotysze murowali własną bramkę, a Czesi nie potrafili przełamać niemocy. W końcu w 73. minucie, po dużym zamieszaniu, Milan Baroš zdobył bramkę. W 85. minucie błąd popełnił Koļinko, piłka trafiła pod nogi Marka Heinza, a ten dał Czechom 3 punkty. W ciekawym spotkaniu pomiędzy Niemcami i Holandią padł remis 1:1 (gole Torstena Fringsa i Ruuda Van Nistelrooya).

Druga kolejka rozpoczęła się od remisu 1:1 pomiędzy Grecją a Hiszpanią (Angelos Charisteas – Fernando Morientes) oraz zwycięstwa gospodarzy turnieju z Rosją 2:0 (Maniche, Rui Costa). W grupie B Anglicy pokonali 3:0 Helwetów (2 gole Wayne Rooney, jeden Steven Gerrard). Z kolei Chorwaci podzielili się punktami z Francuzami remisując 2:2 (Milan Rapaić, Miladin Pršo – samobójcza Ivan Tudor, David Trezeguet). Druga kolejka grupy C przyniosła spotkania Bułgarii z Danią oraz Włoch ze Szwecją. W pierwszym spotkaniu zwyciężył skandynawski zespół 2:0 (Jon Dahl Tomasson oraz Jesper Grønkjær). Z kolei drugi skandynawski zespół do 85. minuty przegrywał 0:1 (po trafieniu Antonio Cassano), jednak dał o sobie znać młody napastnik – Zlatan Ibrahimović, który wyrównał i pozwolił Szwecji cieszyć się z remisu.

Grupa D przyniosła też dużą niespodziankę. W Porto Łotysze zmierzyli się z Niemcami. Stroną przeważającą byli nasi sąsiedzi, którzy oddali 9 strzałów celnych (rywale 3). Wynik końcowy? 0:0. Łotwa zdobyła swój pierwszy (i jedyny w historii) punkt w ME. Drugie spotkanie przyniosło aż 5 trafień. Czesi pokonali Holendrów 3:2 (Jan Koller, Milan Baroš, Vladimír Šmicer – Wilfred Bouma, Ruud Van Nistelrooy). Do dzisiaj wielu kibiców twierdzi, że był to jeden z najpiękniejszych meczów tamtego turnieju. A może całego Euro?

W grupie A na kibiców czekały dwa spotkania rozgrywane równolegle. W Lizbonie Portugalia podjęła Hiszpanię, natomiast w Faro Rosjanie zagrali z Grecją. Strzelanie rozpoczęło się w południowej części kraju, gdzie najpierw w 2. minucie gola dla Rosjan zdobył Dmitrij Kiriczenko, a kwadrans później prowadzenie podwoił Dmitrij Bułykin. Przed przerwą bramkę kontaktową zdobył Zisis Wrizas. W „stołecznym” meczu do przerwy było 0:0. Dopiero po przerwie gospodarze mieli powody do świętowania. Kapitalną akcję uderzeniem zza pola karnego wykończył Nuno Gomes. Iker Casillas nie miał szans. Więcej bramek w grupie A już nie padło. Ostatecznie awans wywalczyli gospodarze z Portugalii, a także, dość niespodziewanie, Grecja.

Mistrzostwa Europy 2004: Estádio do Dragão w Porto, jedena z aren ME fot. Zero/CC BY-SA 3.0
Mistrzostwa Europy 2004: Estádio do Dragão w Porto, jedena z aren ME fot. Zero/CC BY-SA 3.0

Grupa B również nie została rozstrzygnięta. W Lizbonie Chorwacja podjęła Anglię, natomiast Szwajcaria Francję. Strzelanie rozpoczął w 5. minucie chorwacki pomocnik Niko Kovač, który po „ping-pongu” w polu karnym, pokonał Jamesa. W oddalonej o 200 km na północ Coimbrze pierwsza bramka padła w 20. minucie. Jej autorem był Zinedine Zidane, który głową pokonał Stiela. 6 minut później Szwajcarzy wyrównali za sprawą Johana Vonlanthena (przy pomocy kolegów, którzy świetnie rozklepali akcję). Kolejne bramki padły nad Tagiem. W 40. minucie po solidnym zamieszaniu pod chorwacką bramką, głową do pustej bramki trafił Paul Scholes. W ostatniej akcji pierwszej części spotkania zza pola karnego uderzył Wayne Rooney. Nieco zasłonięty Butina musiał wyciągać piłkę z siatki. W 68. minucie Rooney skompletował dublet, pokonując bramkarza w sytuacji jeden na jednego. 5 minut później Chorwaci odpowiedzieli za sprawą bramki głową Ivana Tudora. Jednak 6 minut później Frank Lampard, po udanym dryblingu, trafił i ustalił wynik spotkania na 4:2. W międzyczasie Francuzi objęli prowadzenie. W 76. minucie spotkania w dawnej stolicy Portugalii trafienie numer 27. w narodowych barwach zaliczył Thierry Henry. 8 minut później zdobył on swoje 28. trafienie, jednocześnie ustalając wynik meczu na 3:1. Z grupy wyszła właśnie Francja oraz druga w grupie Anglia.

Grupa C to z kolei zwycięstwo Włochów nad Bułgarią 2:1 (Simone Perrotta, Antonio Cassano – Martin Petrow) oraz remis 2:2 w starciu ekip ze Skandynawii (2 gole Jona Dahla Tomassona – Henrik Larsson, Mattias Jonson). Trzy najlepsze drużyny miały identyczny bilans meczów: 1 wygrana i 2 remisy. Decydowała więc tzw. mała tabela, w której o losach awansu skandynawskich ekip zdecydowała liczba goli zdobytych. Grupę wygrali więc Szwedzi, przed Duńczykami i trzecimi Włochami.

W grupie D jedno z największych rozczarowań, Niemcy, przegrali 1:2 z Czechami. Prowadzenie zachodnim sąsiadom dał Michael Ballack w 21. minucie, jednak po 10 minutach odpowiedział Marek Heinz. Wynik w 77. minucie ustalił Milan Baroš. W rozgrywanym równolegle spotkaniu, Holandia nie zostawiła złudzeń Łotwie, zwyciężając 3:0 (dwa gole Van Nistelrooya i gol Roya Makaaya).

Czytaj też: Pomarańczowa rewolucja. Piłkarskie mistrzostwa Europy 1988 r.

„Bogowie defensywy”

Ćwierćfinały rozegrano między 24 a 27 czerwca. Po raz pierwszy zastosowano zasadę srebrnej bramki. Kończyła on dogrywkę w przypadku, gdy któraś z grających drużyn uzyskała przewagę – po upływie czasu przysługującego drużynom do rozegrania pierwszej połowy.

Na pierwszy ogień poszły reprezentacje Portugalii i Anglii. Na Estadio da Luz pierwsza bramka padła stosunkowo szybko. Już w 3. minucie Michael Owen kapitalnie uderzył w sytuacji sam na sam (po asyście bramkarza Davida Jamesa). Mecz stał na bardzo wyrównanym poziomie, obie reprezentacje miały swoje okazje. Portugalia wykorzystała swoją dopiero w 83. minucie. Gola zdobył Hélder Postiga. W końcówce piłka znalazła się w portugalskiej bramce po główce Sola Campbella, jednak golkiper został wcześniej sfaulowany. Arbiter zarządził więc dogrywkę.

W 110. minucie z linii szesnastego metra huknął Rui Costa. Bramkarz nie miał szans. Na pięć minut gospodarze objęli prowadzenie. Bo właśnie wtedy do siatki trafił Frank Lampard i znów w Lizbonie był remis. Urs Meier w 120. minucie oznajmił Europie, że nad Tagiem dojdzie do konkursu jedenastek. Pierwszy strzał w serii rzutów karnych padł w udziale Davida Beckhama. Kopnął tak beznadziejnie, że kibice znajdujący się w górnych sektorach musieli uważać, by nie oberwać. Następne jedenastki wykorzystali kolejno: Deco, Owen, Simão oraz Lampard. W trzeciej kolejce „wyczyn” Beckhama powtórzył Rui Costa. W czwartej, piątej i szóstej serii zawodnicy osiągnęli zamierzony cel w postaci bramki. Siódma seria okazała się decydująca. Przed jedenastką bramkarz Ricardo zdjął rękawice. Gra psychologiczna powiodła się, gdyż Darius Vassell kopnął na tyle słabo, że bramkarz wyczuł jego intencje. Bramkarz poczuł się na tyle pewnie, że to on wykorzystał decydującego karnego. Gospodarze awansowali do półfinału!

Portugalscy kibice w 2004 roku bardzo liczyli na swoich reprezentatnów fot. Fritz Duras/CC BY-SA 3.0

Następnego dnia Francja podjęła nieoczekiwanego ćwierćfinalistę – Grecję. Mecz z przebiegu dość wyrównany, choć to Grecy mieli lepsze sytuacje. Kostas Katsouranis uderzył głową, a piłkę na linii zatrzymał Barthez. Mimo że zespół błękitno-białych sygnalizował bramkę, to arbiter Anders Frisk pozostał nieugięty. W drugiej połowie to Francuzi mieli nieco klarowniejsze sytuacje. To co najważniejsze wydarzyło się w 65. minucie. Z prawej strony wrzucił Teodoros Zagorakis, a Angelos Charisteas pokonał głową francuskiego bramkarza. Ataki francuskie nie przyniosły trafienia, a zwycięstwo Grecji stało się faktem.

26 czerwca Szwedzi zmierzyli się z Holandią. W ciągu 120 minut nie padły bramki mimo sytuacji z obu stron. W rzutach karnych zwyciężyli „Oranje” 5:4 i to właśnie oni mogli szykować się na spotkanie z gospodarzami turnieju. Następnego dnia rozegrano ostatni z ćwierćfinałów. W nim Czesi pokonali Duńczyków 3:0 (dwa gole Milana Baroša, jeden Jana Kollera). W 1/2 finału czekali na nich Grecy.

Mistrzostwa Europy 2004: Finałów się nie gra, finały się wygrywa

30 czerwca 2004 roku wszystkie oczy zwrócone były w stronę Lizbony, gdzie gospodarze zmierzyli się z Holendrami. W 26. minucie Deco dośrodkował z rzutu rożnego, a w najlepszym miejscu znalazł się on, Cristiano Ronaldo. Głową pokonał legendarnego Edwina van der Sara. 19-letni piłkarz zdobył swoją drugą bramkę w karierze. Tego wieczoru popisał się jeszcze asystą. W 58. minucie bardzo szybko wykonał rzut rożny, z narożnika pola karnego uderzył Maniche. Holendrzy nie wiedzieli co się stało, a Portugalia cieszyła się z bramki. Pięć minut później zrobiło się nerwowo. Niefortunnie interweniujący Jorge Andrade przelobował własnego bramkarza. Przez 30 minut nikt nie zdobył bramki. Tego dnia trafiali tylko Portugalczycy. Zwycięstwo 2:1 dało gospodarzom pierwszy finał w historii, w dodatku z przeciwnikiem spoza europejskiego TOP-u.

1 lipca zagrały drużyny walczące o tytuł tzw. „czarnego konia”: Czechy i Grecja. W Porto punktualnie o 19:45 czasu lokalnego Pierluigi Colina gwizdnął po raz pierwszy. Przez całą pierwszą połowę przeważali Czesi, jednak Greków ratowało obramowanie bramki i kapitalny bramkarz – Andonios Nikopolidis. W 40. minucie z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Pavel Nedvěd, dla którego był to ostatni mecz na Mistrzostwach Europy. W drugiej połowie obraz gry niewiele się zmienił, kilkukrotnie interweniować musiał też Petr Čech. Po bezbramkowym remisie w podstawowym czasie gry, włoski arbiter zarządził dogrywkę. W niej przewagę objęli Grecy. Przypieczętowali ją w doliczonym czasie pierwszej części dodatkowego czasu gry. Z rzutu rożnego zagrał Wasilis Tsiartas, a gola zdobył Traianos Delas (było to jego pierwsze i jedyne w karierze trafienie w narodowych barwach). Była to ostatnia akcja pierwszej połowy, a zarazem meczu, gdyż w ten oto sposób po raz pierwszy wykorzystano zasadę srebrnego gola.

Grecy sensacyjnie pokonali w finale Portygalczyków fot. domena publiczna

Finał pomiędzy Portugalią a Grecją rozegrano 4 lipca 2004 roku o godzinie 19:45 czasu portugalskiego na Estadio da Luz w Lizbonie. Na rozjemcę spotkania wybrano Markusa Merka. Tego gorącego wieczoru pojawiło się na trybunach ponad 62 tysiące widzów. Od początku przewaga gospodarzy nie ulegała wątpliwości. Bramkarz grecki został kilkukrotnie zatrudniony przez rywali. Brakowało jednak klarownych sytuacji. W 38. minucie urazu doznał obrońca portugalski Miguel. Zacisnął jednak zęby i spróbował powalczyć. W 43. minucie poprosił jednak o zmianę. Na murawie zameldował się Paulo Ferreira.

W 57. minucie goście oddali pierwsze celne uderzenie na bramkę. Z rzutu rożnego dośrodkował Angelos Basinas, niepotrzebnie z bramki wyszedł Ricardo, a Angelos Charisteas głową skierował piłkę do pustej bramki. Stadion ucichł. Sensacyjna Grecja prowadziła 1:0. „Bogowie defensywy” zamurowali już nie tylko bramkę, ale cały świat. Muru nie przebił nawet kapitalnie grający młodzieniec Cristiano Ronaldo. Portugalczycy utonęli we łzach. Przegrali na własnej ziemi z drużyną, która nie potrafiła atakować. „Po przegranym finale – wspomina Rui Costa – zastanawialiśmy się, jak to w ogóle jest możliweograliśmy Hiszpanię, Anglię, Holandię, a polegliśmy na drużynie, na którą nikt nie stawiał„. Grecja sprawiła jedną z największych sensacji w historii sportu. Została najlepszą drużyną Starego Kontynentu. Radości zespołu z Hellady nie było końca.

Dla Grecji zdobycie Mistrzostwa Europy w 2004 roku jest największym sportowym osiągnięciem w historii. Dość powiedzieć, że w 2006 roku nie awansowali na Mistrzostwa Świata, a Mistrzostwa Europy 2004 to ich pierwsze wyjście z grupy. Najlepszym bramkarzem turnieju został Petr Čech, wśród najbardziej wartościowych zawodników znaleźli się Wayne Rooney czy Cristiano Ronaldo, a najwięcej bramek ustrzelił Milan Baroš. Portugalski turniej stał się dla tych zawodników początkiem pewnej drogi.Sami Portugalczycy wspominają ze łzami w oczach ten turniej, te emocje i tę porażkę w finale. Jeden z Portugalczyków w prywatnej rozmowie powiedział mi, że nikt nie wie, jakim cudem Grecja pokonała ich na własnej ziemi. Z uznaniem wskazuje jednak, że zawodnicy z Hellady okazali się „bogami defensywy”. Docenił także wybór gospodarza przez UEFA, gdyż pod względem piłkarskim i turystycznym jego kraj zaczął się rozwijać.

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

Janusz Kierzkowski

Janusz Kierzkowski – torowa ledenda

Podziel się:

Wokół jego startu na igrzyskach olimpijskich w 1968 roku działo się tak wiele, że swoimi „przygodami” mógłby obdzielić kilku innych kolarzy. Najważniejszym jest fakt, że zdobył medal – brązowy na 1000

Podziel się:
Czytaj więcej
Dan Jansen fot. https://www.facebook.com/danjansenfoundation

Dan Jansen: braterska obietnica

Podziel się:

Rok 1994. Lillehammer. Dan Jansen, amerykański panczenista, staje na najwyższym stopniu olimpijskiego podium. Ze wzruszeniem słucha kolejnych nut hymnu. A potem spogląda w niebo i oddaje salut. Gest ten jest

Podziel się:
Czytaj więcej
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top