"Oddajcie cześć Polsce". Lwów 1931 - część druga

Drugi tydzień strzeleckich mistrzostw świata we Lwowie był już mniej uroczysty. Zamiast defilad i powitań była już zacięta sportowa rywalizacja. Każdy punkt miał znaczenie…

Fragment ze strzelania do 
sylwetek z pistoletówFragment ze strzelania do sylwetek z pistoletów
Źródło zdjęć: © domena publiczna | "Raz, Dwa, Trzy"
Tomek Sowa
Polski Związek Strzelectwa Sportowego - patron cyklu © własne

Prasa notowała, że jedenasty dzień "nie przyniósł nic nowego", bo nie pojawili się nowi mistrzowie świata. Ale zaraz dodawała też, że Polska wciąż znajdowała się na pierwszym miejscu pod względem liczby zdobytych tytułów.

Szwajcarski triumf i amerykański bunt

Uwagę kibiców i komentatorów przyciągnął triumfalny pochód Szwajcarów. Ich kadra zwyciężyła w strzelaniu z karabinu dowolnego drużynowo. Zespół w składzie: Karl Zimmermann, Jakob Reich, Fernand Demierre, Albert Salzmann i Walter Lienhard osiągnął 5482 punkty. Był to rekord świata, lepszy od dotychczasowego o 40 punktów. Wraz z nim Szwajcarzy zdobyli wspaniały Puchar Narodów, który przekazali im dotychczasowi posiadacze tego trofeum - Argentyńczycy,

Ciekawa sytuacja miała miejsce przy okazji strzelania z karabinu wojskowego. Regulamin nakazywał strzelanie z broni państwa gospodarza, czyli z polskiego Mausera. Amerykanie zaprotestowali. Uważali, że w porównaniu z bronią, do której byli przyzwyczajeni, ich możliwości będą ograniczone. Nie wystawili więc pełnej drużyny w tej konkurencji. Tak wówczas wyglądał sportowy bunt...

Polacy w konkurencjach karabinowych nie mieli takiego składu jak Szwajcarzy, ale kilka występów było znakomitych. Kapitan Bolesław Gościewicz zajął trzecie miejsce w trzech postawach karabinu wojskowego, mając 462 punkty, tylko siedem mniej od Zimmermanna. Major Jan Wrzosek był siódmy w tej samej konkurencji, a w postawie klęczącej otarł się o tytuł! Uzyskał taki sam wynik jak Szwajcar Willy Schnyder, 159 punktów, ale przegrał mniejszą liczbą dziesiątek.

Andrzej Matuszak
Andrzej Matuszak © domena publiczna | "Raz, Dwa, Trzy"

Wielką radość dał też polskim kibicom Andrzej Matuszak:

"Przechodząc każdy punkt tegoż, na 1 miejscu postawić należy karabin wojskowy, w której to konkurencji wszyscy uczestnicy obowiązkowo strzelać musieli z Mausera wyrobu polskiego. Polska odniosła tu pierwszy wielki sukces, dzięki plut. Matuszakowi, który w pozycji stojącej zdobył tytuł mistrza świat" – pisał tygodnik "Raz, Dwa, Trzy".

W postawie stojącej Polak uzyskał 154 punkty na 200. Był to sukces o tyle cenny, że postawa ta bezlitośnie odsłania wszystkie braki. Tu nie można sobie pomóc czy podeprzeć. Drży ciało, a broń w rękach jest cięższa. Matuszak wytrzymał! Obok niego wysoki poziom utrzymali: Boleslaw Gościewicz i Jan Wrzosek.

W pistolecie wojskowym Polacy pokazali siłę w konkurencjach nie zawsze zaliczanych mistrzowskich, ale bardzo cenionych. W strzelaniu "w samoobronie" kapitan Adolf Galinowski miał 211 punktów.

"Strzelanie w samoobronie do dwóch sylwetek okazujących się równocześnie na przeciąg 8 sekund, odległość 10 m. — Pistolety naładowane z najwyżej 7-ma nabojami w magazynku. Polacy zajęli tam siedem pierwszych miejsc, przyczem kpt. Galinowski osiągnął 211 p., wynik, który można uważać za maksimum możliwości. Prócz Polaków udział w tej konkureneji wzięli Finlandczycy, Czechosłowacy, Norwedzy, Szwajcarzy i Francuzi" – relacjonowało "Raz, Dwa, Trzy" (pisownia oryginalna).

W pistolecie "olimpijskim" kapitan Stanisław Różański uzyskał 197 punktów, drugi był Galinowski z 196. Polacy kolejny raz pokazali, że należą do światowej czołówki…

Skandynawska dominacja

Największe emocje w strzelbie przyniosły rzutki. Fenomenalną klasę potwierdził znakomity trapista Józef Kiszkurno, Zaliczył 279 trafień na 300, w seriach 93, 92 i 94. Wynik ten dał mu indywidualne mistrzostwo świata! Przy okazji Polak zdobył także tytuł mistrza Europy, liczony na podstawie strzałów z dwóch pierwszych dni, gdzie miał 185 trafień. W tej samej specjalności drużynowo wygrała Austria w składzie: Baumgartner, Czernin, Mühlbauer i Polsterer. Austriacy zdobyli 705 punktów, Węgrzy 692, a Polacy 678.

W strzelaniu do sylwetki jelenia biało-czerwoni mieli wspomniany w pierwszej części tytuł drużynowy w strzale pojedynczym. Indywidualnie zaś błyszczał John Keith Boles ze Stanów Zjednoczonych. Uzyskał on 186 punktów i znalazł się na podium przed Norwegami Olsenem i Bergersenem. Najlepszy z Polaków, Stanisław Lewiński, dotarł wysoko, ale medalu nie zdobył. W rundzie podwójnej Boles znów był pierwszy, z wynikiem 157 punktów. Norwegowie wygrali zmagania drużynowe, w których Polska zajęła drugą pozycję. Swoją drogą amerykański mistrz był postacią ciekawą, przyjechał z kraju, który w części konkurencji wszedł w spór regulaminowy, a mimo to… sam potrafił wygrać tam, gdzie liczyła się szybkość i oko myśliwego.

Puchar Narodów
Puchar Narodów © domena publiczna

Finowie i Szwedzi byli najmocniejsi w karabinie małokalibrowym. Norweg Amundsen zdobył tytuł w postawie stojącej z wynikiem 374 punktów. Kullervo Leskinen z Finlandii wygrał klęcząc, mając 387 punktów. W leżącej zaś to Szwed Bertil Rönnmark i Francuz Lucien Genot osiągnęli po 395 punktów, był to wynik lepszy od poprzedniego rekordu! Drużynowo Szwedzi (w postawie leżącej) ustanowili rekord świata, Finowie wygrywali w stojącej i klęczącej. Polacy byli w tych konkurencjach mniej widoczni i częściej kończyli je na dalszych miejscach. Bobrowski, Matuszak, Rutecki, Kwaciszewski, Prokop, Wrzosek, Jabłoński czy Jaskólski pracowali na solidny wynik, ale bez takiej przewagi sprzętowej i tradycji, jak choćby Skandynawowie, niewiele mogli zdziałać…

Dobre mistrzostwa, ale…

W podsumowaniach dotyczących lwowskich mistrzostw bardzo często wracał temat polskiego sprzętu. Pisano, że zagraniczni zawodnicy mają broń precyzyjną, dopracowaną, często lepszą od tego, czym dysponują nasi strzelcy. Ważną kwestią były też pieniądze, których nad Wisłą na sport strzelecki nie przeznaczano wiele. Za wzór stawiano Szwajcarię, o której pisano:

"Nie na ostatniem miejscu decydujący wpływ w tym kierunku mają możliwości materjalne poszczególnych narodów, o czem najdobitniej świadczy przykład Szwajcarji, gdzie dla celów reprezentacji strzeleckiej stale do dyspozycji stoi fundusz, zebrany z datków społeczeństwa, a do chodzący w chwili obecnej do kwoty miljona franków szwajcarskich (!), z którego odsetek reprezentacja pokrywa koszty, związane z przygotowaniami i uczestnictwem w każdorazowych mistrzostwach".

Polskie zwycięstwa nie były traktowane jako "przypadkowe". Były dowodem, że przy gorszych warunkach trzeba solidnie trenować, by dojść wysoko. W 1931 roku Polska nie była światowym mocarstwem strzeleckim. Ale Lwów pokazał, że przestała być uczniem stojącym z boku.

Zamknięcie imprezy odbyło się 6 września 1931 roku w wielkiej sali Teatru Wielkiego. Sala była pełna. Na scenie ustawiono ponad dwieście dwadzieścia nagród honorowych. Byli zawodnicy, delegaci zagraniczni, wojewoda Rożniecki, gen. Popowicz, Antoni Anusz, ppłk Rusin ze sztabem i przedstawiciele miasta. Uroczystość zaczęła się przemówieniem wspomnianego Anusza. Potem wojewoda, w imieniu Prezydenta Rzeczypospolitej, wręczał odznaczenia działaczom i przedstawicielom związków strzeleckich państw uczestniczących w zawodach.

Wśród odznaczonych znalazł się m.in. szwedzki gen. Johannes Ackerman, który, przemawiając po dekoracji, zwrócił się do przedstawicieli północy Europy słowami:

"Skandynawowie, oddajcie cześć Polsce".

Był to wyraz uznania, na który zebrani odpowiedzieli bardzo żywiołowo. Ppłk Rusin mówił o radości z goszczenia tak świetnych zawodników. André Parmentier dziękował w imieniu osiemnastu narodów rządowi polskiemu, Związkowi Strzeleckiemu i komitetowi organizacyjnemu za serdeczne przyjęcie.

Potem rozdano nagrody. Nagrodę imienia Prezydenta Rzeczypospolitej otrzymała Austria. Nagrodę imienia Marszałka Piłsudskiego wręczono Szwecji. Pozostałe trofea przekazywał Antoni Anusz. Na końcu odegrano hymny państw, które brały udział w zawodach. Wieczorem w salonach Hotelu Krakowskiego odbył się bankiet pożegnalny dla gości zagranicznych. Po dwóch tygodniach strzały ucichły…

Lwów przeprowadził imprezę bez prowincjonalnego kompleksu. Strzelnica tętniła życiem. Komisje sędziowskie działały sprawnie. Goście byli zadowoleni, a prasa zagraniczna i krajowa miała o czym pisać. W świecie dotkniętym kryzysem gospodarczym, gdy podróże i sprzęt były coraz droższe, do Lwowa przyjechało około trzystu zawodników. Stworzyli widowisko, które miało być impulsem do rozwoju polskiego sportu strzeleckiego.

"Bilans XXVIII. strzeleckich, myśliwskich i łącznych mistrzostw świata w obliczu powyższych sukcesów jest nadspodziewanie korzystny. W stosunku do lat ubiegłych znaczny postęp jest niedwuznaczny, dalsza, usilna i intenzywna zaprawa utrwali liczny i utalentowany zastęp polskich strzelców, myśliwych ii łuczników na czołowej pozycji, w gronie elity wyznawców rycerskiego sportu strzeleckiego" – podsumowano w "Raz, Dwa, Trzy".

Osiem lat po lwowskich mistrzostwach większość reprezentantów Polski chwyciła broń, by walczyć z niemieckim najeźdźcą. Wielu z nich nie przeżyło wojny. A organizowane w kolejnych latach strzeleckie mistrzostwa świata już zawsze omijały Polskę . Pewnie dlatego ten Lwów 1931 jest dla nas tak wyjątkowy…

Wybrane dla Ciebie