historiasportu.info

Pierwsza zadra. 29 listopada 2003 r. Thomas Morgenstern upadł w Kuusamo

Thomas Morgernstern
Podziel się:

Młody wilk z Austrii był nadzieją swoich rodaków. Ten 2003 rok był czasem jego sportowego objawienia. Ale i pierwszego fatalnego upadku, który co jakiś czas wracał. 20 lat temu, 29 listopada 2003 roku, w fińskim Kuusamo Thomas Morgenstern sunął niczym kukła po zeskoku…

Skoki narciarskie wymagają odwagi. U młodych zawodników jest jej pewnie więcej, ale i czas i popełnione błędy rodzą pewien racjonalizm. Dają też doświadczenie. Ponoć niezbędne w sporcie. Bywają i takie sytuacje, które na stałe torują ścieżki kariery. Takie, których zawodnicy długo nie potrafią strawić we własnych głowach.

„Młody wilk”

Pierwszy weekend Pucharu Świata 2003/2004 gościł w fińskim Kuusamo. Poważne skakanie zaplanowano już na czwartek, 27 listopada, ale karty rozdał wiatr. Kwalifikacje więc przesunięto. O jeden dzień. Decyzja była słuszna, bo w piątek aura była lepsza.

Rywalizacja rozpoczęła się rano. Świetnie dysponowani byli Austriacy. Kwalifikacje wygrał Andreas Widhoelz. Trzeci był jego młody i bardzo zdolny rodak, Thomas Morgenstern. Przedzielił ich Norweg Siggurd Pettersen. Czwarte miejsce przypadło Adamowi Małyszowi.

W konkursie jednak Widhoelz i Morgenstern nie lądowali już tak daleko. Za to do walki przystąpiła koalicja skandynawska. Finowie i Norwegowie dominowali w pierwszej serii. Rękawicę podął tylko Polak, który w drugiej odsłonie przypuścił skuteczny atak na podium. Skończył na drugim miejscu. Wygrał Fin, Matti Hautamäki. „Morgi” zajął dziewiątą pozycję.

„Małyszomania” jest zjawiskiem, za którym stoi jeden człowiek – Adam Małysz fot. domena publiczna

29 listopada 2003 roku kibice mieli obejrzeć drugą odsłonę. To był szczyt „Małyszomanii”. Polacy żywo interesowali się zawodami. Prorokowano, że wiślanin postara się o czwartą Kryształową Kulę. Kibice znali jego rywali. Wiedzieli, że w austriackim zespole pojawił się młodzian, który latem dał dowód wielkiego talentu. „Morgi” był przyszłością skoków.

Nawet Małysz, w jednym z wywiadów mówił:

Patrząc na najgroźniejszych konkurentów, niewiele się chyba zmieni w porównaniu do poprzedniego sezonu. Groźni będą Austriacy, którzy mają nie tylko całą grupę doświadczonych zawodników, ale i młodego wilka, Thomasa Morgensterna„.

I w sobotę, 29 listopada 2003 roku, po kolejnym konkursie miliony kibicowski par oczu skupiły uwagę na Austriaka. Nie o takie zainteresowanie pewnie mu chodziło…

Czytaj też: Adam i Jens. Jak Małysz wskoczył do czołówki

Wiatr i błędy

Thomas Morgernstern miał wtedy siedemnaście lat. Urodzony 30 października 1986 roku w Spittal an der Drau, przygodę z Pucharem Świata rozpoczął rok wcześniej. Debiut miał udany. Dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni, a później pucharowa wygrana w Libercu sprawiły, że o młokosie zrobiło się głośno. Do tego wyśmienicie zaprezentował się latem. Słowa Adama Małysza o „młodym wilku” nie były zatem przesadzone.

Dogrywka w Kuusamo nie rozpoczęła się po myśli organizatorów. Hulał mocny wiatr. Przerwy pomiędzy próbami skoczków były długie. W końcu podjęto decyzję, że do pierwszej konkursowej serii dopuszczeni zostaną wszyscy, którzy zgłosili się do kwalifikacji. A było ich 74.

Wiatr nie odpuszczał.  Podmuchy sięgały momentami 8 m/s. Sędziowskie radio było rozgrzane do czerwoności, lecz nikt nie odważył się przerwać zawodów. Planowano „przepchnąć” tę jedną serię. Pierwsze ostrzeżenie przyszło po próbie Andreasa Koflera, notabene Austriaka, który spadł na zeskok, otrzymując wietrzny cios.

Nie rozumiem dlaczego działacze Międzynarodowej Federacji Narciarskiej uparli się, żeby kontynuować rywalizację. Dla mnie było jasne, że to niemożliwe” – grzmiał już po feralnym skoku. Nie tylko on nie rozumiał.

Thomas Morgernstern fot. Piotr Drabik/CC BY-SA 2.0
Thomas Morgenstern fot. Piotr Drabik/CC BY-SA 2.0

Na belce usiadł jego kompan z reprezentacji. Ubrany na pomarańczowo „Morgi” odepchnął się pewnie. Był w formie i chciał to udowodnić. Do progu dojechał bez kłopotów. Potem odbicie… Już w pierwszym momencie lotu Austriak został trafiony silnym podmuchem. Stracił kontrolę nad nartami, których szpice powędrowały daleko do tyłu, za jego głowę. Następnie, jeszcze w powietrzu, skoczek przekoziołkował i z wielkim impetem uderzył plecami o twardy zeskok. Odbił się jeszcze, a potem bezwładnie sunął w dół. Komentujący w telewizyjnym studio Włodzimierz Szaranowicz, jakby w szoku, powiedział tylko: „O Jezu!”. Potem przeprosił za reakcję. Ale podobne okrzyki wzniósł nie on jeden…

Thomasowi natychmiast udzielono pierwszej pomocy. Potem karetką odwieziono do szpitala. W tym samym czasie przy skoczni zebrało się jury, które podjęło decyzję, że konkurs jednak zostaje odwołany. Dopiero teraz.

Jeśli warunki pozwolą, to zawody miały zostać przeprowadzone dzień później. Decyzja ta spotkała się z akceptacją trenerów i zawodników, ale wielu z nich mówiło, że podjęto ją zbyt późno. Ba, Apoloniusz Tajner i Piotr Fijas, jeszcze w trakcie konkursu zastanawiali się, czy przy takich podmuchach w ogóle dopuścić Małysza do skakania.

Czytaj też: Stanisław Marusarz – najważniejsze skoki w karierze „Dziadka”

Cud i zadra

Wszystko minie boli i na całym ciele mam siniaki. Dzięki Bogu nic więcej się nie stało. Nie wydaje mi się, żeby wypadek zdarzył się z mojej winy. Po prostu wybiło mi nartę i nie miałem żadnych szans na wybrnięcie z opałów” – mówił Thomas Morgenstern po wypadku.

Szans nie miał. Pisano o cudzie. Cęgi zbierał Walter Hofer, dyrektor Pucharu Świata, któremu zarzucano, że ryzykował zdrowie, ba, nawet życie skoczków. On ataki odpierał, mówiąc, że decyzji nie podejmował jednoosobowo. Przecież jury składało się z pięciu osób…

Próbę „Morgiego” analizowano pewnie setki razy. Pojawiały się głosy, jak choćby ten Hannu Lepistoe, że skoczek popełnił błąd, zbyt szybko kładąc się na narty. Tyle że kiedy wybił się z progu, to wiatr wiał z prędkością prawie 5 m/s. Choć tak uznanemu szkoleniowcowi wierzyć trzeba.

Niedzielny konkurs faktycznie udało się rozegrać. Z samego rana skoczkowie usiedli na belce. Ale tylko po razie. Drugiej serii nie rozegrano, bo wciąż wiało. Tamten powtórzony konkurs wygrał Sigurd Pettersen z Norwegii. Adam był drugi i po Kuusamo założył żółtą koszulkę lidera Pucharu Świata.

Po upadku Thomas Morgernstern trafił do szpitala z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. Oprócz tego złamał palec u ręki. Doszedł do siebie. Przynajmniej fizycznie. Bo tamten wypadek był pierwszą zadrą w umyśle Austriaka. Kilka lat później w autobiografii „Moja walka o każdy metr” wrócił do tamtych chwil:

Chciałem powtórzyć wynik z treningu i idealnie wykończyć ten skok (…). Wszystko wydawało się idealne – pozycja dojazdowa, wybicie, przejście w fazę lotu – i zapowiadało triumf, do momentu gdy nagle w powietrzu obydwie narty uderzyły w moje ciało. Przekoziołkowałem do przodu i zobaczyłem, że prawa narta się wypina(…). Wylądowałem na plecach. Przekręciło mnie tak, że usiadłem i zjeżdżałem po lodowatych rowkach, które zostawili przygotowujący zeskok ludzie (…). Poczułem, ze nie jestem już w stanie wytrzymać bólu. Wtedy padłem na plecy, ślizgając się jeszcze głową w dół. Wzrok utkwił w martwym punkcie (…). Od tego upadku podświadomie stałem się ostrożniejszy. Przede wszystkim jeśli chodzi o wiatr. Wspomnienie blokuje”.

Wspomnienia wróciły w sezonie olimpijskim 2013/2014. „Morgi” zaliczył dwa upadki, w tym ten przerażający, z 10 stycznia 2014 roku, na mamucie w Kulm. Po nim walczył o życie. Wrócił jeszcze na igrzyska olimpijskie, by pomóc kolegom z kadry w wywalczeniu srebrnego medalu. Zadry i wspomnienia nie pozwoliły mu jednak kontynuować wybitnej kariery. 26 września 2014 roku usiadł przed dziennikarzami, by ogłosić zakończenie kariery.

Serwis skijumping.pl przytoczył potem jego słowa z pożegnalnego spotkania:

Pewność siebie po tych dwóch upadkach już nie powróciła. Nie mogę dalej skakać, gdy siedzę na belce startowej z obawami. Dziękuję mojej rodzinie oraz trenerom za wsparcie podczas wielu lat mojej kariery. Mój głos wewnętrzny podpowiada mi, że czas zakończyć karierę„.

Thomas Morgenstern miał wtedy 27 lat. Czy świat u stóp? Tak, bo na skoczniach wygrał naprawdę wiele…

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

Janusz Kierzkowski

Janusz Kierzkowski – torowa ledenda

Podziel się:

Wokół jego startu na igrzyskach olimpijskich w 1968 roku działo się tak wiele, że swoimi „przygodami” mógłby obdzielić kilku innych kolarzy. Najważniejszym jest fakt, że zdobył medal – brązowy na 1000

Podziel się:
Czytaj więcej
Dan Jansen fot. https://www.facebook.com/danjansenfoundation

Dan Jansen: braterska obietnica

Podziel się:

Rok 1994. Lillehammer. Dan Jansen, amerykański panczenista, staje na najwyższym stopniu olimpijskiego podium. Ze wzruszeniem słucha kolejnych nut hymnu. A potem spogląda w niebo i oddaje salut. Gest ten jest

Podziel się:
Czytaj więcej
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top