Alfred Jasiński. Pseudonim, Ruch i przerwana kariera

Mistrzostwo Polski w wadze muszej zdobył pod nazwiskiem Jasiński, choć naprawdę nazywał się Alfred Polok. Dla kibiców Ruchu Wielkie Hajduki był "ich chłopakiem z Batorygo".

Rok 1938. Alfred Jasiński i Leon Rundstein podczas walkiRok 1938. Alfred Jasiński i Leon Rundstein podczas walki
Źródło zdjęć: © domena publiczna
Tomek Sowa

Dla prasy stał się "mistrzem pod przyłbicą", bo długo występował pod pseudonimem. W 1938 roku wygrał krajową rywalizację, bijąc najgroźniejszych przeciwników w swojej kategorii. Rok później powtórzył wynik w Katowicach. W finale trafił na Lendzina z Elektritu Wilno. Rywal był poobijany i miał kłopoty zdrowotne, ale odważnie stawiał mu czoła. Jasiński utrzymywał dystans, punktował z doskoków i celnie trafiał przeciwnika w głowę. Po trzech rundach obronił mistrzostwo kraju. Był to ostatni przedwojenny tytuł mistrza Polski dla Ruchu...

Nazwisko do ringu

Alfred Jasiński (Polok) urodził się 1 lipca 1917 roku. Był synem pracownika Huty Batory. Sportową przygodę zaczynał od kopania piłki z chłopakami z ulicy. Potem doszło pływanie i bieganie. Jako trzynastolatek próbował lekkiej atletyki. Chciał nawet zostać biegaczem. Boks pokazali mu koledzy. Miał 14 lat, gdy trafił na trening do Ruchu. W klubie szybko poznali się na jego talencie. Był ruchliwy, dobrze przygotowany i szybko łapał podstawy treningu pięściarskiego.

Kłopot polegał na tym, że był wtedy uczniem gimnazjum. A czasy były takie, że uczniom nie wolno było należeć do klubów sportowych. Polok obszedł zakaz w prosty sposób.

"Wszyscy sądzą, że istotnie nazywam się Jasiński, ale moje prawdziwe nazwisko brzmi Polok. Będąc uczniem w szkole, byłem zmuszony do wybrania pseudonimu. Uczniom nie wolno przecież było należeć do klubów sportowych, trzeba się było konspirować. Skończyło się źle. Ody byłem w 6-ej klasie, jechałem z reprezentacją Śląska na mecz do Lwowa. Spotkał mnie jeden z nauczycieli. Awantura! Musiałem opuścić szkołę i przenieść się do jednorocznej handlówki, którą ukończyłem" – opowiadał w roku 1939 w "Kibicu".

W Polsce tak przyzwyczajono się do tego jego ringowego nazwiska, że nawet zniżki kolejowe przysyłano mu na "Jasińskiego".

W Ruchu stał się pięściarską chlubą. Sekcja bokserska powstała w 1931 roku. Zajęcia prowadzili starsi zawodnicy, a klub robił nabory przez akcję "pierwszy krok bokserski". W 1936 roku Ruch był już wicemistrzem Śląska, a w 1938 roku wygrał drużynową rywalizację w regionie. I Polok rósł razem z tą sekcją…

Szybka droga do reprezentacji

Jego kariera rozwijała szybko. W 1932 roku zaczął pojawiać się w publicznych walkach. W 1936 roku wywalczył brąz mistrzostw Polski w wadze muszej. W 1938 i 1939 roku był już najlepszy w kraju.

Przed meczem z Francją w 1938 "Przegląd Sportowy" przedstawiał go jako jedynego nowicjusza w polskiej ósemce. Mówił, że stoczył około 110 walk.

Bokserzy Alfred Jasiński (z lewej) i Perrier po walce
Bokserzy Alfred Jasiński (z lewej) i Perrier po walce © domena publiczna | NAC

Tamten debiut w reprezentacji nie wyszedł mu dobrze. Z Francją nie dość, że przegrał swój pojedynek, to jeszcze złamał rękę. W drugim występie trafił na Włocha Guido Nardecchię, mistrza Europy. Też przegrał. Dopiero trzecia walka w kadrze dała zwycięstwo, nad mistrzem Holandii Noltenem. Potem pokonał Węgra Podany’ego. Ten sukces uważał za największy w swojej karierze.

Na mistrzostwach Europy w Dublinie w 1939 roku znów spotkał się z… Nardecchią. "Przegląd Sportowy", relacjonując odczucia zagranicznych korespondentów po tym pojedynku, tak pisał:

"Inna rzecz, że Jasiński musi uzupełnić swoje metody taktyczne, nauczyć się atakować i bić w zwarciu. Skostnienie w obecnej rutynie zrobiłoby z utalentowanego chłopca pięściarza, który ma szanse tylko z nieznającym go przeciwnikiem. "Irish Independent" w sprawozdaniu z walki Jasińskiego nazwał jego zachowanie się "chamberlainowską polityką idealnej bezczynności".

Plan na Helsinki

Latem 1939 roku Alfred Jasiński miał 22 lata i był w kadrze olimpijskiej. Myślał o igrzyskach Helsinkach. Trenował po swojemu. Rano, zanim szedł do pracy, biegał po polach koło Huty Batory. Do tego dochodziła gimnastyka domowa i ćwiczenia bokserskie. W Polsce nie bał się Rotholza, Lendzina ani Czerwińskiego. A byli to zawodnicy bardzo dobrzy. Za najtrudniejszego rywala w Europie ciągle uważał Nardecchię, ale wierzył, że trzecie spotkanie może ułożyć się inaczej.

Ta trzecia walka już nie przyszła.

Wojna zabrała Alfredowi normalny rytm kariery. Podobnie jak innym, zdolnym sportowcom dwudziestolecia międzywojennego. Jego wojenne i powojenne losy nie są znane…

Wybrane dla Ciebie