Niektórzy z pewnością mieli podobną sytuację: wsiadasz do tramwaju, autobusu lub pociągu. Siadasz (jeśli jesteś szczęściarzem i znajdziesz wolne miejsce) i wlepiasz nos w szybę. Pojazd pokonuje kolejne metry, a ty mimowolnie wsłuchujesz się w rozmowę znajdujących się obok ciebie osób. Konwersacja jest na tyle ciekawa, że zaczynasz się na niej koncentrować. Pochłania cię. Nie zauważasz kolejnych mijanych przystanków, tylko dyskretnie słuchasz. Kiedy docierasz do celu swojej podróży zaczynasz żałować, że to już koniec, że musisz zostawić tych uroczych jegomości. Oni będą podróżować dalej. Ty wysiadasz. Mniej więcej tak samo czuje się ten, kto odkłada na półkę, przeczytaną wcześniej, książkę „On Strejlau”.

Jerzy Chromik – dziś publicysta TVP Sport, znany z lekkiego pióra i swobody w zgrabnym posługiwaniu się językiem polskim (to absolutnie jeden z największych plusów omawianej książki) i Andrzej Strejlau – legendarny trener, a dziś popularny ekspert telewizyjny i komentator zabierają czytelników w świat dotąd niedostępny, w świat, w którym rządzi on – Strejlau.

Przyznam szczerze, że gdy otrzymałem swój egzemplarz, nie wiedziałem czego się spodziewać. Wiecie jak to jest, gdy wszyscy dookoła coś zachwalają i polecają? Potem dostajecie to w swoje ręce i… kicha. Bałem się, że w tym wypadku może być podobnie. Ludzie z Wydawnictwa SQN, które opublikowało tę pozycję, zadbali o jej sowitą promocję. Facebook, Twitter, Instagram – gdzie tylko nie popatrzyłem, tam spoglądał na mnie pan Andrzej. Oczywiście z okładki. Do tego pomysłowo wykorzystano jego charakterystyczny głos, który użyty został w… nawigacji samochodowej. Z resztą, zobaczcie sami:

Marketing marketingiem, ale to treść jest najważniejsza! A ta – przyznać trzeba – jest niebanalna. Od pierwszego zdania pan Jerzy prowadzi z panem Andrzejem rozmowę. Dwóch kumpli gada o wszystkim (stąd to początkowe porównanie z rozmową w tramwaju). Czytelnik natomiast, jak ten dyskretny podsłuchujący, staje z boku i przenosi się do ich świata. Panowie robią to na tyle ciekawie, że momentami nie sposób oderwać się od lektury. Trener Strejlau wspomina lata młodości, wojnę, matkę, która cudem wróciła do domu. Zabiera nas na swoje pierwsze wielkie, podwórkowe mecze. Opowiada o karierze piłkarskiej, którą przerwała fatalna diagnoza lekarska, o trenerze Górskim i jego „Orłach”. Wszystko to wciąga i często śmieszy. Bo wiedzieć trzeba, że w książka pełna jest wesołych anegdot (ot chociażby historia pana Stasia – kierownika Legii) i inteligentnych ripost. Smaczku publikacji dodaje też opisany w niej konflikt asystentów pana Kazia: Gmocha i Strejlaua.

Śmiem twierdzić, że ta książka nie byłaby tak dobra, gdyby nie Jerzy Chromik i jego literacki warsztat. Naprawdę niewielu dziennikarzy sportowych tak dobrze zlepia kolejne zdania i przenosi różnorakie emocje na kartki papieru. Osobiście jest to dla mnie jeden z największych plusów tej książki. Podobało mi się również zaangażowanie autorów w jej promocję. Niemal codziennie, przeglądając Twittera, trafiałem na zdjęcia obu panów podróżujących po kraju, spotykających się z czytelnikami, odpowiadających na pojedyncze wpisy osób, które były już po lekturze i pragnęły „wydać wyrok”. Choć w większości były to zdania pochlebne.

Spore brawa należą się również krakowskiemu SQN. Po pierwsze: wydanie w twardej oprawie – minimalistyczne, a zarazem eleganckie – na pewno zdobi nie jedną domową biblioteczkę i zachęca do zakupu.

Wersja limitowana: "On Strejlau" źródło: labotiga.pl

Wersja limitowana: „On Strejlau” źródło: labotiga.pl

Po drugie: wertując kolejne strony natrafiamy na dziesiątki zdjęć, przedstawiających trenera Strejlaua w różnych życiowych sytuacjach. Fotografie niejako dopełniają treść. Żeby nie było kolorowo, albo (o zgrozo!) żeby ktoś nie zarzucił mi, że to artykuł sponsorowany, czas na minusy. Szybko dodam, że niewielkie.

Książka choć ma około czterystu stron jest zdecydowanie ZA KRÓTKA! Jej przeczytanie lub jak kto woli pochłonięcie nie zajmuje wiele czasu. Tyle, że za to zjawisko odpowiada też bogata treść i w ten sposób koło się zamyka. Wierzę, że obaj panowie zdecydują się na jej kontynuację i wspomniane czterysta stron to po prostu fundament wylany pod drugi tom.  🙂 

Spotkałem się również z opiniami, że w „On, Strejlau” można było nieco bardziej pociągnąć wątek konfliktu pana Andrzeja z Jackiem Gmochem. I tak, i nie. Jak wiadomo kontrowersje, kłótnie dobrze się sprzedają, ale trener Strejlau to inteligentny dżentelmen, który osobistymi wywodami nie chciał spalić wszystkich mostów.

Reasumując. Jedna z najgłośniejszych książek 2018 roku jest warta przeczytania. To opowieść nie tylko sportowa. To historia życia trenera, który ze swoim kumplem skradną twój czas, a ty nawet tego nie odczujesz. Lekka, przyjemna, niekiedy ironiczna, innym razem poważna. „On, Strejlau” to książka, która była jedną z najlepszych, jakie przeczytałem w 2018 roku. Nie dziwi minie, że jest jednym z faworytów w plebiscycie na polską, Sportową Książkę Roku. Choć dla mnie osobiście – nie jedynym.


 

Tytuł: On, Strejlau

Autor: Jerzy Chromik

Wydawnictwo: SQN

Liczba stron: 406

Ocena: 9,5/10

Tomek Sowa

Tomek Sowa

autor

Ciągle jeszcze młody, 30–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny
i ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.

Podziel się: