Mike Tyson vs Lennox Lewis. Koniec "Bestii"

W Memphis pytano, czy Mike Tyson zdoła jeszcze raz zatrząść wagą ciężką. Lennox Lewis odpowiedział bez litości: spokojem, siłą i nokautem, który pokazał, że era dawnej Żelaznej Bestii właśnie dogasa...

Fragment plakatu promującego walkę Tyson-LewisFragment plakatu promującego walkę Tyson-Lewis
Źródło zdjęć: © domena publiczna

8 czerwca 2002 roku. Walka w Memphis, jeszcze przed pierwszymi wyprowadzonymi kombinacjami, anonsowana była nie tylko jako pojedynek o mistrzostwo świata. W hali The Pyramid zebrało się około 21 tysięcy widzów. Stawką były tytuły WBC i IBF w wadze ciężkiej. Ale liczni obserwatorzy chcieli też dostać odpowiedź na proste pytanie: czy Mike Tyson może jeszcze raz wrócić i zatrząsnąć wagą ciężką?

Zadanie miał najtrudniejsze z możliwych.

Dobry kontra zły

Amerykańskie i brytyjskie gazety, głównie te bulwarowe, sprzedawały ten pojedynek, jako starcie dwóch odmiennych światów. Lennox Lewis był mistrzem. A do tego człowiekiem spokojnym, chłodnym i poukładanym. Mike Tyson pozostawał dawną "Bestią". Facetem otoczonym skandalami i… legendą, bo przecież każdy kibic pamiętał, ile kilka lat wstecz ważyły jego ciosy i jakie siały spustoszenie. Media miały więc pożywkę. Lewis miał być "dobrym", Tyson zaś "złym". Publika lubi takie podziały, choć ring zwykle szybko je spłyca.

Rok 1988. Mike Tyson vs. Larry Holmes
Rok 1988. Mike Tyson vs. Larry Holmes © domena publiczna

Bukmacherzy stawiali na Lewisa. Amerykańskie kursy dawały mu wyraźną przewagę. Brytyjskie jeszcze uwypuklały rolę faworyta. I to było rozsądne podejście. Brytyjczyk był przecież większy, silniejszy w klinczu, spokojniejszy taktycznie i znacznie bardziej uporządkowany. Tyson wciąż miał nazwisko i siłę. Mógł odpalić w pierwszych rundach, z czego przecież słynął. Zaskoczenia nie było. Właśnie taką strategię przyjął.

Na chłodno...

Mike ruszył szybko, próbował skrócić dystans i wchodzić pod długie ręce Lewisa. Chciał zrobić to, co robił w najlepszych latach: zamienić walkę w gwałtowną i nieprzewidywalną burzę. Przez chwilę wyglądało nawet, że może się to ziścić, tyle że w tym gorącym momencie Lennox Lewis nie spanikował. Przyjmował napór, odsuwał rywala, wiązał go w klinczu i stopniowo odbierał mu ochotę na kolejne szarże.

Był zimnym, kalkulującym mistrzem.

Z każdą minutą różnica rosła. Brytyjczyk bił mocniej i celniej. Lewym prostym ustawiał sobie Tysona. Kiedy trzeba było, to wchodził w klincz, za co sędzia Eddie Cotton udzielił mu nawet ostrzeżenia. Było jednak widać, że to czempion kontroluje tempo.

Lennox Lewis vs Mike Tyson (highlights)

W czwartej rundzie Mike znalazł się na deskach. Wstał, ale w kolejnych momentach Lewis coraz swobodniej trafiał prawą ręką. Odbierał mu resztki sił. Ring, który kiedyś był królestwem Tysona, tej nocy stał się miejscem jego powolnego demontażu.

W ósmej rundzie wszystko zostało rozstrzygnięte. Lennox Lewis wyprowadził cios podbródkowy, po którym Tyson runął na deski. Tym razem już tak łatwo się nie pozbierał. Sędzia przerwał pojedynek, a Brytyjczyk obronił mistrzowskie pasy.

Co by było gdyby?

"Ludzie zawsze pytają mnie o Mike'a Tysona, dlaczego nigdy nie walczyliśmy w kwiecie wieku. Odpowiadam, że to nie moja wina. Mike zajmował się swoimi problemami, a ja byłem zajęty zdobywaniem tytułów. Kiedy w końcu walczyliśmy w 2002 roku, wiedziałem, że muszę coś udowodnić. Trenowałem jakby to była moja pierwsza duża walka, a nie ostatnia…" – przyznawał Lewis.

Finał tej opowieści był… zaskakujący. Mike Tyson przyjął bowiem porażkę z godnością. Gratulował rywalowi, a nawet pocałował matkę zwycięzcy. Jakby po wszystkim zrozumiał, kto faktycznie w tamtej chwili jest numerem jeden.

Lennox został niekwestionowanym królem wagi ciężkiej. Mike'owi pozostało nazwisko i spektakularna historia z początków zawodowej kariery, bo w 2002 roku było widać, że jego czas mija. Kibicom zaś pytanie: kto wygrałby, gdyby faktycznie starli się w swoich szczytowych okresach?

Wybrane dla Ciebie