20 kwietnia 1986 roku Oxford United sięgnął po największy sukces w swojej historii, rozbijając Queens Park Rangers 3:0 w finale Milk Cup na Wembley. Ten triumf miał być początkiem wielkiej opowieści, ale z perspektywy czasu okazał się raczej szczytem krótkiego, gwałtownego wzlotu, po którym nadeszły lata upadku.
Był 20 kwietnia 1986 roku. Blisko 40 tysięcy kibiców Oxford United udaje się na londyńskie Wembley, bo obejrzeć mecz swoich chłopców. „The Us” dotarli do finału Milk Cup (Pucharu Ligi), gdzie czekał na nich zespół Queens Park Rangers. Klub z Oxfordu dopiero co wspiął się do najwyższej klasy rozgrywkowej po dwóch kolejnych awansach. Wydawało się, że dotarcie do finału jest początkiem pięknej historii, która będzie kontynuowana. A jednak, czas pokazał, że tamta wygrana 3:0 była najważniejszą chwilą w dziejach United. Szczytem krótkiej, gwałtownej wspinaczki, po której przyszło równie szybkie spadanie…
|Czytaj też: Gordon Banks. Bramkarz jednej interwencji?
Faworytem nie byli…
Fundamenty pod ten sukces wylał Jim Smith. To on zbudował zespół, który wygrywał kolejne mecze i wprowadził Oxford z Third Division do First Division. Paradoks polegał na tym, że gdy przyszło grać o trofeum na Wembley, Smith siedział… na ławce rywali. Latem 1985 roku odszedł do QPR po sporze płacowym z właścicielem Oxfordu, Robertem Maxwellem. Finał miał więc też wymiar bardzo osobisty.
Po odejściu Smith’a Oxford prowadził Maurice Evans. Uchodził za człowieka spokojnego i rozważnego. Początkowo miał być tylko „rozwiązaniem tymczasowym”, lecz Maxwell przekonał go do przyjęcia posady na stałe zaraz po efektownym początku sezonu. W lidze przyszły jednak trudniejsze tygodnie. Zespół zaczął seriami przegrywać, osuwał się w tabeli i zaczął walczyć utrzymanie. Rozgrywki pucharowe były dla drużyny formą odskoczni. Pozwalały przypomnieć sobie własne atuty.

Bo droga do finału nie była trudna. United uniknęli wielkich angielskiej piłki. Ale fakt ten wcale nie umniejsza ich osiągnięcia! Oxford wykorzystał swoją szansę z chłodem i żelazną wręcz konsekwencją. Mimo to przed samym finałem nie uchodził za faworyta. Drużyna nie wygrała siedmiu kolejnych meczów ligowych, podczas gdy QPR pozostawało niepokonane… od ośmiu spotkań. Ba, w półfinale wygrało z Liverpoolem.
Szczyt i… spadanie
Sam finał długo pozostawał meczem zamkniętym i nerwowym. Po pół godzinie chłopcy z Oxfordu odnaleźli rytm. Rywale zaczynali się przy tym gubić. I przyszły bramki. Najpierw Trevor Hebberd otworzył wynik, a później zespół kontrolował wydarzenia, mając wyraźną przewagę. Jeremy Charles, występujący z przodu z powodu urazu podstawowego napastnika Billy’ego Hamiltona, ustalił rezultat na 3:0.
Rozpoczęło się święto.
Ale radość mieszała się z niepewnością, bo trzeba było jeszcze utrzymać pierwszoligowy status.
Oxford do końca walczył o utrzymanie i ocalił ligowy byt ledwie o punkt. Ale w sezonie 1987/1988 wszystko się załamało. Drużyna spadła z najwyższej klasy rozgrywkowej i już nigdy do niej nie wróciła.
Jest jeszcze jeden, przykry fakt.
Piłkarze Oxford United nie mogli wystąpić w Pucharze UEFA w 1987 roku, ponieważ angielskie kluby były wówczas objęte zakazem gry w europejskich rozgrywkach nałożonym przez UEFA. Z kolei spadek z ekstraklasy rok później zapoczątkował długi, osiemnastoletni okres regresu, którego najdotkliwszym symbolem była degradacja do Conference National w 2006 roku.
