Trzonek od miotły zamiast kierownicy. Niezwykły wyścig Alfonsiny Strady

Był rok 1924. Alfonsina Strada stanęła na starcie Giro d'Italia jako pierwsza kobieta w historii. Ścigała się z mężczyznami, bo chciała utrzymać rodzinę. Szybko stała się jedną z największych atrakcji tamtej edycji.

Alfonsina Morini StradaAlfonsina Morini Strada
Źródło zdjęć: © domena publiczna | Blackcat
Tomek Sowa

Na trasie z L’Aquili do Perugii padał deszcz, a do pokonania było 296 kilometrów. Alfonsina Strada była już zmęczona kolejnymi długimi etapami Giro d’Italia. Nagle upadła i uszkodziła kierownicę. Był rok 1924. Nie było mowy o samochodach technicznych czy wymianie roweru na nowy. Kolarz był zdany sam na siebie. Według przekazywanej historii Alfonisa znalazła rozwiązanie, wykorzystując, znaleziony przy drodze, drewniany trzonek od miotły, który został prowizoryczną kierownicą. I ruszyła dalej.

A była wtedy jedyną kobietą w całym wyścigu. I do dziś pozostaje jedyną, która wystartowała w męskim Giro d’Italia.

"Diabeł w spódnicy"

Pochodziła z rodziny robotników rolnych z okolic Castelfranco Emilia. Rower zainteresował ją jeszcze jako dziewczynkę, gdy ojciec przyniósł do domu stary, pokryty rdzą jednoślad. Zaczęła startować w lokalnych zawodach, często przeciwko mężczyznom i szybko dorobiła się przydomka "diavolo in gonnella" – "Diabeł w spódnicy". Szczególnie matka nie była zachwycona sportową pasją córki. Zanim ta skończyła 14 lat, znalazła już sposób na udział w kilku wyścigach bez wiedzy matki i ojca, którym skłamała, że idzie na niedzielną mszę. Według niektórych przekazów w swoim pierwszym wyścigu w Reggio Emilia wygrała… żywą świnię.

Jej matka, dowiedziawszy się o tym fakcie, postawiła warunek: córka będzie mogła kontynuować wyścigi, ale tylko wtedy, kiedy wyjdzie za mąż i opuści dom. W wieku dwudziestu czterech lat, 26 października 1915 roku, Alfonsina wyszła za mąż w Mediolanie za Luigiego Stradę. Mąż nie tylko zaakceptował jej kolarską pasję, ale na ślub podarował jej prawdziwy rower wyścigowy.

Alfonsina nie była więc przygodną amatorką, która pewnego dnia postanowiła sprawdzić się w Giro. W 1917 i 1918 roku startowała już w Giro di Lombardia, jednym z najważniejszych włoskich klasyków. Wcześniej ustanowiła także kobiecy rekord prędkości, osiągając około 37 km/h. Równocześnie pracowała jako krawcowa.

Życiowa szansa pojawiła się w 1924 roku. Wielkie zespoły i producenci rowerów pokłócili się z organizującą wyścig "La Gazzetta dello Sport". Problemem były finanse. Zakontraktowani zawodnicy nie stanęli na starcie, zabrakło takich gwiazd jak Costante Girardengo czy Giovanni Brunero. Organizatorzy otworzyli więc wyścig dla tak zwanych "isolati", czyli samotnych kolarzy startujących bez wsparcia wielkich drużyn.

Dla Strady start ten miał również podłoże ekonomiczne. Jej mąż ciężko zachorował, a utrzymanie rodziny spoczęło na jej barkach. Giro mogło przynieść pieniądze i rozgłos.

Numer 72

Na liście uczestników pojawiła się jako "Strada Alfonsin". Brak ostatniej litery w imieniu sprawiał, że zapis wyglądał jak męski. Nie wiadomo, czy był to celowy zabieg, czy klops redakcyjny. Wiadomo natomiast, że przed rozpoczęciem wyścigu jej płeć nie była dla organizatorów tajemnicą. 10 maja 1924 roku Alfonsina stanęła w Mediolanie na starcie. Miała numer 72.

Giro liczyło dwanaście etapów i ponad 3600 kilometrów. Zaczęło 90 zawodników. Pierwsza trasa z Mediolanu do Genui miała około 300 kilometrów. Strada straciła sporo do zwycięzcy, ale utrzymała się w wyścigu. Z każdym etapem stawała się coraz większą atrakcją. Ludzie przychodzili zobaczyć kobietę jadącą dokładnie tę samą trasę co mężczyźni.

Alfonsina Strada na rolkach w reklamie
Alfonsina Strada na rolkach w reklamie © domena publiczna | nieznany

Tamta edycja zakończyła się dla niej oficjalnie podczas ósmego etapu do Perugii. Po upadkach i awarii kierownicy dotarła do mety długo po zwycięzcy i przekroczyła limit czasu. Zgodnie z regulaminem została wykreślona z klasyfikacji…

Dyrektor "Gazzetty" Emilio Colombo podjął jednak nietypową decyzję. Pozwolił jej kontynuować wyścig poza konkursem i miał z własnej kieszeni pokrywać jej noclegi! Było w tym zapewne uznanie dla jej wysiłku, ale również chłodna kalkulacja: kobieta była marketingowym magnesem, przyciągała publiczność i dawała gazecie historię, którą można było "grzać" w każdym kolejnym numerze. Ludzie witali ją transparentami, często w akompaniamencie muzyki. Niekiedy wręczali jej datki pieniężne. Była bohaterką.

1 czerwca Giro d'Italia zakończyło się w Mediolanie. W oficjalnej klasyfikacji znalazło się tylko 30 z 90 zawodników, którzy rozpoczęli wyścig. Alfonsiny w tabeli nie uwzględniono, ale pokonała całą trasę. Na mecie otrzymała kwiaty i przejechała honorowe okrążenie.

Nigdy więcej nie pozwolono jej wystartować w Giro d’Italia. Nadal się jednak ścigała, występowała na torach i w pokazach, a w 1938 roku ustanowiła kobiecy rekord godzinny wynikiem 35,28 kilometra.

Po latach w wywiadzie dla "Guerin Sportivo" dosadnie opisała, dlaczego wystartowała:

"Jestem kobietą, to prawda. Może kobieta, która jeździ na rowerze, nie jest zbyt piękna ani pełna wdzięku. A widzisz, kim się stałam? Nigdy nie byłam piękna; teraz jestem... potworem. Ale co miałam zrobić? Zostać prostytutką? Mam męża w szpitalu psychiatrycznym, któremu muszę pomagać; mam córeczkę w szkole z internatem, która kosztuje mnie 10 lirów dziennie. W Aquili zaoszczędziłam 500 lirów, które od razu wysłałam i wykorzystałam na wiele napraw. Mam dobre nogi, a publiczność w całych Włoszech (zwłaszcza kobiety i matki) traktuje mnie z entuzjazmem. Niczego nie żałuję. Miałam pewne rozczarowania, niektórzy ze mnie kpili; ale jestem zadowolona i wiem, że postąpiłam słusznie".

Wybrane dla Ciebie