www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

Sport i morderstwa: Leslie Hylton źródło: https://alchetron.com/
Ciekawostki Historie

Sport i morderstwa: zazdrość, zemsta, pieniądze

Sport i morderstwa to temat rzeka. Do najsłynniejszych przypadków należą sprawy Oscara Pistoriusa, O.J Simpsona czy Bruno Fernandesa de Sousy. Dziś przedstawiam wam trzy, mniej znane historie, w których sportowcy byli zabójcami lub ofiarami. Będzie o zazdrosnym krykieciście, bokserze, na którym postanowili zemścić się mafiosi i tenisiście, który w pogoni za pieniędzmi postanowił zabić.



Sport i morderstwa: Leslie Hylton – zazdrosny mąż

Przed II wojną światową Leslie Hylton był cenionym krykiecistą. W latach 1935-1939 zagrał w sześciu meczach testowych, w których zdobył kilka bramek. Z reprezentacją Indii Zachodnich wyjechał też na tournée do Anglii. Ale jego sportowe dokonania przyćmiła zbrodnia: w 1954 roku Leslie zamordował swoją żonę. Zrobił to z zazdrości.

Hylton urodził się w biednej rodzinie, w Kingston na Jamajce, 29 marca 1905 roku. Jego dzieciństwo nie było szczęśliwe, ponieważ chłopak nigdy nie poznał swojego ojca, a jego matka zmarła, gdy miał trzy lata. Wychowaniem młodszego brata zajęła się siostra, ale i ona zmarła. Miała wówczas w 13 lat. Sytuacja w jakiej znalazł się Leslie zmusiła go do porzucenia nauki i podjęcia pracy jako pomocnik w zakładzie krawieckim. Swoje obowiązki wykonywał starannie i sumiennie, co zaowocowało angażem w dokach.

W latach dwudziestych odkrył krykiet. Dyscyplina ta totalnie go pochłonęła. Pozwalała też zapomnieć o otaczającej go, trudnej rzeczywistości. Był zdolnym graczem i z każdym meczem budował swoją reputację. W 1926 roku dostał się do reprezentacji, w której występował do 1939 roku. Po wspomnianym na początku, angielskim tournée postanowił zakończyć karierę.

 

Sport i morderstwa: Leslie Hylton źródło: https://alchetron.com/
Leslie Hylton źródło: https://alchetron.com/

Krykiet pozwolił mu wybić się z nizin społecznych i – być może – to dzięki niemu poznał miłość swojego życia: nazywała się Lurline Rose i była córką inspektora policji. Zakochani pobrali się w 1942 roku, choć rodzina dziewczyny była przeciwna temu małżeństwu. Dla państwa Rose, ich zięć zawsze był biedakiem i sierotą. Ani krykiet, ani związany z nim rozgłos tego nie zmieniały.

W 1947 roku para doczekała się syna, którego – przynajmniej na początku – wychowywała wspólnie. Lurline była jednak bardzo ambitna. Marzyła o pracy jako projektantka mody. Mąż postanowił jej pomóc i lwią część obowiązków rodzicielskich wziął „na siebie”, dzięki czemu kobieta w pełni mogła poświęcić się karierze. Ta sielanka trwała do 1954 roku.

Do drzwi zapukał listonosz, który przekazał mężczyźnie list. Po otwarciu koperty i przeczytaniu jego treści Leslie Hylton był szoku. Anonimowy autor w kilku zdaniach donosił, że jego ukochana, która niebywale często podróżowała do Nowego Jorku, ma romans z niejakim Royem Francisem – znanym w całym mieście złodziejaszkiem i bawidamkiem. Mężczyzna natychmiast wysłał telegram do żony, żądając od niej natychmiastowego powrotu do domu. Kobieta wróciła 2 maja 1954 roku.

Gdy tylko przekroczyła próg drzwi, w domu wybuchła kłótnia. Oskarżana kobieta wszystkiemu zaprzeczała, ale nie trudno się domyślić, że kłamała. Od tamtej chwili były krykiecista stał się bardzo podejrzliwy. Inwigilował małżonkę, śledził co, gdzie i z kim robi. Trzy dni po awanturze otrzymał informację od ogrodnika, który pracował u jego teściów, że ten miał wysłać list do Nowego Jorku. O przysługę prosiła Lurline. To była iskra, która zapoczątkowała wybuch.

Kipiący ze złości Leslie ruszył do najbliższego urzędu pocztowego. Niemal natychmiast po otwarciu drzwi krzyknął w kierunku urzędnika, by ten wydał list. Było za późno. Korespondencja wyruszyła do adresata.

Mężczyzna wrócił do domu i podstępem – powiedział żonie, że czytał, co napisała kochankowi – zmusił żonę do przyznania się do zdrady. W trakcie dalszej wymiany zdań Lurline miała wypowiedzieć słowa, które wyprowadziły jej męża z równowagi, przynajmniej tak zeznał w późniejszym procesie:

„Ty bydlaku! Po tych wszystkich latach, w których marnowałem z tobą swoje życie, teraz, gdy znalazłem mężczyznę, którego naprawdę kocham; nie możesz stanąć mi na drodze. On dał mi radość, jakiej nigdy z tobą nie zaznałam. Chcę urodzić jego dzieci.”

Nikt poza nim ich nie słyszał.

Hylton sięgnął po broń. Oddał siedem strzałów. Kobieta padła na podłogę. Zmarła natychmiast. Po wszystkim krykiecista sam zadzwonił na policję.

W tym samym dniu został aresztowany, a kilka tygodni później rozpoczął się jego proces. Obrona próbowała przekonać ławę przysięgłych, że Leslie działał w afekcie. Na jego niekorzyść przemawiał jednak pewien istotny fakt: w ciele ofiary znaleziono siedem kul, a narzędziem zbrodni był sześciostrzałowy pistolet. Morderca musiał więc przeładować broń, by oddać ten ostatni strzał. To było już umyślnym działaniem. Sąd nie okazał łaski: Hylton został skazany na śmierć przez powieszenie. Nie pomogły apelacje. Wyrok wykonano 17 maja 1955 roku.


 

Sport i morderstwa: Siergiej Koboziew i zemsta

 

Kolejna przykra, kryminalno-sportowa historia. Warta jednak przeczytania. Ściera się w niej świat sportu i mafii. To historia świetnego pięściarza, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Być może wiecie, jak to jest. Sobota, klub, taniec, nadmiar alkoholu, dwuznaczna sytuacja podsycona krewkim charakterem i awantura murowana. Siergiej Koboziew stał jednak po drugiej stronie barykady. On takim sytuacjom miał zapobiegać. Niestety ludzie, na których trafił poczuli się poniżeni jego – bądź co bądź – właściwym zachowaniem. Gdy tylko nadeszła okazja postanowili się zmieścić.

Zacznijmy jednak od tego, kim w ogóle był Koboziew. Urodził się w 1964 roku w nadwołżańskiej  Kostromie. Od najmłodszych lat trenował boks – dyscyplinę, którą kochał. Jego niezwykły talent szybko został dostrzeżony. Trafił do reprezentacji ZSRR, a wraz z nią na igrzyska olimpijskie w Seulu, w roku 1988. W Korei Południowej nie wszystko ułożyło się tak, jak to sobie zakładał. Nie zdobył medalu olimpijskiego. Porażka ta podziałała na niego motywująco: Siergiej trenował jeszcze intensywniej. W końcu, po wyemigrowaniu do USA, trafił do świata zawodowców.

Siergiej Koboziew źródło: https://boxrec.com/
Siergiej Koboziew źródło: https://boxrec.com/

Zadebiutował 31 marca 1990 nokautując w szóstej rundzie Andrieja Korotajewa. 17 lutego 1991 w swojej szóstej walce zdobył mistrzostwo Związku Radzieckiego w wadze junior ciężkiej, nokautując w siódmej rundzie Aleksandra Mitrofanowa. Po serii dwunastu zwycięstw 12 sierpnia 1993 zmierzył się z niepokonanym wówczas (przyszłym mistrzem świata wagi ciężkiej) Johnem Ruizem. Wygrywał decyzją sędziów. Jego zwycięski marsz zatrzymał dopiero, w dość kontrowersyjnych okolicznościach, Argentyńczyk  Marcelo Fabián Domínguez, a stawką tamtego pojedynku było tymczasowe mistrzostwo świata organizacji WBC. Tym samym Koboziew doznał pierwszej w karierze porażki. Nie zmienia to jednak faktu, że w opiniach ekspertów kreowany był na przyszłego championa.

Po tamtej walce, mieszkający w USA pięściarz, wrócił do codziennej rutyny. Popołudniami trenował lub  spotykał się ze znajomymi. Wieczorami dorabiał sobie jako bramkarz w „Paradise”, jednym z klubów na Brooklynie. Dwa tygodnie po rzeczonej porażce wyruszył do pracy. Noc zapowiadała się spokojnie, a goście bawili się w najlepsze. W pewnym momencie do lokalu weszło kilku mężczyzn. Od początku zachowywali się wulgarnie i agresywnie. Siergiej nie spuszczał z nich wzroku. Intuicja podpowiadała mu, że ci goście przyniosą kłopoty. Nie mylił się. W klubie wywiązała się bójka. Koboziew ruszył w stronę jej prowodyrów. Trenował  boks, był sprawny i silny, więc bez problemu sobie z nimi poradził. Kilka sekund później jeden z nich – Aleksander Nosow – wąchał bruk przed wejściem do klubu. Sytuacja wydawała się wyjaśniona.

Nosow był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej o nazwie „Brygada”. Bardzo dobrze zapamiętał ochroniarza, który wyrzucił go z lokalu. Urażona duma gangstera nakazywała mu wziąć odwet. W myśl zasady „ta zniewaga krwi wymaga”, Aleksander zlecił swoim kompanom uważne monitorowanie okolicy. Wiedział, że Siergiej mieszka niedaleko. Kilka dni po zajściu odebrał wiadomość od niejakiego Natana Gozmana, który twierdził, że Koboziew właśnie znajduje się w warsztacie samochodowym i chce naprawić swojego Chevroleta. Miał rację.

Nosow zabrał ze sobą Wasilija Jermichina i obaj ruszyli pod wskazany adres. Po dotarciu na miejsce doszło do szamotaniny. Dwóch pomocników spacyfikowało boksera, a urażony Aleksander wyciągnął broń, wymierzył w Siergieja i pociągnął za spust. Ten padł na ziemię. Agresorzy zorientowali się jednak, że wciąż żyje. Postanowili wrzucić go do samochodu i przewieźć do domu Aleksandra Spitczenki. Tam, zabijając pięściarza, zwieńczyli swoje dzieło. Zwłoki Siergieja Koboziewa zakopali w ogrodzie.

Znajomi pięściarza rozpoczęli jego poszukiwania. Nie mieli jednak żadnego punktu zaczepienia. Kilku z nich uznało nawet, że „Russian Bear”, nie mogąc pogodzić się z pierwszą w karierze porażką, opuścił miasto na dłużej. Być może potrzebował chwili spokoju, która miała pomóc mu w pozbieraniu myśli.

Ostatni raz 31-letni bokser był widziany 8 listopada 1995 roku, kiedy jechał do warsztatu samochodowego, aby naprawić Chevroleta Blazera. Miał na sobie brązową skórzaną kurtkę, szary sweter, dżinsy i czarne skórzane buty. Mieszkał na Brooklynie z imigrantką Eleną Cherskikh. Wieczorem tego samego dnia Cherskikh zgłosiła boksera policji. Czas jednak mijał, a Siergiej z nikim się nie kontaktował. Wielki talent przepadł. Z czasem gasły też nadzieje na jego odnalezienie.

O przeszukaniu posiadłości pisały gazety.
O przeszukaniu posiadłości pisały gazety. źródło: newspapers.com

W 1999 roku, FBI przeprowadziło, zakrojoną na szeroką skalę, akcję wymierzoną w rosyjskich mafiosów. Do wielu domów i mieszkań wkroczyli zamaskowani funkcjonariusze. Zatrzymano wiele „grubych ryb”. Między innymi znalazł się Spitczenko, który postanowił współpracować z agentami. Służby szukając dowodów przestępstw postanowiły przekopać jego posiadłość. W trakcie prac natknęli się na ludzkie kości. Okazało się, że były to szczątki poszukiwanego od czterech lat boksera. Utalentowanego, kreowanego na nowego mistrza świata – Siergieja Koboziewa.

W trakcie przesłuchań wyszło na jaw się kto, jak, kiedy i dlaczego zabił. Historia ta zakończyła się jednak dopiero w 2005 roku, kiedy to na terytorium naszego kraju zatrzymano ostatniego kilera, tego który spotkał boksera w samochodowym warsztacie – Natana Gozmana. Wszyscy zostali osądzeni i skazani.


 

Sport i morderstwa: Vere St Leger Goold i ciało w walizce

Ostatnia historia będzie o tenisowych sukcesach, miłości (znów!), pieniądzach (i ich braku), kasynach i zabójstwie. Barwne bowiem życie wiódł jej bohater, Irlandczyk Vere St Leger Goold, do którego jak ulał pasuje określenie: od milionera do zera.

Goold urodził się w 1853 roku w Clonmel. Nie można o nim powiedzieć, że miał ciężkie dzieciństwo. Pochodził bowiem z arystokratycznej rodziny. Indywidualne nauczanie, najlepsze ciuchy, kumple z elit – tak przez lata wyglądała jego codzienność. Rodzice, którzy mocno dbali o syna, wysłali go nawet na lekcje tenisa ziemnego do Fitzwilliam Club w Dublinie. Sport ten uchodził wówczas za elitarny, toteż cieszył się popularnością wśród znajomych państwa Goold. Jakże dumni musieli być, gdy St Leger z łatwością lał swoich rywali.

W 1879 roku zwyciężył w pierwszych międzynarodowych mistrzostwach Irlandii, zorganizowanych przez jego klub. W całym turnieju nie stracił seta, w finale pokonując rodaka C. D. Barry’ego. Był również finalistą trzeciej edycji Wimbledonu. W 1880 roku nie udało mu się obronić  wywalczonego dwanaście miesięcy wcześniej tytułu. Po tamtym meczu postanowił zakończyć karierę singlisty. Przez trzy lata próbował swoich sił w deblu, ale wielkich sukcesów nie odnosił. Na korty już nie wyszedł.

Życie Vere Goolda po 1883 roku kręciło się głównie wokół alkoholowych biesiad. Nie stronił od whisky i mocniejszych używek. Pewnego dnia krewny poprosił go o zapłacenie rachunku w sklepie krawcowym w londyńskiej dzielnicy Bayswater , której właścicielem była Marie Giraudin. Ta francuska dama, choć niezbyt piękna, potrafiła oczarować. Nasz bohater również uległ jej urokowi. Nie był zresztą pierwszy: Marie była wcześniej mężatką. I to dwukrotnie.

Sport i morderstwa: Marie Violet i Vere St Leger Goold
Sport i morderstwa: Marie Violet i Vere St Leger Goold

Zakochana para wzięła ślub i rozpoczęła podróż po świecie. Jej celem były – a jakże – pieniądze. Przecież oni je ubóstwiali! Były tenisista zabrał więc swoją ukochaną do Kanady, gdzie chciał rozkręcić interes. Niestety szanowna małżonka zamiast pomagać pomnażać majątek, trwoniła go bez opamiętania. A i Vere nie był bez winy: częściej niż klientów odwiedzał puby. Taki stan nie mógł trwać wiecznie. Gdy państwo Goold wydali już ostatnią monetę wrócili na Wyspy Brytyjskie. Osiedlili się w Liverpoolu.

Gdy człek stoi wysoko w hierarchii społecznej, to boleśnie ląduje się na niższych szczeblach. Rozrzutne małżeństwo postanowiło więc „odbić się” raz jeszcze. Tym razem istnym eldorado miało stać się Monako i tamtejsze kasyna. Skąd taki pomysł? Marie twierdziła, że wynalazła genialny sposób na wygrywanie. Niestety teorie szybko zderzyły się z rzeczywistością i para znów została bez, choćby złamanego pensa. Z pomocą przyszła im poznana przy stole do gier Szwedka. Pani Liven, bo tak się nazywała, pożyczyła swoim nowym znajomym 40 funtów. Trzeba zaznaczyć, że na początku XX wieku była to suma pokaźna.

Po kilku dniach Liven upomniała się o pieniądze. Gooldowie, rzecz jasna, już dawno je przegrali. Postanowili więc, że pozbędą się pożyczkodawcy. Pod pretekstem zwrotu środków zjawili się w hotelowym pokoju Szwedki. Tam dokonali makabrycznej zbrodni. Po wszystkim porozcinali ciało Liven, włożyli do walizki i pociągiem odjechali z Monako.

Zwłoki ofiary odkryto w pociągu. źródło: wikipedia.org
Zwłoki ofiary odkryto w pociągu. źródło: wikipedia.org

Zbrodnię odkryli urzędnicy kolejowi w Nicei, kiedy St Leger z żoną otwarli bagaż. W sierpniu 1907 roku oboje zostali aresztowani. W trakcie procesu były tenisista usiłował wziąć całą winę na siebie, ale prokurator odrzucił tę możliwość, wskazując, że liczba zadanych ofierze ran kłutych jest zbyt wielka, by zbrodni mogła dokonać jedna osoba. Małżonkowie zostali skazani na dożywocie. St Leger Goold, zesłany do kolonii karnej na Wyspie Diabelskiej, zmarł po rocznym pobycie w tropikalnym klimacie. Marie Violet zmarła w 1914 roku w więzieniu w Montpellier.


źródła:
https://sportstar.thehindu.com/
https://dropinpitch.wordpress.com/
wikipedia.org
http://profboxtr.ru/poleznoe/kobozev-sergey-viktorovich/
http://thetennisspace.com/2012/04/a-murder-in-monte-carlo/
https://timesmachine.nytimes.com/timesmachine/1907/08/18/104993143.pdf

 

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Ciągle jeszcze młody, 31–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
()
x