W tym artykule:
Był szczupły, nosił okulary i grał uchwytem piórkowym. Kibiców nie obchodziła jednak jego sylwetka, a rakietka, która niemal nie wydawała dźwięku. Większość z nich widziała takową po raz pierwszy…
Dziwna cisza
Czołowi zawodnicy używali wówczas twardych desek, pokrytych cienką gumą z wystającymi czopami. W ich przypadku kontakt z piłeczką był krótki i dość wyraźny. Po odbiciu słychać było też charakterystyczny dźwięk. Satoh przywiózł do Bombaju zupełnie inny sprzęt. Na jego rakietce znajdowała się gruba warstwa miękkiej gąbki, w którą piłka na krótki moment się zapadała.
Efekt był trudny do przewidzenia. Japończyk podobnym ruchem potrafił posłać piłkę szybką, mocno rotującą albo taką, która była niemal pozbawiona rotacji. Przeciwnicy nie mogli opierać się na dźwięku odbicia, ponieważ miękka powierzchnia tłumiła uderzenie. Amerykanin Marty Reisman porównywał później niektóre zagrania Japończyka do knuckleballa w baseballu. Piłka leciała pozornie spokojnie, ale jej tor i zachowanie po odbiciu od stołu były trudne do odczytania.
Wspomniany Reisman należał do faworytów turnieju. Na Satoha trafił już w drugiej rundzie. Wygrał pierwszego seta 21:18, ale trzy następne przegrał wyraźnie. Nie potrafił przyzwyczaić się do zmian tempa i nieprzewidywalnej rotacji.
Japończyk nie wygrywał jednak wyłącznie dzięki sprzętowi. Umiał dobrze blokować, podcinać i przechodzić z defensywy do ataku. Właściwości rakietki wykorzystywał bardzo świadomie, często zmuszając rywala do rozpoczęcia ruchu zbyt wcześnie.
Nie on pierwszy
W kolejnych rundach Hiroji Satoh pokonał między innymi Węgra Ferenca Sidó, który rok później został mistrzem świata. W finale zmierzył się z Józsefem Kócziánem i zwyciężył w trzech setach: 21:19, 21:17 i 21:14.
Został pierwszym nieeuropejskim mistrzem świata w singlu mężczyzn. Europejczycy, którzy wcześniej całkowicie dominowali w tej konkurencji, zaczęli pytać, czy przegrali z zawodnikiem, czy przede wszystkim z jego rakietką.
"Prawdą jest, że rakietki stosowane przez Japończyków nie sa żadną rewelacyjną nowością. Podobnymi grali już od dawna Chińczycy i Austriak Fritsch, a w Japonii też nie wprowadzono ich ostatnio" – mówił na łamach "Sportu" Ivor Montagu, prezes ITTF.
Hiroji Satoh nie wynalazł więc gąbki. Z podobnymi materiałami eksperymentowano już wcześniej, także w Europie. Ale nikt nie wykorzystał ich z takim skutkiem jak on.
Po mistrzostwach rozpoczął się spór. Krytycy uważali, że miękka i cicha powierzchnia daje nieuczciwą przewagę, ponieważ ukrywa rotację oraz tempo uderzenia. Domagali się jej zakazania. Zwolennicy nowego sprzętu odpowiadali, że rakietka sama nie wygrywa meczów, a Satoh po prostu lepiej od innych rozumiał jej możliwości.
Dobre wyniki całej reprezentacji Japonii osłabiały argument, że sukces był wyłącznie technologiczną sztuczką. W Bombaju wystąpiło pięcioro japońskich zawodników i każdy zdobył co najmniej jeden tytuł. Nie wszyscy używali gąbki. Japonia przywiozła więc nie tylko nowy materiał, ale i nowy sposób grania.
W kolejnych latach coraz więcej zawodników zaczęło stosować miękkie okładziny. W 1954 roku finał mistrzostw świata pomiędzy Ichiro Ogimurą i Tage Flisbergiem nazwano "cichym finałem", ponieważ obaj korzystali nowych rozwiązań.
Rozpoczął się wyścig też sprzętowy. Producenci tworzyli coraz grubsze i szybsze gąbki, a zawodnicy osiągali rotację, której wcześniej nie znano. Międzynarodowa federacja musiała zareagować. Pod koniec lat 50. zakazano gry samą odsłoniętą gąbką, jakiej używał Satoh, oraz ograniczono dopuszczalną grubość okładzin.
Obecnie rakietka nie jest bezpośrednią kopią jego sprzętu. Składa się z gąbki przykrytej gumową warstwą zewnętrzną, a jej parametry podlegają ścisłym przepisom. Zasada pozostaje jednak podobna: miękki podkład pozwala na mocniejsze przyspieszenie piłki i nadawanie jej znacznie większej rotacji.