Jak obiecał, tak zrobił. Paweł Nastula w Atlancie

56. urodziny świętuje dzisiaj Paweł Nastula, judoka i złoty medalista olimpijski. Przy okazji urodzin mistrza, przypominam jego start w 1996 r.

Paweł Nastula Paweł Nastula
Źródło zdjęć: © Screen YouTube
Tomek Sowa

21 lipca 1996, Atlanta. W Polsce był środek nocy.

Wystarczyły dwa dni olimpijskich zmagań, by Polacy wskoczyli do czołówki klasyfikacji medalowej. Renata Mauer strzelała po złoto. Później zapaśnicy dorzucali swoje. W judo kibicowskie oczy z nadzieją patrzyły na Pawła Nastulę.

I nie będzie w tej historii romantycznego uniesienia, towarzyszącego niespodziewanym sukcesom sportowym. Nie! Bo Paweł Nastula jechał do Atlanty jako jeden z faworytów…

Łatka faworyta

W hali Georgia World Congress Center trzeba było zacząć mocno i pewnie. Potrzebna była też wiara. Nastula miał za sobą lata wspólnej pracy z trenerem Wojciechem Borowiakiem. Tworzyli duet dobrze znany rywalom. Trener mówił przed walkami, że jego zawodnik jest odporny psychicznie i nie powinien pęknąć. Dziennikarzom zaś wspominał coś o zdrowiu, jakby chciał zostawić margines… na wypadek nieszczęścia. Asekuracyjnie, nie ze strachu.

Pierwszy poważny sygnał poszedł w świat bardzo szybko. W pierwszej rundzie czekał Antal Kovacs - Węgier, mistrz olimpijski z Barcelony i mistrz świata z 1993 roku. Po niespełna minucie leżał pokonany! Twarze pozostałych w turnieju rywali mogły wtedy przybrać grymas wahania. Bo Polak nie tylko wygrał z utytułowanym zawodnikiem. Udowodnił, że faktycznie będzie walczył o najwyższe laury. Że jest na to w pełni przygotowany.

Medal olimpijski z Atlanty
Medal olimpijski z Atlanty © Wikipedia, domena publiczna

Potem przyszedł Włoch Luigi Guido. Ten pojedynek miał mniej spektakularny przebieg, bo Polak musiał korzystać z pomocy lekarza. Ale i tak Nastula zamknął ją przed czasem. Ippon na 61 sekund przed końcem przywrócił porządek.

Następny był Pedro Soares z Portugalii, wtedy młody i wysoko oceniany. Jego start trwał 76 sekund. Nastula odprawił go bez ceregieli, oszczędzając siły i nerwy. Dopiero Brazylijczyk Aurélio Miguel, mistrz olimpijski z Seulu, wciągnął Polaka w naprawdę ciężką rywalizację. Trener Borowiak przyznawał później, że trzeba było użyć fortelu i dać Pawłowi trochę oddechu. Zwycięstwo przyszło dopiero na 19 sekund przed końcem. Było wyszarpane, ale… potrzebne, by jeszcze wzmocnić mental Polaka.

Finał...

Kim Min-Soo z Korei Południowej nie miał czasu i miejsca, by rozwinąć własny plan. Nastula mu to ograniczył. Wszedł w tę walkę jakby na nowo odzyskał oddech i przypomniał sobie, po co właściwie przyjechał do Atlanty. Po 93 sekundach Koreańczyk był na plecach. Złoto! Niezwykły to był sukces. Tak duży, że na widowni usiadł nawet Aleksander Kwaśniewski, wówczas prezydent Polski. Zaczepiony przez dziennikarza mówił:

"W czasie pojedynku z Brazylijczykiem zamknąłem oczy z przerażenia, ale po walce finałowej podszedł do mnie słynny Anton Geesink i powiedział: to prawdziwy mistrz".

Paweł Nastula. Judo (95 kg ) - Olimpiada w Atlancie 1996 Polski komentarz

Cały dzień na tatami Polak zamknął w czternastu minutach i kilkunastu sekundach walki. Pięciu rywali, każde nazwisko z innego piętra światowego judo, ale i tak wygrał ten, który miał to zrobić... Złoto w kategorii do 95 kilogramów pojechało do Polski. Niedługo po wygranej, w telewizyjnym wywiadzie, Paweł tak mówił:

"Nareszcie mam wszystko, złoty medal olimpijski, mistrzostw świata i Europy. Od ponad dwóch lat nie przegrałem walki. Th zwycięstwa pomogły mi tu w Atlancie. Rywale byli psychicznie "podłamani", widząc, że nikt nie jest w stanie mnie pokonać... Dedykuję medal mojej mamie, która zawsze mnie wspomagała w trudnych chwilach. Dedykuję ojcu, który nie dożył chwili mojej wielkiej radości. Dedykuję całej rodzinie, narzeczonej, z którą 7 września bierzemy ślub. Cieszę się, że udaje mi się kontynuować dobrą passę polskiego judo, nawiązywać do sukcesów Legienia, Pawłowskiego. Jestem jeszcze młodym człowiekiem i liczę, że w judo coś jeszcze osiągnę".

Potem zaczęły się obowiązki mistrza. Kontrola antydopingowa w prowizorycznym pomieszczeniu, wywiady, rozmowy i tak dalej…

Jeśli popatrzymy na start Pawła Nastuli w Atlancie, to można by rzec, że był pokazem sportowej dojrzałości. Pojechać na igrzyska jako faworyt - czyli z ciężarem, który często łamie nawet najsilniejszych - a potem pokonanie mistrzów, młodych pretendentów i własnego zmęczenia i finalnie zdobycie najcenniejszego krążka, to wielka sztuka.

Wybrane dla Ciebie