W tym artykule:
Francuzi nazywali go "Księciem Wdzięku", Niemcy - "Cesarzem". W Polsce ktoś kiedyś określił go mianem "Szefa Orkiestry". Wszystkie te określenia miały jeden mianownik, bo w latach 70. "Cesarze" nie tylko kolekcjonował trofea. On zmieniał sposób w jaki myślało się o futbolu…
Najważniejsza była rewolucja pozycji, na której grał. Libero istniał wcześniej, lecz często kojarzył się z ostatnim obrońcą, który miał przede wszystkim sprzątać po błędach kolegów. Taką "miotłą", która bez namysłu wybija futbolówkę. Beckenbauer nadał tej roli nowy wymiar. Jego gra stała się wzorem. Gdy rywal atakował, organizował defensywę. Gdy Bayern lub reprezentacja RFN odzyskiwały piłkę, natychmiast zmieniał się w zawodnika ofensywnego.
To była owa rewolucja.
Oczy dookoła głowy
Obrońca nie był tylko graczem kończącym akcję. Po przejęciu stawał się jej początkiem. Różne były sposoby na jej rozpoczęcie. Franz potrafił wedrzeć się z piłką w linię pomocy przeciwnika albo przyspieszyć grę jednym podaniem i samemu podejść wyżej. Miał znakomity przegląd pola. W 1976 roku pisano o nim, że "ma oczy dookoła głowy", a jego długie podania potrafią uruchomić atak z głębi boiska. Porównano go do szachisty przewidującego wydarzenia na dwa, trzy ruchy naprzód. Boiskową inteligencją mógłby wówczas obdzielić kilku zawodników… Diego Maradona za to cenił go najbardziej:
"Zobaczyłem go jako dziecko. Byłem w młodzieżowej reprezentacji przygotowującej się do Mistrzostw Świata w 1979 roku, a on, wieloletni gwiazdor, grał w Cosmosie. Zawsze byłem pod wrażeniem elegancji jego gry".
Ten status Franz zyskiwał stopniowo. Zaczynał bardziej ofensywnie, grał na skrzydle i w pomocy, także w reprezentacji. Dopiero później został cofnięty do defensywy. Trenerzy Bayernu dostrzegli, że jego inwencji nie trzeba ograniczać tylko dlatego, że stoi bliżej własnej bramki. Helmut Schön podobnie wykorzystał go w kadrze. W ten sposób powstał piłkarz, który w jednej akcji był stoperem, rozgrywającym i dodatkowym pomocnikiem. Przez grę na wielu pozycjach trenerzy – świadomie bądź nie – stworzyli zawodnika niemal kompletnego.
Lata 70. należały do niego również dlatego, że za stylem szły trofea. W 1972 roku RFN została mistrzem Europy, zaś on sam zdobył pierwszą Złotą Piłkę. Dwa lata później jako kapitan sięgnął po mistrzostwo świata. Bayern, którego był symbolem i liderem, trzykrotnie zdobywał Puchar Europy. Do pokaźnej kolekcji dołożył też Puchar Międzykontynentalny. W 1976 roku Beckenbauer ponownie został uznany przez "France Football" za najlepszego piłkarza Europy.
Skalę jego ówczesnej oddają również liczby. W plebiscycie za 1972 rok dziennikarze z 25 krajów aż dziesięć razy umieścili go na pierwszym miejscu. Wyprzedził Müllera, Netzera i Cruyffa, choć cała czwórka należała wtedy do europejskiej elity. Cztery lata później miał już 102 występy w reprezentacji i świetny bilans: 69 zwycięstw, 18 remisów i tylko 15 porażek. Na boisku nie imponował wyłącznie techniką. Był bardzo sprawny, świetnie grał głową, dysponował szerokim repertuarem podań i przede wszystkim błyskawicznie rozpoznawał sytuację. Dziś nazwalibyśmy to skanowaniem.
To z tej kompletności brała się jego przewaga nad niemal każdym rywalem…
Z miłości do futbolu
Nie też boiskowym populistą. Uchodził za człowieka apodyktycznego, świadomego swojej pozycji i wpływu. W Bayernie miał "rządzić i dzielić". W sprawach personalnych liczono się z jego zdaniem. Po słabszym początku mundialu w 1974 roku pojawiały się nawet głosy, że to on, a nie Schön, jest prawdziwym dowódcą reprezentacji. Konflikty z Paulem Breitnerem czy opinie o klubowych "klanach" pokazywały, że wielki autorytet potrafił mieć także twardą i dość niewygodną stronę.
Piłkę nożną kochał ponad wszystko. W jednym z wywiadów mówił:
"To fakt, że na futbolu zrobiłem dobry interes. Ale nigdy w moim życiu nadrzędną sprawą nie były pieniądze. Piłka - to moje najważniejsze przeżycie, wielka przygoda, to moja wielka miłość".
W tym związku ze sportem, tak jak w relacji damsko-męskiej, miewał okresy ciszy, a później namiętności. Ale oddawał się jej całym sercem, również jako trener. Gdy w 1990 roku Niemcy wygrywali mistrzostwo świata czuł wielkie spełnienie i satysfakcję. Widać było, że potrafi swoją filozofią zaszczepić piłkarzy, że umie ją właściwie przekazać.
To też świadczy o futbolowym geniuszu "Cesarza".
Gdyby żył, dziś obchodziłby swoje 81. urodziny.