Nie figuruje w oficjalnych raportach z wynikami. „Pigeon shooting” – czyli strzelanie do gołębi – być może jest wizerunkową rysą MKOL-u. No bo jakże inaczej wytłumaczyć zmagania sportowe, w których żywą tarczą są ptaki…

 

Organizatorzy Igrzysk Olimpijskich z 1900 roku, do spółki z MKOL-em, zaserwowali kibicom nie lada widowisko. Otóż zebrali kilkunastu mężczyzn, ponoć arystokratów. Grupa licząca 54 śmiałków, w dniach
25-27 czerwca 1900 roku, stanęła do boju o złoty medal olimpijski w strzelaniu do gołębi. Zasady były proste: uczestnik uzbrojony w strzelbę ustawiał się 27 metrów przed klatką, w której gruchały niczego nieświadome ptaki. Kilka głębokich wdechów i trach! Wyfrunęły! Strzelec musiał zestrzelić jak najwięcej zwierząt. Nie liczył się czas, a celność. Drugie pudło automatycznie eliminowało startującego. Proste? No niby tak.

Zwycięzcą zmagań okazał się Leon de Lunden z Belgii. Udało mu się trafić (czytaj zabić) 21 gołębi. Drugi był reprezentant gospodarzy – Maurice Faure (20 trafień), a trzeci Donald MacIntosh z Australii. Nowy mistrz zgarnął też nagrodę pieniężną w wysokości 20 tysięcy franków. Jak przystało na człowieka „z dobrego domu” podzielił się z konkurentami. Czterech najwyżej sklasyfikowanych otrzymało tym samym po 5 tysięcy franków. Warto też wspomnieć, że w czasie rywalizacji skutecznie strzelano do 300 ptaków.

Był to jeden, jedyny raz, kiedy rozegrano tę konkurencję. Włodarze MKOL dość szybko odcięli się od tego wydarzenia i nie wpisuje belgijskiego tryumfatora w poczet medalistów olimpijskich.


 

Podziel się: