W tym artykule:
Londyn. 30 czerwca 1996 rok. Londyńskie Wembley pęka w szwach. Na trybunach królowa zjawia się Elżbieta II, która przed meczem przywitała się osobiście z każdym z piłkarzy. Są też inni politycy, choćby ci, których reprezentacje mają walczyć o tytuł mistrzów Europy. Jest prezydent Czech Vaclav Havel i kanclerz Niemiec Helmuth Kohl.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego Pierluigiego Pairetto trener Niemców Berti Vogts miał twardy orzech do zgryzienia. Klinsmann nie był w pełni sił, sztab zastanawiał się, czy piłkarz w ogóle powinien zagrać. Przecież stawka meczu była olbrzymia. Ale Vogts zdecydował, że lepszy niegotowy Jürgen Klinsmann, niż jego całkowity brak.
Niemcy kontrolowali pierwsze minuty spotkania, ale to Czesi stworzyli kilka okazji do zdobycia bramki – zarówno Karel Poborský, jak i Patrik Berger spudłowali. W 34. minucie Stefan Kuntz uderzył z woleja, ale intuicyjną paradą popisał się Petr Kouba. Piłka powędrowała w kierunku bramki, jednak linię "wyczyścił" Karel Rada. Wynik do przerwy nie uległ zmianie. W 58. minucie Karel Poborský został sfaulowany w polu karnym przez Matthiasa Sammera. Do jedenastki podszedł Patrik Berger i… wprawił czeskich kibiców w euforię. Nasi południowi sąsiedzi objęli prowadzenie!
"Złoty gol"
W 69. minucie finałowego spotkania Euro 1996, przy stanie 1:0 dla Czechów, trener reprezentacji Niemiec zdecydował się zdjąć z boiska Mehmeta Scholla. W jego miejsce desygnował do gry 28-letniego napastnika włoskiego Udinese, który reprezentacyjny debiut zaliczył ledwie cztery miesiące wcześniej – Olivera Bierhoffa. Ten już po czterech minutach użądlił Czechów, doprowadzając do remisu.
Regulaminowy czas gry nie przyniósł rozstrzygnięcia, a o tytule mistrzowskim miała zadecydować dogrywka, w której obowiązywała słynna zasada "złotego gola". Strzeliłeś bramkę? Koniec meczu – wygrałeś…
Oli z zimną krwią wykorzystał obowiązujące przepisy. W 95. minucie przyjął podanie od partnera. Stojąc tyłem do bramki, z obrońcą na plecach, chytrze odwrócił się i uderzył. Strzał był na tyle mocny, że interweniujący Petr Kouba nie był w stanie zatrzymać futbolówki.
Niemcy zostali mistrzami Europy. Bierhoff pobiegł w kierunku chorągiewki narożnej i zniknął w radosnym tłumie.
"Wyrzuciłem wtedy emocje. To ty strzelasz decydującego gola, jesteś w centrum uwagi. I nie to nie na moment" – relacjonował wiele lat później.
Wchodzący z ławki rezerwowych Bierhoff, w tamtym turnieju strzelił "tylko" dwie bramki. Za to ich ciężar gatunkowy był niebotyczny. Ta historia ma jeszcze jeden wątek.
Napastnik nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych w meczach kwalifikacyjnych. Wystąpił za to w kilku meczach towarzyskich przed turniejem i strzelił dwa gole Danii, w swoim drugim występie w reprezentacji. Legenda głosi też, że żona trenera Bertiego Vogtsa, Monika, zasugerowała wówczas sprowadzenie go do Anglii, twierdząc, że "ten wielki facet cię nie zawiedzie". Napastnik Udinese wsiadł do samolotu, ale o tym, że Vogts nie był do końca przekonany do jego możliwości, niech świadczy fakt, że pomimo absurdalnie długiej listy kontuzji, Bierhoff… nie znalazł się w wyjściowym składzie na finał. Wszedł z ławki. Trochę na ratunek…
Czy była to najlepsza zmiana w historii futbolu? Być może. Na pewno jedna z lepszych.
Już po spotkaniu kolega z kadry Matthias Sammer chwalił napastnika:
"Dla Olivera Bierhoffa strzelenie tych dwóch goli było cudowne. Nie grał zbyt wiele i wszyscy mówili, że przez to nie jest mu łatwo. Wszyscy na tym skorzystaliśmy. On był typowym środkowym napastnikiem: nie był najlepszym graczem pod względem technicznym, ale był niesamowicie fajnym facetem. Bardzo na to zasłużył".
Od tej legendarnej zmiany mija dziś równo 30 lat…