W tym artykule:
W debiutanckim sezonie został uznany za najlepszego pierwszoroczniaka. Był wysokim, zwinnym graczem. Potrafił regulować tempo gry i obsłużyć kolegów podaniem.
Kilka dni wystarczyło, by jego kariera została brutalnie przerwana…
"Coś trzeba było zrobić"
Był 12 marca 1958 roku. W ostatnim spotkaniu sezonu zasadniczego Cincinnati Royals grali z Minneapolis Lakers. Stokes został powalony podczas jednej z akcji i uderzył głową o parkiet. Stracił przytomność, ale po odzyskaniu świadomości wrócił na boisko. Nic nie wskazywało na poważny uraz.
Trzy dni później wybiegł na parkiet w meczu play-off przeciwko Detroit Pistons. Na boisku spędził 39 minut, zdobył 12 punktów i zebrał 15 piłek. Po spotkaniu zaczął jednak wymiotować i czuł się coraz gorzej. Podczas podróży samolotem dostał poważnego ataku. Po lądowaniu został natychmiast przewieziony do szpitala w Cincinnati.
Rozpoznano u niego encefalopatię pourazową. Uszkodzenie mózgu odebrało mu kontrolę nad mięśniami, przez co został sparaliżowany, miał problemy z mówieniem i nie był w stanie samodzielnie wykonywać podstawowych czynności. Potrzebował stałej opieki medycznej.
Jack Twyman był jego kolegą z drużyny. Był rok młodszy. Miał żonę, własną karierę i życie. Mimo to wystąpił o ustanowienie go prawnym opiekunem Maurice’a. Zajął się jego dokumentami, świadczeniami oraz organizowaniem pieniędzy na leczenie. Regularnie odwiedzał Stokesa i reprezentował jego interesy aż do jego śmierci.
Po latach tak tłumaczył swoją postawę:
"Maurice został sam. Coś trzeba było zrobić. Byłem na miejscu i postanowiłem pomóc".
Uważał, że musi zareagować, bo chodziło o boiskowego kompana. Co ciekawe, sam nie zrezygnował z gry. Nadal występował w NBA. Pracował też dodatkowo, żeby utrzymać rodzinę.
Ich relacja rozwijała się mimo trudności komunikacyjnych. Twyman pomagał Stokesowi porozumiewać się poprzez mruganie podczas wskazywania kolejnych liter. Z czasem były zawodnik odzyskał możliwość ograniczonego pisania na maszynie. Nie odzyskał jednak kontroli nad ciałem, która pozwoliłaby mu wrócić do samodzielnego życia.
Mecze, które przetrwały
Największym problemem pozostawały koszty opieki. NBA nie posiadała jeszcze rozbudowanego systemu emerytalnego albo zabezpieczeń dla zawodników, którzy utracili zdrowie. Twyman postanowił więc zorganizować specjalny mecz charytatywny w Kutsher’s Hotel and Country Club w stanie Nowy Jork. Dochód przeznaczano na leczenie oraz codzienne potrzeby Stokesa.
Wydarzenie szybko przestało być zwykłą zbiórką. Do ośrodka w górach Catskill przyjeżdżały największe gwiazdy ligi. W kolejnych edycjach występowali między innymi: Wilt Chamberlain, Bill Russell, Oscar Robertson, Bob Cousy i John Havlicek. Gracze rywalizowali latem, często w niewielkiej sali i bez wielkiej telewizyjnej oprawy, ponieważ wiedzieli, dla kogo zbierane są pieniądze.
Po śmierci Stokesa przedsięwzięcie nie zostało natychmiast zakończone. Nadal pomagano dawnym koszykarzom znajdującym się w trudnej sytuacji. Z czasem mecz został zastąpiony turniejem golfowym, ale sama idea przetrwała.
Maurice Stokes zmarł w 1970 roku, mając 36 lat. Twyman był jego opiekunem przez ostatnie dwanaście lat życia. W tym czasie sam został sześciokrotnym uczestnikiem meczu gwiazd, jednym z najlepszych strzelców ligi i członkiem Basketball Hall of Fame. Nigdy jednak nie traktował pomocy Stokesowi jako dodatku do swojej biografii. Nie robił tego dla poklasku.
Przez lata zabiegał też o należne miejsce dla przyjaciela w historii koszykówki. Stokes został wprowadzony do Basketball Hall of Fame w 2004 roku. Twyman przyjął wyróżnienie w jego imieniu, ponad trzy dekady po śmierci dawnego kolegi.
Za to w 2013 roku NBA ustanowiła nagrodę Twyman–Stokes Teammate of the Year. Otrzymuje ją zawodnik uznany za najlepszego kolegę z drużyny, doceniany za bezinteresowność. Bo bycie dobrym partnerem nie kończy się wraz z ostatnią syreną…. Bo Jack Twyman rozegrał w NBA ponad osiemset spotkań i zdobył przeszło piętnaście tysięcy punktów. Najważniejszej asysty udzielił jednak poza boiskiem.