www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

Izrael piłka nożna
Igrzyska olimpijskie Piłka nożna Sport i polityka

Polityka, trzy bitwy i karne. Burzliwy start Izraela w Meksyku

Igrzyska olimpijskie w Meksyku, w 1968 roku, dla piłkarskiej reprezentacji Izraela były pierwszą, istotną międzynarodową imprezą, w której ta wzięła udział. Jak się później okazało przed, w trakcie i po turnieju wokół zespołu prowadzonego najpierw przez Milovana Ćirića, a następnie przez Imanu’el Szefera, wiele się działo.


Izrael, piłka nożna i igrzyska: polityka zamiast piłki

 

Wszystko zaczęło się w marcu 1968 roku. W kwalifikacjach olimpijskich strefy azjatyckiej, Izraelczycy trafili do grupy trzeciej z: Sri Lanką, Birmą, Iranem, Indiami i Koreą Północną. Wszystkie mecze tej grupy miały się odbyć na Bloomfield StadiumTel Awiwie. Rozegrano dwa. Tylko piłkarze z Sri Lanki zdecydowali się przyjechać do Izraela. Pozostałe reprezentacje zbojkotowały zawody.

Decyzja była polityczna. Izrael i państwa arabskie od lat były pogrążone w konflikcie. Obie strony wspierały największe, światowe mocarstwa – odpowiednio Stany Zjednoczone i ZSRR. Państwa bojkotujące tamte kwalifikacje olimpijskie były sprzymierzone z Ligą Państw Arabskich, a ewentualny udział ich reprezentantów w telawiwskich meczach odebranoby jako zdradę.

Wydarzenia te sprawiły, że przed piłkarzami Milovana Ćirića, otwarła się autostrada na turniej olimpijski. Wystarczyło wygrać dwumecz z niżej notowaną Sri Lanką. Zadanie zostało wykonane; goście zebrali potworne baty (7:0 i 4:0), a gospodarze rozpoczęli święto.

Imanu’el Szefer - trener reprezentacji Izraela w trakcie igrzysk olimpijskich w 1968 roku i mundialu w 1970 roku. źródło: wikipedia.org
Imanu’el Szefer – trener reprezentacji Izraela w trakcie igrzysk olimpijskich w 1968 roku i mundialu w 1970 roku. źródło: wikipedia.org

 

Izrael, piłka nożna i igrzyska: trzy bitwy i awans

 

Część międzynarodowych komentatorów nie kryła zgorszenia wobec takiej formy awansu. MKOl był głuchy na ich głosy i twardo trzymał się swoich zasad. W październiku 1968 roku piłkarze – pod wodzą nowego szkoleniowca Imanu’ela Szefera – wylecieli do Meksyku. Co ciekawe, z osobą tego trenera wiąże się pewien „polski epizod”: przed wyemigrowaniem do Izraela, do 1950 roku, Szefer grał w piłkę w Pionierze Wrocław.

W meczu otwarcia, na Estadio León, Izraelczycy – dosłownie – starli się z Ghaną, która na turnieju olimpijskim zastąpiła Maroko (reprezentanci Maroka nie wystąpili w Meksyku z powodu obecności… Izraela). Od pierwszego gwizdka Michela Kitabdjiana, zawodnicy obu drużyn prześcigali się w brutalności. Wślizgi, łokcie, przepychanki – to wszystko sprawiło, że z minuty na minutę, atmosfera na boisku gęstniała. Około 70 minuty, przy stanie 5:3 dla Izraelczyków, nastąpiła eskalacja konfliktu. Gracze rzucili się na siebie. Rozpoczęła się bijatyka. Kiedy na chwilę udało się opanować sytuację, francuski arbiter pokazał trzy czerwone kartki. To jednak nie ostudziło temperamentów pozostałych na placu gry piłkarzy.

W 82 minucie rozpoczął się drugi epizod izraelsko-ghańskiej wojny. Pięści znów latały w powietrzu, kopniaki lądowały na plecach przeciwników. Nie wszyscy płynęli na tej emocjonalnej fali. Ci bardziej rozważni, zamiast tłuc się po głowach, starali się uspokoić sytuację. Na próżno. Kitabdjiana przedwcześnie dmuchnął w gwizdek i tym samym zakończył mecz. Na murawę wkroczyła meksykańska policja i nie patyczkując się z zawodnikami, rozgoniła ich do szatni. Koniec? Rozejm podpisany? Nie. Niektóre źródła podają, że ostatnie starcie wrogich obozów nastąpiło… poza stadionem, w wiosce olimpijskiej!

Izrael na igrzyskach olimpijskich w Meksyku rozegrał mecze, które przeszły do historii: z Ghaną i Bułgarią. Oba spotkania sędziował Michel Kitabdjian z Francji. źródło: https://www.sofoot.com/
Izrael na igrzyskach olimpijskich w Meksyku rozegrał mecze, które przeszły do historii: z Ghaną i Bułgarią. Oba spotkania sędziował Michel Kitabdjian z Francji. źródło: https://www.sofoot.com/

Reprezentanci Izraela swój premierowy start na igrzyskach przypłacali siniakami, krwiakami i otarciami. Przez dwa dni lekarz Ben-Zion Zacka i masażysta Uri Bahrav mieli ręce pełne roboty. Chłopców trzeba było postawić na nogi, przecież w kolejnym spotkaniu czekał na nich Salwador – przeciwnik trudny, szybki, grający porywający i nowoczesny futbol. Tak przynajmniej swoim podopiecznym przedstawił go trener Szefer.

W rzeczywistości diabeł nie okazał się taki straszny, jakim go malowano. Salwador zagrał kiepsko, a  Izrael pewnie zwyciężył 3:1. Awans do ćwierćfinału turnieju olimpijskiego stał się faktem, a towarzyszącej mu radości, nie zmniejszyła nawet porażka w ostatnim grupowym meczu z Węgrami (2:0) – przyszłymi mistrzami olimpijskimi.


 

Izrael, piłka nożna i igrzyska: niebo i piekło

 

20 października 1968 roku, izraelscy kibice zakosztowali „emocjonalnego roller coastera”. Najpierw był smutek: w piątej minucie meczu, obrońca Lokomotiwu Sofia, Georgi Hristakiev wyprowadził Bułgarów na prowadzenie. Następnie euforia: dwie minuty przed końcem gry napastnik Yehoshua Feigenbaum z Hapoelu Tel Aviv doprowadził do wyrównania. Wynik nie zmienił się, a Michel Kitabdjian gwizdnął po raz ostatni. I znów smutek: ówczesne przepisy nie gry nie przewidywały dogrywki i rzutów karnych, a o awansie do kolejnej rundy decydował los. Do ogromnego sombrero wrzucono dwie karteczki i poproszono, aby kapitanowie zabrali po jednej. Mordechai Spiegler wyjął tę z napisem „NIE”. Izrael pojechał do domu.

Po powrocie chwalono piłkarzy za postawę i zaangażowanie: to było dobre pokolenie, dla którego ukoronowaniem był awans na mundial w roku 1970. Ale z tyłu głowy, ciągle pojawiały się pytania. Czy Niebiesko-Biali osiągnęliby podobny sukces, co ci szczęściarze z Bułgarii, zdobywcy olimpijskiego srebra? Co zrobić, aby nie dopuścić do podobnych, losowych rozstrzygnięć? Czy francuski sędzia Kitabdjian był dla Izraelczyków pechowy? Padało wiele odpowiedzi. Najczęściej winą za tę porażkę obarczano absurdalne, nie mające nic wspólnego z duchem sportu przepisy FIFA. No bo jak to? Los, w tak dużym stopniu, ma decydować o wyniku sportowym?

I wtedy do gry wszedł Yosef Dagan, ówczesny sekretarz Izraelskiego Związku Piłki Nożnej, który miał szerokie kontakty w Anglii i przez wiele lat odpowiadał za stosunki zagraniczne tego związku. Zasugerował działaczom FIFA, aby w przypadku remisów, to rzuty karne decydowały o awansach. Razem ze swoimi współpracownikami wysłał nawet do nich list, w którym szczegółowo opisał całą procedurę. Pomysł się spodobał.

List Izraelczyków do FIFA https://www.haaretz.com/ źródło:
List Izraelczyków do FIFA https://www.haaretz.com/

Nie tylko urażeni przypadkową porażką Izraelczycy, uważają się za „ojców serii jedenastek”. Do dziś Niemcy twierdzą, że to ich rozwiązanie. W 2006 roku, przy okazji mistrzostw świata, były niemiecki sędzia piłkarski, niejaki Karl Wald, udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że on pierwszy zaproponował krajowej federacji przeprowadzanie – decydującego o tryumfie – konkursu rzutów karnych. Czort wie, czy Niemiec wiedział o oficjalnym liście, jaki do FIFA wysłali Izraelczycy. A może to ktoś z Izraela podkradł jego pomysł? Batalia o prawdę trwa nadal.

Jedno jest pewne: występ piłkarzy Izraela w igrzyskach olimpijskich z 1968 roku był nietuzinkowy. Przyniósł gigantyczne emocje. Zarówno przed, w trakcie, jak i po turnieju.


[su_box title=”Źródła:” style=”soft”]Dziennik Łódzki. 1968-10-15 R. 23 nr 245, s.2. https://www.football.org.il/magazine/?itemid=%7B5E72475B-93ED-4ED1-BD67-543018E36344%7D https://www.haaretz.com/israel-news/sports/.premium-israels-little-known-contribution-to-soccer-history-1.5626667 https://www.fifa.com/mensolympic/archive/mexicocity1968/[/su_box]


 

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Adrian
Adrian
28 dni temu

Że też nikt wcześniej nie pomyślał o tym, że losowanie w takich przypadkach to zabójstwo ducha sportu. Z konkursem karnych jest z kolei trochę jak z demokracją. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale nikt dotąd nie wymyślił lepszego

Ciągle jeszcze młody, 32–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
()
x