W tym artykule:
Ich starcia wykraczają dalece poza murawę. Są jednymi z najbardziej naładowanych historii mundialu: od ostrej gry w latach 60., przez Maradonę i Falklandy, po Beckhama i Simeone oraz wielki rewanż w Sapporo w 2002 roku.
Oni nie pozwalają się nudzić. A często mecz ma szereg podtekstów…
"Uwielbiam grać przeciwko Anglikom" – mówił Diego Simeone, jeden z bohaterów tej rywalizacji, w "The Guardian".
Potrzeba tłumacza
Zaczęło się w 1962 roku w Chile, gdy Anglia pokonała Argentynę 3:1 w fazie grupowej. Anglicy mieli wtedy drużynę bardziej uporządkowaną i skuteczniejszą. Dla grającej "antyfutbol", mocno defensywnej Argentyny była to bolesna porażka. Ale jeszcze nie mecz-symbol. Napięcie między tymi reprezentacjami dopiero miało się eskalować.
Cztery lata później spotkanie na Wembley miało już zupełnie inny ciężar…
Ćwierćfinał mundialu 1966 roku pamięta się głównie przez postawę Antonio Rattína. Anglia wygrała 1:0 po golu Geoffa Hursta, ale przez lata pamiętano przede wszystkim awanturę wyrzucenia z placu gry kapitana Argentyny. Rattín długo nie chciał zejść z boiska, bo twierdził, że nie rozumie decyzji niemieckiego sędziego Rudolfa Kreitleina. Prosił nawet o tłumacza.
– Domagali się, żebym opuścił boisko, a ja odmówiłem. Czego oni, k***a, chcieli?! Nikogo nie obraziłem, nikogo nie kopnąłem, więc dlaczego, k***a, miałem opuścić boisko? Tylko dlatego, że poprosiłem o tłumacza, żeby zrozumieć, co mówi ta niemiecka concha?
Koniec końców, zmarły cztery dni temu piłkarz, zatrzasnął za sobą drzwi szatni.
Musiał.
Tamto spotkanie było ostre, nerwowe i pełne pretensji. Stało się jednym z impulsów do późniejszego wprowadzenia systemu żółtych i czerwonych kartek jako jasnego systemu komunikacji sędziego z zawodnikami.
Wtedy to Argentyńczycy oskarżali arbitrów, że angielscy gospodarze są "przepychani" przez kolejne mecze…
Ręka Boga i David Beckham
Chyba najważniejszy mecz odbył się 22 czerwca 1986 roku w Meksyku. Argentyna i Anglia zagrały w ćwierćfinale, cztery lata po wojnie o Falklandy/Malwiny, więc polityczny kontekst wybił na powierzchnię. Piłkarze próbowali mówić głównie o futbolu. Ale potem… Diego Maradona najpierw zdobył gola ręką, później nazwanego "Ręką Boga", a cztery minuty później przeprowadził solową akcję przez pół boiska i strzelił jedną z najsłynniejszych bramek w historii mistrzostw. Gary Lineker zmniejszył straty, ale Argentyna wygrała 2:1 i ruszyła po tytuł.
Diego później dołożył do politycznego pieca. Nie wytrzymał i powiedział:
"Mecz rozgrywał się nie tylko na boisku, ale także w sercach matek, które straciły dzieci na Malwinach".
Mecz z 1998 roku też był dramatyczny. W 1/8 finału w Saint-Étienne Argentina szybko objęła prowadzenie po rzucie karnym Gabriela Batistuty. Alan Shearer odpowiedział również z karnego, a chwilę później młodziutki Michael Owen strzelił gola, który zrobił z niego gwiazdę turnieju. Jeszcze przed przerwą Javier Zanetti wyrównał po świetnie rozegranym rzucie wolnym.
Wydawało się, że w drugiej połowie magia futbolu będzie trwać. Ale…
Po zmianie stron David Beckham został wyrzucony z boiska za kopnięcie Diego Simeonego. Anglia dotrwała do karnych, ale przegrała 3:4. Pudłowali Paul Ince i David Batty. Argentyna wyeliminowała Anglików a głównym winowajcą porażki w wyspiarskich mediach i wśród tamtejszych kibiców był piłkarz "Czerwonych Diabłów".
David Beckham vs Diego Simeone
"Dziesięć bohaterskich Lwów, jeden głupi chłopak" – pisał "The Mirror", a kukła Beckhama wisiała na pętli przed londyńskim pubem.
Piłkarz kajał się i przepraszał. Ale to czas miał leczyć tę ranę.
Sam Simeone przyznał po latach, że nie spodziewał się takiego ataku na Davida. I że było mu go zwyczajnie, po ludzku żal.
Odkupienie
Cztery lata później w Sapporo doszło… do rewanżu Beckhama! Anglia i Argentyna zagrały w meczu grupowym. 7 czerwca 2002 roku angielscy najpierw wygwizdali argentyński hymn, a potem głośno dopingowali swoich piłkarzy. Mecz był zamknięty, taktyczny i nerwowy. Decydujący moment przyszedł przed przerwą, gdy Michael Owen wywalczył rzut karny. David Beckham podszedł do piłki i strzelił mocno, dając Anglii zwycięstwo 1:0.
Dla niego był to symboliczny koniec historii z 1998 roku. Odkupił winy. Dla Argentyny zaś to początek katastrofy, bo później nie wyszła z grupy.
"Te cztery lata ciągnęły się bardzo długo, ale opłaciło się, bo dziś osiągnęliśmy szczyty. Obie drużyny grały genialnie przez 92 minuty. Przy karnym wszyscy próbowali mnie zdekoncentrować: ich bramkarz mówił mi, gdzie mam postawić piłkę, Simeone ściskał mi rękę, ale to w ich stylu" – opowiadał po ostatnim gwizdku "Becks".
Diego i David dziś zakopali wojenny topór. Ale Anglicy i Argentyńczycy przed dzisiejszym meczem pompują nastroje. W Escobar, położonym w prowincji Buenos Aires, kibice podpalili brytyjską flagę. Ale i Anglicy nie pozostają dłużni. Są bardzo pewni siebie. Przykładowo Joe Cole mówił:
"Położymy Messiego spać. Jestem tego pewny w stu procentach. Mówię to już teraz. Anglia awansuje do finału".
Te pięć gier, a dziś szósta, to ciągłe rozgrzebywanie starych ran. Różny jest ich podteksty. Na końcu dzisiaj i tak będzie jednak liczyło się to, kto awansuje do finału mundialu. A o taką stawkę Anglicy z Argentyńczykami na mundialu jeszcze nie grali…
Kto dziś zostanie finalistą mistrzostw świata?