W tym artykule:
Charakter godny mistrza. Taki, którego porażki nie potrafiły zablokować, albo całkowicie unieszkodliwić. Do tego wytrwały. Diego Hypólito w swojej gimnastycznej karierze osiągnął niemal wszystko. Był mistrzem świata. I to dwukrotnie. Wygrywał też imprezy kontynentalne. Tylko jednego marzenia nie udało mu się zrealizować – odebrać medalu na igrzyskach olimpijskich. Do czasu…
Gimnastyczny talent z rodziny Hypólito
Na świat przyszedł w 1986 roku w rodzinie kierowcy autobusu Wagnera Hypólito i szwaczki Geni Matias. Był dzieckiem, kiedy pierwszy raz pojawił się w Clube de Regatas Flamengo, w tym samym miejscu, w którym trenowała jego siostra Daniele. To za jej namową wyspecjalizował się w ćwiczeniach gimnastycznych.
Brazylijczycy poznali go 2001 roku, w czasie mistrzostw kraju. Diego objawił się jako niebywale utalentowany gimnastyk. Wygrywał z rywalami bardziej doświadczonymi, dlatego pozwolono mu wypłynąć na międzynarodowe wody. Ruch ten okazał się wartościowy, bo mając 19 lat zdobył mistrzostwo świata w ćwiczeniach wolnych na planszy. Dwa lata później powtórzył ten wyczyn. Równie dobrze spisywał się na większych zawodach Ameryki Południowej. Z igrzysk panamerykańskich przywiózł w sumie pięć tytułów mistrzowskich, z Igrzysk Ameryki Południowej – trzy. Ale solą w oku Hypólito były starty w igrzyskach olimpijskich.
Upadki...
Wiosną 2008 roku, kilka tygodni przed igrzyskami w Pekinie, Brazylijczyk zachorował na dengę, chorobę przenoszoną przez kilka gatunków komarów. W pewnym momencie jego występ stanął pod znakiem zapytania. Szczęśliwie sportowiec zdołał się wykurować. Mimo problemów i tak określano go mianem "olimpijskiej nadziei". W stolicy Chin prezentował się świetnie. Ogolony "na zero", oznaczony numerem 223 do prawie każdej próby podchodził skoncentrowany. Każdej, oprócz ostatniej. Tej, po której upadł. Tamten błąd sprawił, że olimpijski start zakończył na szóstej pozycji. Był załamany. Kamery uchwyciły moment, w którym, siedząc na krześle, trzyma opuszczoną głowę w dłoniach. Później na jego policzkach pojawiły się łzy.
W Londynie chciał odbić sobie pekińskie niepowodzenie. Miał wówczas 26 lat i zdaniem ekspertów był to ostatni moment na zdobycie olimpijskiego krążka. Niestety, odpadł już w eliminacjach, zaliczając jeszcze gorszy upadek niż cztery lata wcześniej. W 2012 roku kibice gimnastyki na całym świecie zobaczyli ten sam obrazek - schodzącego z planszy Diego, na którego twarzy malował się smutek. Przez kolejne cztery lata trenował, by spróbować jeszcze raz.
Łzy szczęścia
Rok 2016. Hypólito wychodzi na planszę w swoim kraju, w Rio de Janeiro. Tamte igrzyska to jego ostatnia szansa na spełnienie sportowych marzeń. W kwalifikacjach zajmuje czwarte miejsce, co jest dobrym prognostykiem przed decydującą batalią. 14 sierpnia 2016 roku rozpoczyna się walka o medale. Diego znów jest skoncentrowany. Kolejne próby są dobre. Jednak przed ostatnią ci, którzy znali jego historię, na pewno zadawali sobie pytanie - czy demony powrócą? Nie wróciły. Hypólito wylądował bez problemów.
Potem pobiegł w kierunku trenera. Krzyczał z radości, a wokół wybrzmiała salwa brazylijskich braw. Diego zdał sobie sprawę, że spełnił swoje wielkie marzenie. Stojąc na podium, kiedy już złapał srebrny medal olimpijski, rozpłakał się. Widać było, jak długo na niego czekał i ile dla niego poświęcił.