Zwolniony przed igrzyskami. Wrócił ze złotem

Poprosił o wolne na igrzyska, usłyszał: "Zwolnijcie go". Kilka tygodni później Norbert Schemansky został mistrzem olimpijskim. Ten wielki ciężarowiec przez lata płacił wysoką cenę za sportową sławę.

Norbert Schemansky na Igrzyskach XVIII Olimpiady w TokioNorbert Schemansky na Igrzyskach XVIII Olimpiady w Tokio
Źródło zdjęć: © domena publiczna | The Asahi Shimbun
Tomek Sowa

Lato 1952 roku.

Norbert Schemansky próbuje załatwić wolne w pracy. Urlop nie ma jednak związku z wakacjami. Ma reprezentować Stany Zjednoczone na igrzyskach olimpijskich w Helsinkach. Uchodzi za jednego z najlepszych ciężarowców świata. Pracuje wówczas w Briggs Manufacturing, dużym zakładzie związanym z przemysłem samochodowym w Detroit. W końcu łapie przełożonego i prosi o zwolnienie na czas igrzysk. Szef patrzy na niego z politowaniem, a potem mówi do współpracowników:

"Dajcie mu tyle wolnego, ile chce. Zwolnijcie go".

Norbert odpowiedź tę zapamięta do końca życia. Wyraźnie zniesmaczony odpowiada w podobnym tonie. Potem odchodzi z pracy i jedzie do Finlandii.

Chichot losu

Urodził się w Detroit w 1924 roku i dorastał w licznej rodzinie polskiego pochodzenia. Był szóstym z ośmiorga dzieci. Ciężary poznał go dzięki starszemu bratu Dennisowi, który trenował w garażowej siłowni i w 1940 roku został juniorskimi mistrzem USA. Początkowo Norbert tylko go obserwował. W wieku około czternastu lat zaczął próbować sam i szybko okazało się, że podnosi więcej od znacznie starszych chłopaków.

Sportowy rozwój przerwała mu II wojna światowa. W 1943 roku trafił do armii amerykańskiej. Służył w artylerii przeciwlotniczej w Europie i uczestniczył w walkach w Ardenach. Gdy świst kul ustał niemal natychmiast odbudował formę. W 1947 roku został wicemistrzem świata, rok później zdobył srebro igrzysk w Londynie, a w 1951 roku w Mediolanie wywalczył pierwszy tytuł mistrza świata.


WIDEO
America's Weightlifters Warm Up For The Olympics (1964)

Do Helsinek pojechał jako faworyt nowej kategorii do 90 kilogramów. Zawody rozpoczęły się dla niego… niepokojąco. W pierwszej konkurencji, wyciskaniu, reprezentant ZSRR Grigorij Nowak uzyskał 140 kg, podczas gdy Norbert zatrzymał się na 127,5. Strata była spora, ale Amerykanin odrobił stratę w rwaniu, osiągając 140 kg przy 125 kg Nowaka. W podrzucie różnica była jeszcze większa. Schemansky zaliczył 177,5 kg, ustanawiając rekord świata i zakończył trójbój wynikiem 445 kg. Nowak uzyskał 410 kg. Przewaga mistrza wyniosła aż 35 kilogramów!

To był chichot losu. Postawił na szali pracę i pewną formę stabilizacji, a potem został mistrzem olimpijskim.

Tyle że Ameryka nie witała go owacjami. Po latach wspominał, że po powrocie po prostu wsiadł w autobus i pojechał do domu. Nikt go nie rozpoznał. Podnoszenie ciężarów pozostawało w Stanach Zjednoczonych sportem niszowym, a jeden z najlepszych zawodników świata szybko wrócił do zwyczajnego życia…

Cztery starty, cztery medale

Po Helsinkach nadal dominował. Został mistrzem świata w 1953 i 1954 roku. Wtedy pojawił się problem znacznie poważniejszy niż brak pieniędzy czy zainteresowania mediów. Zaczął cierpieć na potężne bóle kręgosłupa. Lata dźwigania dały o sobie znać. W 1956 roku, gdy inni jechali na igrzyska do Melbourne, on przeszedł operację. Wrócił do treningu i w 1957 roku ponownie zdobył mistrzostwo USA. Niestety, ból powrócił. W listopadzie konieczna była druga operacja.

Lekarze radzili koniec kariery. Ostrzegali, że może mieć problemy z normalnym chodzeniem. Zrobił… zupełnie odwrotnie. W styczniu 1958 roku zaczął ćwiczyć. Najpierw bardzo ostrożnie, przede wszystkim wzmacniając górną część ciała i pilnując, by nie obciążać kręgosłupa. Już kilka miesięcy później znowu startował.

W Rzymie w 1960 roku, mając 36 lat, zdobył olimpijski brąz. Cztery lata później w Tokio podniósł 537,5 kg, najlepszy olimpijski wynik w karierze i znów stanął na trzecim stopniu podium. Miał 40 lat i został pierwszym ciężarowcem w historii z medalami zdobytymi na czterech różnych igrzyskach.

James Bradford, Yury Vlasov, Norbert Schemansky w 1960 r.
James Bradford, Yury Vlasov, Norbert Schemansky w 1960 r. © domena publiczna

Jego kariera trwała od lat 40. aż do początku lat 70. Zdobył trzy tytuły mistrza świata, ustanawiał rekordy globu.

To wymagało poświęceń. Nie tylko sportowych. Startował bez wielkiego wsparcia finansowego. Nie podpisywał kontraktów czy umów sponsorskich. Jego trudna sytuacja materialna poruszyła dziennikarza sportowego Marka Krama, który w 1966 roku w "Sports Illustrated" wyrażał niedowierzanie, że w ciągu ośmiu ostatnich lat Schemansky nie zarobił więcej niż 3000 dolarów rocznie. Ba, w tym czasie wraz z żoną Bernice wychowywał czworo dzieci, a rodzina z trudem spłacała dom.

"Jak to możliwe" - pisał Kram – "że człowiek, który zdobył szacunek dla siebie i prestiż dla swojego kraju, egzystuje gdzieś na niewidocznym marginesie życia, jest człowiekiem bez pozycji i bez określonego miejsca w społeczeństwie, a jego żona przez większą część ostatnich 20 lat w praktyce finansowała jego starty w barwach Stanów Zjednoczonych, pracując za 80 dolarów tygodniowo?".

Niemal do końca życia miał o to żal do sportowych dygnitarzy. Czuł się niedoceniony. W 2002 roku mówił, że gdyby te same sukcesy osiągnął w XXI wieku, to byłby milionerem.

Zmarł w 2016 roku.

Wybrane dla Ciebie