W tym artykule:
Ostatnie przedwojenne numery "Przeglądu Sportowego" i "Raz, Dwa, Trzy" były inne. Wyniki, rekordy i nazwiska zawodników sąsiadowały w nich z informacjami o mobilizacji i kolejnych odwołanych zawodach. Sport jeszcze się tli, ale wojna już wchodzi na boiska, tory i stadiony.
Wielka wygrana
Najwięcej akapitów zajmowało wielkie zwycięstwo piłkarzy nad Węgrami 4:2. Polska przegrywała 0:2 z zespołem wicemistrzów świata. Zdołała się jednak podnieść!
"Za zwycięstwo Polski, ba nawet za wynik remisowy nie danoby grosza" – pisało "Raz, Dwa, Trzy".
Bohaterem został Ernest Wilimowski, zdobywca trzech bramek, nazwany "piłkarzem doprawdy «z Bożej łaski»". Obok niego wyrósł niespodziewany bohater: debiutujący lewoskrzydłowy Cyganek z Fabloku Chrzanów. Reporter zachwycał się jego grą:
"Będzie świetnym następcą Wodarza" – pisał.
"Przegląd Sportowy" podkreślał charakter drużyny. Dytkę nazwał wręcz "sprawcą cudu". Pomocnik, który przed meczem narzekał na dolegliwości i słabiej prezentował się na treningach, w reprezentacji nagle stał się motorem ataków. "Dytko jest w reprezentacji o klasę lepszy niż na meczach ćwiczebnych" – oceniano.
Wilimowski przy każdym kontakcie z piłką wywoływał pod węgierską bramką "stan najwyższego alarmu", Cyganek zaś walczył przed tysiącami widzów tak, jakby grał u siebie, w Chrzanowie. Nie miał tremy.
Ale atmosfera meczu była już daleka od normalności. Na wolne miejsca stadionu wpuszczono rezerwistów – jeszcze w cywilnych ubraniach, z torbami masek gazowych na ramionach. To oni dostali jedne z największych oklasków. Po spotkaniu tłum zobaczył ciężarówkę pełną żołnierzy w stalowych hełmach i również urządził im owację. Jeden z kibiców, wracając tramwajem, krzyknął do konduktora:
"Wygraliśmy mecz z Węgrami!".
Usłyszał odpowiedź:
"Brawo! Dobry znak! W takim razie musimy wygrać i wojnę!".
Przerwane marzenia
Kolejne sztaple prezentowały historie sportowców, którym polityka po prostu przerwała przygotowania. Polscy wioślarze szykowali się do mistrzostw Europy w Amsterdamie. Roger Verey i Jerzy Ustupski, a także Braun, Żydzik, Zawadzki, Karwecki, Kiedel i Zajączkowski ciężko trenowali przed startem. W Bydgoszczy przez dwa tygodnie trwała "gorączkowa praca przygotowawcza". Liczono, że Verey na jedynce, a potem razem z Ustupskim w dwójce, znów powalczy o mistrzostwo Europy.
Ale nagle wszystko się skończyło. Przygotowania zostały "brutalnie przerwane przez naprężoną sytuację polityczną". Wielu europejskich wioślarzy powołano do armii. Polacy do ostatniej chwili próbowali ratować wyjazd. Zdobyto nawet niemieckie wizy i rozważano wysłanie Vereya i Ustupskiego samolotem przez Kopenhagę. W końcu wysłano depeszę odwołującą start.
Podobne sygnały pojawiały się niemal wszędzie. Polscy kolarze: Kupczak, Jędrzejewski i Szamota pojechali na mistrzostwa świata do Mediolanu, ale rywalizacja rozpadała się na ich oczach. Francuzi i Anglicy zostali wycofani ze względu na sytuację polityczną. Sami Polacy przegrali swoje wyścigi i szybko odpadli. Z kolei Ignacy Tłoczyński i Jadwiga Jędrzejowska mieli na początku września wystąpić w tenisowych mistrzostwach Bułgarii. Nie pojechali, bo gospodarze odwołali turniej.
Ciekawa i jednocześnie ujmująca jest historia Otylii Kałużowej, świetnej przedwojennej lekkoatletki. Zawodniczka marzyła o igrzyskach olimpijskich, trenowała zawzięcie i dwukrotnie osiągnęła minimum olimpijskie na 200 metrów. Po igrzyskach w 1940 roku planowała zakończyć karierę i zająć się wychowaniem córki. Wybuch wojny unicestwił te marzenia.
Chyba najmocniejsze zdanie padło jednak po meczu z Węgrami. Prezes PZPN płk Kazimierz Glabisz przypomniał, że to od spotkania z Węgrami zaczęła się historia reprezentacji niepodległej Polski, po czym dodał:
"Kto wie, czy dzisiejszy mecz nie jest ostatni przed wojną".
Miał rację. Kilka dni później sportowe plany Polaków przestały mieć znaczenie. W gazetach zostały niedokończone kariery, zapowiedzi kolejnych meczów, marzenia o medalach i zdjęcia zawodników, którzy jeszcze nie wiedzieli, że świat właśnie całkowicie się zmienia…