Polska wysłała do Londynu skromną reprezentację. Bez wielkich nadziei i bez zawodników, którzy mogli osiągnąć dobry wynik. Wróciła z jednym medalem. Czy taki wyjazd miał sens?
Z tego, co zostało
Londyn otrzymał organizację olimpijskich zawodów, choć od zakończenia wojny w Europie minęło niewiele ponad tysiąc dni. Miasto nadal nosiło ślady bombardowań. Wielka Brytania żyła w warunkach reglamentacji, a budowa nowych stadionów czy reprezentacyjnej wioski olimpijskiej nie wchodziła w rachubę.
Zawodników zakwaterowano w szkołach, uczelniach i obozach wojskowych. Mieli przywozić własne ręczniki, niektórzy sami przeszywali stroje. A na medalach nie zawieszono nawet wstążek! Wszystko ze względów oszczędnościowych. Cały budżet igrzysk wyniósł 750 tysięcy funtów, a organizatorom udało się jeszcze osiągnąć niewielki zysk. Były to zarazem pierwsze igrzyska pokazywane w domowej telewizji. Transmisje mogło oglądać około pół miliona mieszkańców Londynu i okolic.
Oficjalnie wystartowało 4104 sportowców, w tym zaledwie 390 kobiet. Przyjechali z 59 krajów, aby rywalizować w 136 konkurencjach. Niemiec i Japonii nie zaproszono. Związku Radzieckiego również zabrakło, bo nie posiadał jeszcze uznanego narodowego komitetu olimpijskiego. Wojna się skończyła, lecz polityka nadal stała tuż przy stadionowej bramie.
Polska jedzie, choć nadziei nie ma
"Gazeta Ludowa" z 30 lipca 1948 roku opublikowała tekst pod znamiennym tytułem: "Tegoroczne szanse naszych olimpijczyków". Nie było w nim nawoływania do szturmu na podium. Była chłodna kalkulacja.
Polska ekipa została ograniczona z powodów finansowych i z powodu słabych wyników osiąganych po wojnie. Gazeta pisała wprost, że po naszych zawodnikach nie należy spodziewać się sukcesów. Zaznaczała jednak, że nawet w przypadku niepowodzenia nie powinno się mieć do nich pretensji: mieli zrobić wszystko, na co było ich stać.
Ostatecznie w zawodach wystartowało 37 Polaków: 7 kobiet i 30 mężczyzn. Chorążym został kulomiot Mieczysław Łomowski. Reprezentowali lekkoatletykę, boks, kajakarstwo i szermierkę. Dla porównania: podczas ostatnich przedwojennych igrzysk w Berlinie Polacy zdobyli sześć medali. Teraz sam wyjazd był już osiągnięciem…
Trzy lata po wojnie kraj nie zdążył podnieść się z ruin. Zniszczono stadiony i sale treningowe. Wielu sportowców i trenerów zginęło. Inni wrócili z frontów, obozów albo przymusowej pracy.
"Do Londynu jedziemy, ponieważ chcemy zadokumentować tam żywotność sportu naszego" — tłumaczył przed wyjazdem jeden z dziennikarzy "Przeglądu Sportowego".
Nie medale były więc celem. Chodziło o pokazanie, że polski sport nadal istnieje. Czysta idea olimpijska – udział!
Ci, których skreślono
Skład reprezentacji wzbudzał jednak kontrowersje. Najgłośniejsza dotyczyła Bogdana Lipskiego, aktualnego mistrza Polski w sprincie. Niedługo po usunięciu go z ekipy przebiegł 200 metrów w 21,8 sekundy, ustanawiając rekord kraju i jako pierwszy Polak schodząc poniżej 22 sekund. Taki wynik dawałby mu realną szansę na olimpijski finał.
Oficjalnie uznano, że ma on zbyt małe szanse. Ale decyzja mogła mieć też podłoże polityczne. Ojciec zawodnika był bowiem przedwojennym oficerem i przeciwnikiem komunizmu, a samego Lipskiego podejrzewano o zamiar pozostania na Zachodzie.
Do Londynu nie wysłano również doświadczonego wioślarza Rogera Vereya. Protestował przeciwko temu kapitan sportowy związku wioślarskiego, przekonując, że Polska dobrowolnie rezygnuje z szansy na medal.
Był to przedsmak nowej rzeczywistości. Sportowiec miał być odtąd oceniany nie tylko według wyników, ale również pochodzenia i politycznej przydatności.
Upał, cylindry i 82 tysiące widzów
W dniu otwarcia stadion Wembley zapełnił się do ostatniego miejsca. "Wieczór" informował o 82 tysiącach widzów, przeładowanych autobusach, zatłoczonych pociągach i niekończącym się szeregu samochodów. Sportowcy czekali na wejście na stadion w wyjątkowym upale.
Król Jerzy VI przyjechał w mundurze admirała. Członkowie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, ubrani w czarne żakiety i cylindry, prażyli się na słońcu. Polskiego przedstawiciela, profesora Jerzego Lotha, korespondent dostrzegł z cygarem w ręku podczas rozmowy z prezesem MKOl Sigfridem Edströmem i szefem komitetu organizacyjnego lordem Burghleyem.
Reprezentacje wychodziły na murawę w kolejności alfabetycznej. Gdy nadeszła Polska, według wysłannika "Wieczoru" na trybunach zerwała się kolejna burza oklasków. Sztandar niósł Łomowski. Za nim szli działacze i sportowcy, wśród nich Jadwiga Wajsówna, Melania Sinoradzka, Franciszek Szymura i Aleksy Antkiewicz. Korespondent z satysfakcją odnotował, że Polacy maszerowali równo i prezentowali się lepiej od niejednej liczniejszej ekipy.
Po przemówieniu Burghleya król ogłosił igrzyska za otwarte. Z klatek wypuszczono wtedy siedem tysięcy gołębi, rozległo się 21 wystrzałów armatnich, a na bieżnię wbiegł student medycyny z Cambridge John Mark. Chwilę później zapłonął olimpijski znicz. Przysięgę w imieniu sportowców złożył brytyjski płotkarz Donald Finlay.
Po dwunastu latach przerwy świat znów miał igrzyska.
Dwa czwarte miejsca
W Polsce nie spodziewano się medali w lekkoatletyce, ale… właśnie na stadionie Polacy byli najbliżej podium.
Jadwiga Wajsówna, srebrna medalistka z Berlina i brązowa z Los Angeles, zajęła czwarte miejsce w rzucie dyskiem. Czwarty był także Mieczysław Łomowski w pchnięciu kulą. Został najlepszym Europejczykiem, osiągając 15,43 metra. Przed ostatnią próbą poprosił stojących w pobliżu Polaków o papierosa. Jak tłumaczył, nie palił przez dziewięć miesięcy, przyrzekając sobie, że zapali dopiero na igrzyskach. Papieros nie przyniósł medalu…
Edward Adamczyk zajął szóste miejsce w dziesięcioboju. Polscy szabliści dotarli do ćwierćfinału turnieju drużynowego, kończąc rywalizację w przedziale miejsc 5–8. Kajakarze wypadli poniżej oczekiwań.
Pozostawali pięściarze.
Prezent dla młodej żony
Aleksy Antkiewicz ożenił się zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem igrzysk. Miał obiecać żonie, że przywiezie jej z Londynu prezent.
W wadze piórkowej pokonał kolejno Leona Traniego z Filipin, Carlosa Garcíę z Peru i Koreańczyka Bung Nan Su. W półfinale przegrał z późniejszym mistrzem Ernestem Formentim. Wówczas nie przyznawano automatycznie dwóch brązowych medali, dlatego Antkiewicz musiał jeszcze walczyć z Argentyńczykiem Francisco Núñezem.
Polak wygrał. 13 sierpnia 1948 roku został pierwszym polskim medalistą olimpijskim w boksie, a jego brąz był jedynym sportowym medalem całej reprezentacji podczas londyńskich igrzysk. Tak "Bombardier z Wybrzeża" spełnił obietnicę i przywiózł prezent. Nie tylko żonie.
Złoto odebrane w muzeum
Polska miała w Londynie również złotego medalistę. Został nim kompozytor Zbigniew Turski, nagrodzony za "Symfonię olimpijską" w konkursie sztuki. Informacja o jego zwycięstwie dotarła do kraju jeszcze przed rozpoczęciem zawodów sportowych.
Medal wręczono w londyńskim Muzeum Wiktorii i Alberta. Uroczystość nie przypominała jednak olimpijskiego triumfu. Nie odegrano hymnu, a w czasie przemówienia prezesa MKOl rozległ się dzwonek oznajmiający, że muzeum jest zamykane.
Polacy pojechali do Londynu, aby pokazać, że kraj, który próbowano zniszczyć, nadal potrafi wystawić reprezentację. Że jego zawodnicy znów mogą wejść na stadion pod biało-czerwoną flagą. Że potrafią być czwarci, szóści, przegrać, a czasem - jak Antkiewicz - wywalczyć medal.
W 1948 roku samo pojawienie się na Wembley było zwycięstwem…