historiasportu.info

Sohn Kee-chung, najsmutniejszy mistrz olimpijski

Sohn Kee-chung
Podziel się:

W 1936 roku Sohn Kee-chung biegł w olimpijskim maratonie. Biegł dla Japonii, kraju, który odebrał jego rodakom wiele…

Było ich 56. Wokół trasy, najdłuższej z możliwych, bo maratońskiej, ustawiły się tłumy. Według różnych szacunków nawet milion ludzi. Najtwardsi z biegaczy walczyli o olimpijskie złoto na igrzyskach w Berlinie. Start przewidziano na 9 sierpnia 1936 r.

Carlos Zabala z Argentyny wystrzelił jak z procy. Znów chciał zapisać się w historii, tak, jak cztery lata wcześniej. W Los Angeles został mistrzem olimpijskim, ustanawiając przy okazji rekord igrzysk. A przed wyjazdem do stolicy Niemiec wybiegał najlepszy czas świata w biegu na 20 000 metrów wynikiem 1:04:00,2. Był faworytem.

Obok niego, ramię w ramię, stanęli Finowie. Naród słynący ze specjalistów na długich i średnich dystansach. Był Tamila, Muinonen i Tarkianen. W grupie stanowili niezwykłą siłę. Taktycznie mogli rozbroić każdego. Brytyjczyków reprezentował górnik z Sheffield, Ernest Harper. Sportowcem był już wiekowym, bo 34-letnim, ale doświadczeniem mógł ugrać dużo.

No i na starcie stanął jeszcze Sohn Kee-chung, reprezentujący Japonię Koreańczyk. Skrzywdzony, jak wielu jego rodaków, którzy od 1910 r. wpadli pod japoński but. Nigdy nieużywający narzuconego przez oprawcę imienia „Son”. Podpisując się, szkicował kontury Korei. Nie lubił startować z obcym sobie godłem na koszulce. Podkreślał, że mogą zamknąć usta jego rodakom, zakazać pieśni, ale jego Japończycy nie powstrzymają od biegania.

Godzina 15:00. Sygnał. Ruszyli.

Szarpnął mocno na początku Zabala. Uciekał przez kolejne kilometry. Kto wie, może tym zabiegiem chciał złamać psychicznie rywali? Pokazać, że ich walka będzie toczyła się tylko o srebro i brąz, bo on jest za mocny. Parł na rekord świata, z przewagą półtorej minuty nad Sohnem i Harperem. Goniący zaczęli współpracować. Podpowiadać sobie. I trzymali równe tempo. Chcieli dopaść Argentyńczyka.

Sohn Kee-chung i Ernie Harper w 1936 roku fot. domena publiczna
Sohn Kee-chung i Ernie Harper w 1936 roku fot. domena publiczna

„Ilustrowany Kuryier Codzienny” (nr 222/1936) relacjonował:

Zabala zaczyna słabnąć coraz wyraźniej, a pokonanie dość znacznego wzniesienia w okolicy Kaiser Wilhelm Turm przedstawia dla niego olbrzymie trudności„.

Na 28. kilometrze Zabala dostrzegł dwie postaci. Nie wierzył! Dograna para wyprzedziła go. Oddaliła się. A on zasłabł. Nie ukończył biegu.

Czytaj też: 20 października 1968 r. – dzień, w którym Dick Fosbury zadziwił świat

Sohn Kee-chung- Nigdy więcej!

Sohn i Harper nie zmieniali taktyki. Zaskoczyli wszystkich. Na Stadion Olimpijski pierwszy wbiegł reprezentant Japonii. Ponoć ostatnią setkę przebiegł jak sprinter. Nie wykazywał śladów zmęczenia. I ustanowił rekord olimpijski — 2:29:19,2.

W „Czasie” (nr 219/1936) można było potem przeczytać:

Japończyk Son przybył do mety zupełnie świeży. Na mecie zdjął pantofle i przebiegł dookoła stadionu. Zwycięzcę tłumy publiczności witały owacyjnie„.

Za nim, dwie minuty później, w bramie pojawiła się postać Harpera. Zmęczony, zraniony Brytyjczyk minął metę jako drugi. Z butów wylał krew…

Proszę rozgłosić, że pan Harper jest wspaniałym człowiekiem, gdyż powiedział mi o Zabali” — mówił wygrany.

Pan Harper startował w maratonach, ale nigdy nie udało mu się wygrać. Może dlatego, że lubił zapalić papierosa?A trzeci przybył rodak „Sona”, też biegający w reprezentacji Japonii, Nam Sung-yong.

Dziennikarze z Kraju Kwitnącej Wiśni oszaleli. Traktowali ten niebywały sukces jak coś swojego. Coś, co im się należało. Mistrz olimpijski nie podzielał tych zachwytów. Wygrał, lecz był przygnębiony. Odbierając olimpijski medal, słuchając japońskiego hymnu i spoglądając na flagę ze Wschodzącym Słońcem, rozpłakał się. Nie ze szczęścia. Ze smutku. Zdobył tytuł dla nieswojego kraju.

Zdjęcie, które „przerobili” koreańscy redaktorzy (z prawej) fot. domena publiczna

Ale rodacy wiedzieli, jakie są przyczyny przygnębienia. Koreańska gazeta Dong-a Ilbo wydrukowała zdjęcie Sohna na podium. I wymazała japońską flagę z jego stroju. Japończycy wpadli w szał. Aresztowali osiem osób. Przez dziewięć kolejnych miesięcy tytuł nie ukazywał się. Gdy mistrz dowiedział się, co spotkało redaktorów-rodaków miał powiedzieć:

Nigdy więcej nie przebiegnę dla nich maratonu„.

Wiele lat później, w roku 1988, wbiegł na stadion olimpijski w Seulu, niosąc pochodnię olimpijską. Wokół trzepotało wiele koreańskich flag…

Czytaj też: Paavo Nurmi. Wielki niemowa, jeszcze większy biegacz

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

Young Griffo

Young Griffo – uzależniony fenomen

Podziel się:

W ringu był nieuchwytny. Szybki, przewidujący ruchy przeciwnika Young Griffo zyskał miano specjalisty od defensywy. W życiu prywatnym nie potrafił sobie poradzić z najsilniejszym przeciwnikiem. Z alkoholem…

Podziel się:
Czytaj więcej

Jan Banaś i Krok, który zmienił karierę

Podziel się:

Idolów miał kilku. Był wśród nich genialny brazylijski drybler Garrincha. Był też Gerard Cieślik. I George Best, do którego często go porównywano. Choć, jak sam przyznawał, że nie pił w przeciwieństwie do Irlandczyka

Podziel się:
Czytaj więcej
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top