Meksyk 1986. Belgia błyszczy po raz pierwszy

Belgijskie "złote pokolenie" zaliczy dziś swój ostatni taniec? A może Kevin De Bruyne, Romelu Lukaku i spółka sprawią niespodziankę i awansują kosztem Hiszpanów?

Reprezentacja Belgii w trakcie mundialu w 1986 rokuReprezentacja Belgii w trakcie mundialu w 1986 roku
Źródło zdjęć: © domena publiczna
Tomek Sowa

Byłby to trzeci w historii półfinał dla "Czerwonych Diabłów". Ten pierwszy miał miejsce w 1986 roku. Wówczas w Meksyku belgijska kadra zaskoczyła świat…

Przede wszystkim solidność

Na stadionie Cuauhtémoc w Puebli Belgowie kończyli mistrzostwa tak, jak przeszli przez cały turniej. Był 28 czerwca 1986 roku, a oni - po dogrywce, bez kalkulacji i z resztką sił - przegrali z Francją 2:4 w meczu o trzecie miejsce. Tamta czwarta lokata była największym dotychczasowym sukcesem reprezentacji w historii. Drużyna prowadzona przez Guya Thysa nie przyjechała do Meksyku jako aspirant do medalu. Ale była solidna. W 1980 roku została przecież drugą siłą Starego Kontynentu, a dwa lata później, na otwarcie mistrzostw świata w Hiszpanii, potrafiła wygrać z obrońcami tytułu, Argentyną (1:0). W 1986 roku wyszła z grupy jako najlepsza ekipa z trzecich miejsc, odnosząc tylko jedno zwycięstwo - 2:1 nad Irakiem.

Guy Thys był dla belgijskiej kadry kimś takim, kim dla Polaków Kazimierz Górski. Budował ją od 1976 roku – przez kolejne trzynaście lat! W Meksyku miał do swojej dyspozycji ciekawych graczy, ale dwóch z nich wyróżniało się szczególnie…

Nico Claesen (w czerwonej koszulce) w meczu 1/8 z ZSRR
Nico Claesen (w czerwonej koszulce) w meczu 1/8 z ZSRR © Wikipedia, domena publiczna

Już przeciwko Irakowi zaznaczył swoją obecność Nico Claesen. Ten niewysoki, ale bardzo ruchliwy napastnik wykorzystał rzut karny i zdobył bramkę na 2:0. Grał sprytnie i inteligentnie. Umiejętnie szukał wolnych przestrzeni na boisku. W ten sposób w lidze belgijskiej zdobywał wiele bramek, więc nie brakowało dlań ofert z zagranicy. Najpierw biegał po boiskach Bundesligi. Potem, w 1986 roku, Tottenham Hotspur kupił go ze Standardu Liège za 600 000 funtów. W Anglii nie był statystą. Mimo przeciętnych warunków fizycznych w ciągu dwóch lat zdobył na Wyspach osiemnaście bramek.

Najpiękniejszy mecz mistrzostw

Jan Ceulemans pełnił inną rolę. Kapitan nie był klasyczną "dziewiątką". Cofał się po piłkę, brał na siebie ciężar pojedynków i rozgrywania. Imponował wytrzymałością oraz atletyczną budową, która nie przeszkadzała mu jednak w skoordynowanych ruchach i panowaniu nad futbolówką. I potrafił strzelać seriami! Nie dziwota, że genialny Pele umieścił go na liście najlepszych piłkarzy z okazji 100-lecia FIFA.

W tym historycznym starcie w Meksyku Ceulemans i Claesen stali się centralnymi postaciami zespołu. A poukładana, lecz mizerna w grupie, Belgia – nagle weszła na wysokie obroty.

Prawdziwy przełom nastąpił w 1/8 finału. Faworyzowany ZSRR dwa razy obejmował prowadzenie, a Igor Biełanow strzelił nawet hat-tricka. Belgowie jednak odpowiadali. Najpierw wyrównał Enzo Scifo, potem Ceulemans przyjął długie podanie na pierś, odwrócił się i posłał piłkę w dalszy róg. W dogrywce Stéphane Demol trafił głową, a Claesen uderzeniem z woleja podwyższył na 4:2. Skończyło się 4:3, a kibice nazwali ten mecz jednym z najbardziej widowiskowych spotkań turnieju.

Van Gool, trener Guy Thys i Jan Ceulemans
Van Gool, trener Guy Thys i Jan Ceulemans © domena publiczna | Hans Peters

Ktoś mógłby powiedzieć, że to przypadek. Albo, że faworyt miał "gorszy dzień". Nic z tych rzeczy!

W ćwierćfinale z Hiszpanią Jan Ceulemans znów błysnął. W 35. minucie, po dośrodkowaniu Franky’ego Vercauterena, zdobył bramkę efektownym "szczupakiem". Hiszpanie wyrównali pięć minut przed końcem, ale w serii rzutów karnych to "Czerwone Diabły" zachowały spokój. Claesen wykorzystał swoją próbę, Jean-Marie Pfaff zatrzymał strzał Eloya, a Leo Van der Elst przypieczętował zwycięstwo 5:4.

Belgia po raz pierwszy znalazła się w półfinale mundialu! Ich pierwsze "złote pokolenie" mogło potwierdzić swój kunszt.

Czwarte miejsce i... klasa

Tyle że w 1/2 czekała Argentyna i rozpędzony Diego Maradona. Przez pierwszą połowę Belgowie bronili się skutecznie, lecz po przerwie kapitan przyszłych mistrzów świata dwukrotnie rozmontował ich defensywę. Po porażce 0:2 trener Thys powiedział:

"Gdyby w zespole Belgii grał Diego Maradona, wynik mógłby być odwrotny". Dodawał zarazem, że sam awans do półfinału był "olbrzymim sukcesem".

Belgom został więc mecz o trzecie miejsce.

W spotkaniu tym Ceulemans trafił już w 11. minucie. Francja odpowiedziała dwoma golami, lecz w 73. minucie Nico Claesen wykorzystał błąd obrońców i doprowadził do remisu. W ważnych momentach ci dwaj wielcy strzelcy nie zawodzili.

FRANCE vs BELGIUM 4-2 / Third place play-off/ WORLD CUP MEXICO 1986 /Full HD 1080p

Dopiero dogrywka przyniosła Trójkolorowym zwycięstwo. Po pisano, że Francuzi zagrali rezerwowym składem, że byli załamani odpadnięciem w półfinale. Przegrana i takie stwierdzenia mogły umniejszać Belgom. A prawda jest taka, że w 1986 roku, na tym etapie mistrzostw, była to reprezentacja bardzo zmęczona, dla której była to trzecia dogrywka w czterech meczach fazy pucharowej!

Musiała zapłacić za poprzednie, mordercze minuty.

"Pomimo porażki jestem zadowolony z gry piłkarzy i czwartego miejsca w turnieju" – chwalił swoich chłopców selekcjoner. Działacze chyba też byli zadowoleni, bo od razu podsunęli mu do podpisania umowę na kolejne dwa lata pracy.

Jan Ceulemans i Nico Claesen zakończyli mistrzostwa z trzema golami każdy. Razem zdobyli połowę z 12 belgijskich bramek. Kapitan trafiał przeciw ZSRR, Hiszpanii i Francji; Claesen – przeciw Irakowi, ZSRR i Francji. Po mundialu Ceulemans pokazał też wielkie serce, bo część premii przekazał na pomoc bezdomnym meksykańskim dzieciom:

"Chcielibyśmy, aby te środki odmieniły życie piątce dzieci" – tłumaczył.

Belgowie wyjechali z Meksyku bez medalu. Ale i tak zapisali się w historii. Pierwsze "złote pokolenie" przez lata było tym, do którego z tęsknotą wracali kibice. Czy dziś to drugie znów zabierze ich do półfinału?

Wybrane dla Ciebie