Ludzie do dziś wspominają komentarz Ericha Segala, który krzyczał do widzów telewizji ABC: „To oszustwo, Frank!”. Mężczyzna miał rację. Szybko połapał się w sytuacji na arenie zmagań. Bo na bieżni finiszował dowcipniś, który dołączył do maratończyków mniej więcej na kilometr przed finiszem. Był studentem z Niemiec Zachodnich i nazywał Norbert Sudhaus. Starannie przygotował się do występu. Na stadion wbiegł w krótkich spodenkach i koszulce do biegania. Zmylona publiczność była przekonana, że właśnie obserwuje wielkie zwycięstwo któregoś z Niemców.
Minęła chwila i w bramie ukazała się postać Franka Shortera, Amerykanina, który był faktycznym liderem. Na jego twarzy rysowało się zdziwienie.
„Byłem sfrustrowany. Biegłem, a ludzie zaczęli gwizdać i buczeć. W końcu ktoś z trybun krzyknął w moim kierunku: »Nie martw się, Frank«. Powiedziałem sobie: »Po co mam się martwić? Przecież wygrywam«. Myślę, że część ludzi wtedy mnie rozumiała. Mówili sobie wewnątrz: „O mój Boże, on myśli, że nie wygrał”. Tyle, że gdyby ktoś mnie minął, wiedziałbym o tym. Dla mnie najważniejsze jest to, że wtedy wiedziałem i nadal wiem, że nie biegałem dla okrzyków radości ani dla wiwatów”.
Mistrz, który inspirował
Show Sudhausa trwało kilkanaście sekund. Ochrona ujęła go i wyprowadziła ze stadionu. Frank parł do mety, stając się pierwszym amerykańskim maratończykiem, który wgrał bieg na igrzyskach, mijając linię mety jako pierwszy. Przed nim mistrzostwo zdobywali rodacy — Thomas Hicks w 1904 r. i Johnny Hayes w 1908 r. Ale żaden z nich nie przerywał taśmy jako pierwszy: Hicksowi, podobnie jak Shorterowi, przeszkodził w tym oszust, natomiast Hayesa ogłoszono zwycięzcą dopiero po tym, jak zdyskwalifikowano Dorando Pietriego, korzystającego z niedozwolonej pomocy.
Mistrz olimpijski z Monachium to jeden z najbardziej znanych amerykańskich maratończyków w dziejach. Inspiracja dla tysięcy osób, które w latach 70. i 80. pochłonął boom na ogólnonarodowe bieganie. Legenda głosi, że Amerykanie byli tak zachwyceni triumfem Shortera, że zbiorowo zgasili papierosy, zamienili Budweisery na Nike i wyszli na ulice w szaleństwie biegania. A on, ich idol, urodził się 31 października 1947 r. w Monachium w Niemczech, gdzie jego ojciec, lekarz wojskowy, stacjonował po II wojnie światowej. Wkrótce rodzina Shorterów wróciła do Stanów Zjednoczonych, gdzie Frank dorastał.
Z osobą ojca, dr Samuela Shortera, wiąże się smutna część dzieciństwa chłopca. W 2011 r. opowiedział o dorastaniu u boku „miejscowego, bardzo szanowanego lekarza”. Ojciec nie stronił od przemocy. Był człowiekiem o dwóch twarzach. Pierwsza, ta, którą prezentował na zewnątrz, była pełna empatii i uśmiechu. Tę znała cała okolica i wszyscy pacjenci. Druga — agresywna i nieprzewidywalna — doprawiona przemocą, znana była tylko w czterech ścianach domu Shorterów. Frank:
„Te wizyty domowe, na które z nim chodziłem, były jak wszystkie inne chwile, które razem spędzaliśmy. Byłem przerażony. Byłem w stanie najwyższej gotowości przez cały czas. Nigdy nie można było przewidzieć, co go wkurzy. Często nie trzeba było nic robić. Nie zamierzał mnie bić w samochodzie. Czekał. Potem robił to w domu, gdzie nikt by go nie widział”.
Sport na całe życie!
Sport stał się dla Franka formą odskoczni. Biegać zaczął w liceum. Szybko pojawiły sukcesy. Podczas studiów na Yale University, gdzie studiował nauki z zakresu prawa, zdobył tytuł mistrza NCAA w biegach na 10 000 metrów. Jego talent i determinacja zwróciły uwagę i doprowadziły go udziału w pierwszych igrzyskach olimpijskich. Po Monachium stał się gwiazdą, choć nigdy nie korzystał z usług pojedynczych menagerów czy agencji, pomagających zyskać takowy status.
Cztery lata później, na igrzyskach olimpijskich w Montrealu Shorter zdobył srebrny medal. Złoto powędrowało do Waldemara Cierpińskiego z NRD. Niemiec polskiego pochodzenia tak wspominał tamten pojedynek:
„Jako największy faworyt był traktowany obrońca tytułu z Monachium, Frank Shorter. Jeśli chciałem z nim rywalizować, musiałem się poddać jego taktyce. On zużywał rywali nagłymi przyśpieszeniami w trakcie biegu. Takie sprinty potrafią wykończyć każdego. Shorter trzymał mocne tempo zwłaszcza na wzniesieniach, przy szalonym dopingu swoich fanów, których na trasie nie brakowało. Pomimo wszystko – musiałem z nim wytrzymać. I to mi się udawało! Mało tego, na 34 kilometrze wyszedłem na prowadzenie. Nie pytajcie, co się wtedy ze mną działo. Gdy dobiegałem na stadion, byłem wykończony. Nagle – szok! Tablica pokazywała, że mam przebiec dodatkową rundą po bieżni. Przebiegnięcie każdego dodatkowego metra było dla mnie ciężkie. Nagle spostrzegłem Shortera – przede mną! Okazało się, że przebiegłem o jedno okrążenie za dużo, a on czekał na mecie, żeby mi pogratulować”.
Oprócz sukcesów olimpijskich Shorter odnosił również znaczące sukcesy na innych zawodach. Czterokrotnie wygrywał mistrzostwa USA w maratonie oraz dwa razy zdobył tytuł mistrza USA w biegu na 10 000 metrów. Był także czterokrotnym zwycięzcą prestiżowego maratonu Fukuoka w Japonii.
Po zakończeniu kariery sportowej stanął do walki z dopingiem i jako pierwszy szef USADA starał się odstraszać sportowców przed używaniem niedozwolonych środków. Pracował też jako komentator sportowy. Angażował się w działalność charytatywną i edukacyjną, promując zdrowy styl życia i sport wśród młodzieży.