Michael Jordan przed wyjazdem do Barcelony

24 czerwca 1992 roku w zamkniętym sparingu w San Diego amerykański Dream Team przegrał z akademickim Select Teamem 54:62. Dla Jordana, Magica i Barkleya była to lekcja pokory przed olimpijskim turniejem w Barcelonie.

Michael Jordan w meczu reprezentacji USAMichael Jordan w meczu reprezentacji USA
Źródło zdjęć: © domena publiczna | Gapvenezia - Own work, CC BY-SA 3.0
Tomek Sowa

Ale MJ przed wyjazdem na igrzyska olimpijskie też miał swój, trudny moment. Ba, istniała nawet realna szansa, że w Barcelonie może się nie pojawić. W książce "Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną", która ma dziś swoją premierę, autor Johnny Smith przypomniał pewną historię…

Fragment książki "Jumpnman"

"Poirytowanie koszykarza mediami zaczęło się już kilka tygodni wcześniej, gdy niektórzy dziennikarze skrytykowali go za to, że rozważał rezygnację z gry na igrzyskach olimpijskich w 1992 roku – pierwszych, do których dopuszczono graczy NBA. Jordan uznał, że skoro ma już złoty medal z 1984 roku, nie ma potrzeby, by grał w Barcelonie. Sądził, że po wyczerpującym dziewięciomiesięcznym sezonie NBA kolejne dwa miesiące treningów i gry z kadrą zwiększą ryzyko kontuzji i wypalenia. Wolał spędzić lato na odpoczynku i unikaniu uwagi mediów. Choć wielokrotnie powtarzał, że kocha Amerykę, pomysł, że być może nie zagra na igrzyskach, natychmiast wzbudził wątpliwości co do jego patriotyzmu, tak jakby odwracał się od kraju, który zapewnił mu bogactwo i sławę.

Krytycy twierdzili, że ma obowiązek reprezentowania Stanów Zjednoczonych, patriotyczną powinność pozytywnej odpowiedzi na powołanie. Że musi okazać wdzięczność za wszystko, co ma – takie wymagania powszechnie stawiano czarnym sportowcom. Innymi słowy, Michael Jordan, czarny okrzyknięty niegdyś "prawdziwym amerykańskim bohaterem", miał udowodnić swoje oddanie krajowi, przywdziewając trykot drużyny narodowej. Pod koniec września, na kilka tygodni przed wizytą Bulls w Białym Domu, stacja NBC wyemitowała reportaż The Dream Team: The USA Basketball Selection Show. Bob Costas wyczytywał w nim po kolei nazwiska zawodników, zostawiając Jordana na sam koniec. Podobno gwiazdor dał się przekonać Magicowi Johnsonowi i Charlesowi Barkleyowi. Niektórzy reporterzy twierdzili, że swoje zrobiła także presja ze strony NBA oraz sponsorów, którzy przypominali mu, jak wielkie pieniądze są do zgarnięcia na rynku międzynarodowym.

Książka "Jumpman" ma dziś premierę na polskim rynku © materiały wydawcy

Być może z perspektywy Jordana najważniejsza była wiadomość otrzymana od dyrektora NBA Roda Thorna – generalnego menedżera, który wybrał go w drafcie 1984 roku – w której zapewniał, że w Dream Teamie nie zagra Isiah Thomas. Na jakiś czas pytania dotyczące jego patriotyzmu ucichły. Gdy jednak opuścił spotkanie w Białym Domu, zaledwie kilka dni po tym, jak gościnnie poprowadził program Saturday Night Live, został ostro skrytykowany za brak szacunku wobec prezydenta. Skoro miał czas, by pojawić się w SNL w skeczu Pierwszy czarny gracz Harlem Globetrotters i zapowiedzieć występ zespołu Public Enemy, to powinien też, według krytyków, znaleźć chwilę na spotkanie z Bushem.

"To chyba najbardziej niepokojące, nieodpowiedzialne i irracjonalne publiczne zachowanie Jordana w całym jego życiu – pisał Jay Mariotti w swoim niezwykle krytycznym felietonie w "Chicago Sun-Timesie". – Można się zastanawiać, czy pod wpływem blasku tytułu mistrza Mike nie stał się zbyt arogancki i samolubny".

Dziennikarz twierdził, że Bulls powinni byli zmusić go do pojawienia się w Białym Domu lub nałożyć na niego karę, jeśli to konieczne, tak jakby Jordan nie miał tu nic do gadania i nie mógł decydować o tym, jak spędza wolny czas przed rozpoczęciem obozu treningowego. Oczekiwanie na koszykarza w Białym Domu nie miało jednak nic wspólnego z jego patriotyzmem, za to bardzo wiele z próbą poprawienia wizerunku prezydenta, który ubiegał się o reelekcję mimo krytyki dotyczącej podejścia jego administracji do praw człowieka.

Wybrane dla Ciebie