historiasportu.info

Jan Banaś i Krok, który zmienił karierę

Podziel się:

Idolów miał kilku. Był wśród nich genialny brazylijski drybler Garrincha. Był też Gerard Cieślik. I George Best, do którego często go porównywano. Choć, jak sam przyznawał, że nie pił w przeciwieństwie do Irlandczyka z północy. Za to podobnie jak on futbolówką operować potrafił wybornie. Życiorys Jana Banasia doczekał się filmowej ekranizacji. Bo nie był szablonowy.

Na świat przyszedł w Berlinie, 29 marca 1943, jako Heinz-Dieter Banas, będąc synem Polki i Niemca. Rodzice rozstali się, a mama z Janem po zakończeniu II wojny światowej wrócili na Górny Śląsk. Słuch o ojcu zaginął na długie lata…

Futbolową karierę zaczynał w AKS-ie Mikołów. Później był Zryw Chorzów, w którym Banaś prezentował się na tyle dobrze, że powołano go do juniorskiej reprezentacji kraju. Zdolnego, przebojowego młodzieńca ściągnęli do siebie działacze Polonii Bytom, wówczas czołowej drużyny w kraju. Ruch ten był strzałem w dziesiątkę. Już po debiucie nad kunsztem Jana rozpływali się redaktorzy.

„Dawno nie byliśmy świadkami tak udanego debiutu! Z dużą przyjemnością i prawdziwą satysfakcją patrzyliśmy wczoraj na grę młodziutkiego Banasia, który pięknie wprowadził się do zespołu Polonii Bytom. Jest to młodzieniec bardzo piłkarsko utalentowany, o znacznym już zaawansowaniu technicznym, poprawnej grze pozycyjnej i — co bardzo ważne — dobrym strzale. To Banaś właśnie strzelił wczoraj Lechii Gdańsk pierwszą bramkę — pięknym strzałem z 20 metrów w samo „okienko” – pisał we wrześniu 1962 sprawozdawca „Trybuny Robotniczej”.

Jak i dlaczego Jan Banaś wyjechał?

Dwa lata później, w meczu z Czechosłowacją (2:1) pierwszy raz zagrał z orzełkiem na piersi. Licznik reprezentacyjnych występów zatrzymał się na 31 grach. Mogło być ich więcej, ale w czerwcu 1966 roku – po meczu Pucharu Intertoto, w którym Polonia podejmowała IFK Norrköping – zdecydował się nie wracać do kraju. Namówiony przez ojca, który odezwał się po wielu latach, wyjechał do RFN. Intencje taty nie były jednak szczere. Po wielu latach piłkarz przyzna, że był to ten „jeden nierozważny krok”.

„Jechaliśmy do Szwecji i ani ja, ani Konrad (Bajger, przyjaciel – przyp. aut.) nie przypuszczaliśmy, że nie wrócimy do kraju. Zawierucha wojenna spowodowała, że ojciec poszedł do wojska, zaś mama została sama. Urodziłem się w Berlinie, bo mama pojechała do siostry swojego męża. Z ojcem nie miałem kontaktu od swojego narodzenia, zaś mama prze lata była przekonana, że zginął na wojnie. Aż tu nagle ni stąd, ni zowąd zjawia się mężczyzna i przedstawia się: „Paweł Banaś, jestem twoim ojcem”. Zaczął opowiadać o karierze piłkarskiej, jaka mnie czeka w Niemczech. Niewiele się zastanawiałem i wraz z Konradem postanowiliśmy spróbować swoich sił na Zachodzie. Trenowaliśmy w II-ligowym niemieckim klubie Hoff, a ja jednocześnie pracowałem w miejscowym domu towarowym. Rychło okazało się, że mój ojciec wcale nie był zainteresowany mną jako synem, ale traktował mnie jak towar, na którym mógłby co nieco zarobić. Po kilku miesiącach za sprawą właściciela domu towarowego wylądowałem w FC Koeln. Nie mogłem podpisać kontraktu, wszak zostałem przez światową federację zdyskwalifikowany na dwa lata. Przekonałem się, że nie mam żadnych szans na grę i wówczas postanowiłem wrócić” – opowiadał w 2000 rok w „Kibicu”.

Do Polski bał się wracać, bo za ucieczkę do państw zachodnich groziła nawet odsiadka. Mocno pomógł mu prezes Polonii, Otto Solewski, a wychowawczo rozmawiał z nim ówczesny wojewoda śląski, gen. Ziętek. Cały występek wpisano na poczet młodzieńczego nierozsądku i Jan Banaś mógł dalej biegać po murawach. Przecież takiego zawodnika, z takimi umiejętnościami zwyczajnie szkoda było się pozbyć…

Stracone turnieje

Trafił do Górnika Zabrze, tego z najlepszych lat. Zdobywał mistrzostwa, krajowe puchary. Strzelał bramki w pamiętnej kampanii Pucharu Zdobywców Pucharów (1969/1970), w której zabrzańska drużyna zameldowała się w finale. Wrócił też do reprezentacji, w której najpierw trenerem był Ryszard Koncewicz, a później Kazimierz Górski. Banaś był pierwszym wyborem na pozycji napastnika dla obu selekcjonerów. Ale w 1972 i w 1974 roku nie wyjechał jednak z kadrą na najważniejsze turnieje.

Ponoć przed igrzyskami olimpijskimi w Monachium miał już uszyty garnitur. Na mundialu, dwa lata później, patrzył jak Grzegorz Lato – jego kolega z reprezentacji i konkurent do gry w ataku, którego „sadzał” na ławce – zdobywa tytuł króla strzelców mistrzostw. On do RFN nie pojechał. Kto wie, może władze państwowe bały się, że historia zatoczy koło i znów zostanie za Odrą? Paradoks polegał na tym, że na mecze wyjazdowe z niemieckim zespołami Jan Banaś zgodę otrzymywał…

Nie zmienia to faktu, że pomiędzy igrzyskami i mundialem w kadrze grał. Biegał po boisku w pamiętnym i wygranym boju z Anglią (2:0) w Chorzowie, w 1973 roku. Do dziś wielu uważa, że to on, a nie Robert Gadocha, jako pierwszy trafił do siatki Synów Albionu. W „Kibicu” tak o tym mówił:

„Gdy Robert przygotowywał się do dośrodkowania, ja przepychałem się pod bramką z Bobby Moorem. Piłka odbiła się od mojej nogi i wylądowała pod poprzeczką”.

Rok po mistrzostwach odszedł z Górnika Zabrze. Przez kolejnych 15 lat grał w zagranicznych klubach. Tam pewnie też zachwycał widzów technicznymi sztuczkami, pięknymi golami i rajdami. Czy był piłkarzem spełnionym?

W wywiadzie „Polski Best” bez medalu. „Nic już się nie da zmienić…” dla TVP Sport, udzielonemu Radosławowi Przybyszowi, czytamy:

„– Na ile jest pan zadowolony z kariery?

– Zawsze mogłoby być lepiej. Zwłaszcza w przypadku, gdzie te zawirowania były duże. Przez ojca uciekły mi dwie imprezy najważniejsze dla sportowca. Tego mi jest żal. Ale co zrobić, taki los”.

Źródła:

  1. https://sport.tvp.pl/29727342/jan-banas-czyli-polski-best-wywiad-z-legenda-gornika-zabrze (dostęp: 29.03.2024)
  2. Świetny debiut Banasia, „Trybuna Robotnicza”, nr 215/1962, s. 6.
  3. W. Sowiński, Jeden nierozważny krok, w „Kibic”, 17-18 czerwca 2000.
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

Young Griffo

Young Griffo – uzależniony fenomen

Podziel się:

W ringu był nieuchwytny. Szybki, przewidujący ruchy przeciwnika Young Griffo zyskał miano specjalisty od defensywy. W życiu prywatnym nie potrafił sobie poradzić z najsilniejszym przeciwnikiem. Z alkoholem…

Podziel się:
Czytaj więcej

Podcast „Historia Sportu” wystartował!

Podziel się:

Stało się! Po kilku tygodniach od zapowiedzi, wystartował podcast poświęcony historii sportu. W kolejnych odcinkach będziemy starali się przybliżyć słuchaczom legendy, imprezy, wydarzenia, a także stworzyć sportowo-historyczne reportaże.

Podziel się:
Czytaj więcej
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top