"Szybowiec". Clyde Drexler kończy 64 lata
Clyde Drexler przez lata był gwiazdą, choć nie szukał rozgłosu. "Szybowiec" z Portland przegrał finał z Jordanem, ale później wrócił do Houston i dopisał do kariery mistrzowski rozdział...
Czerwiec, rok 1992.
Clyde Drexler był świetnym koszykarzem, ale wciąż musiał komuś coś udowadniać. Portland Trail Blazers weszli do finału NBA. Po drugiej stronie czekali Chicago Bulls. Michael Jordan był absolutną gwiazdą sportu. Powoli zaczynał zmieniać koszykówkę w globalny spektakl.
Clyde był inny. Mniej krzykliwy. Schowany w drużynie.
Mówiono, że to najbardziej niedoceniany gwiazdor ligi. Albo raczej - najmniej rozreklamowany. W pomeczowych wypowiedziach potrafił przemilczeć własne popisy. Raczej mówił o drużynie i kolegach, albo o taktyce i zadaniach, które wykonał. A prawda była taka, że w Portland robił wszystko: rzucał, zbierał, podawał i notował przechwyty. Był liderem pełną gębą.
Jego pseudonim też sporo o nim mówił. Koledzy i kibice nazywali go "Szybowcem". Nie dlatego, że skakał najwyżej, choć potrafił fruwać nad parkietem. Chodziło o sposób, w jaki się poruszał. Miał długi krok, spokojny rytm i jakąś taką lekkość lekkość ruchów, która sprawiała wrażenie, jakby bieganie kosztowało go mniej niż innych…
Porażka, która nie złamała
Urodził się 22 czerwca 1962 roku w Nowym Orleanie, ale koszykarsko wyrósł w Houston. Tam trafił na Uniwersytet Houston i stał się częścią słynnej drużyny Phi Slama Jama. Z Hakeemem Olajuwonem tworzył zespół, który dwa razy doszedł do Final Four NCAA. Już wtedy było widać, że Drexler nie jest zwykłym obrońcą.
W 1983 roku wybrali go Portland Trail Blazers. Numer czternasty draftu nie od razu zapowiadał się na legendę. A z czasem to Portland stało się jego pierwszym królestwem. Przez lata ciągnął klub coraz wyżej. W 1990 roku Blazers doszli do finału NBA, ale zostali zatrzymani przez Detroit Pistons. Dwa lata później wrócili. W drodze do finału Drexler pomagał wyeliminować Lakersów, Phoenix czy Utah Jazz.
Finał z Chicago miał też dać odpowiedź, który z nich był faktycznie najlepszym graczem sezonu. Jordan czy Drexler? Bulls wygrali serię, a MJ w pierwszym meczu trafił sześć trójek w pierwszej połowie. Dla Clyde Drexlera był bolesny czas.
Porażka go nie załamała. W połowie sezonu 1994/95 trafił do Houston Rockets. Wrócił do miasta, które go ukształtowało. Tam znów spotkał starego kumpla, Olajuwona. Rockets byli świetną drużyną, ale potrzebowali impulsu. On miał go dać. W play-offach gracze z Houston przeszli trudną drogę. W finale wygrali z Orlando Magic, 4:0. Clyde wreszcie zdobył tytuł.
Dołożył do tego złoto olimpijskie z Dream Teamem w Barcelonie, dziesięć występów w Meczu Gwiazd i miejsce w Hall of Fame. Statystyki mówią o jego ponad dwudziestu tysiącach punktów, tysiącach zbiórek i asyst. Ale i tak najwięcej osób kojarzy go ze stylu gry i wszechstronności, jaką prezentował…
Dziś 64. rocznica urodzin Clyde'a Drexlera.