Robert Dados. Przerwany bieg

Robert Dados

Ludzie się dziwili. Jak to jest, że po ciężkim wypadku Robert Dados walczył o powrót na żużlowy tor, a potem próbował odebrać sobie życie. Ale depresja to podstępna choroba. Karmi się ciszą, myślami, samotnością. I atakuje znienacka. 

Jest rok 1993. Szesnastoletni Robert zdobywa licencję żużlową. Jeździ w barwach Motoru Lublin. Uchodzi za wielki talent. Ale klub ma kłopoty i w 1995 postanawia sprzedać zdolnego juniora. W klubowych biurach rozbrzmiewają telefony. Chcą go najlepsze ekipy w kraju. Robert trafia do GKM-u Grudziądz, wspieranego finansowo przez lokalny browar. Z miejsca staje się ważnym ogniwem zespołu. Zyskuje  opinię czołowego polskiego żużlowca lat 90. W 1998 roku potwierdza drzemiący w nim potencjał, sięgając po tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów. Na torze w Pile dopinguje go 15 tysięcy widzów. Obok stają rywale, którzy za kilka lat będą gwiazdami speedwaya: Nicki Pedersen, Scott Nicholls czy Lee Richardson. To też świadczy o skali tamtego sukcesu.

Żużlowe tory mają należeć do niego. Niestety, dochodzi do wypadku.

|Czytaj też: #TegoDnia: 6 września 1992 roku Tomasz Gollob zdobył pierwszy w karierze tytuł mistrza Polski

Wypadek, który wszystko zmienił

Maj, rok 2000. Jadący swoim motocyklem Robert uderza w poloneza. Jego stan jest ciężki. Ma złamany obojczyk, nadgarstek, dwa żebra, uszkodzony kręgosłup, pękniętą wątrobę i odmę płucną. Trafia na oddział intensywnej terapii. Przechodzi operacje. Lekarze dają mu niewiele szans na powrót do sportu. Chodzą głosy, że przeżył cudem. Ale on walczy o życie i o powrót na tor. Rehabilitacja przebiega po jego myśli. Dostaje zielone światło. 

Zimą 2001 roku zmienia klub na wrocławski Atlas. Jeździ w kratkę – w pierwszym sezonie przeciętnie, w drugim dużo lepiej. Zdobywa też dwa medale drużynowych mistrzostw kraju. Wypadek pozostawia po sobie trwały ślad. Robertowi zdarza się zniknąć na jakiś czas. Pojawiają się stany depresyjne. W styczniu 2003 roku agencje donoszą o pierwszej próbie samobójczej. Żużlowca ratuje mechanik. Kilka tygodni później druga próba, nieudana. Ratuje go żona. Dados jest obserwowany przez lekarzy, traci też licencję. Po jakimś znów się ściga.

W Grand Prix Danii zostaje rezerwowym. Po zawodach w Kopenhadze nagle znika. Leci do Sztokholmu, gdzie ma mecz w lidze szwedzkiej. Tyle że w nocy wychodzi z hotelu i nikt nie wie, gdzie się udaje. Szukają go szwedzcy policjanci. Polska ambasada również zostaje powiadomiona o zaginięciu. Żużlowiec jednak odnajduje się. Ale część osób z jego otoczenia widzi, że demony wracają. 

|Czytaj też: Edward Jancarz i jego tragiczna historia. 79 lat temu narodziła się żużlowa legenda

Robert Dados miał wszystko

Dziś świadomość społeczna dotycząca depresji jest większa. I są tego efekty. Z raportu “Samobójstwa i próby samobójcze w Polsce w latach 2020-2024 na podstawie danych KGP” wynika, że w 2024 roku 4845 osób odebrało sobie życie: 4088 mężczyzn i 757 kobiet. To największy spadek od dekady. Marek Cieślak, legendarny trener, powie po latach w “Przeglądzie Sportowym”, że Robertowi próbowali poprzez sport i znalezienie zajęć wokół żużla. Wtedy, w 2004 roku, temat depresji nie był jeszcze tak powszechny, jak obecnie. 

On nie potrzebował trenera, ale psychologa, lekarza. On powinien być w szpitalu. Tam powinni wyciągnąć z niego to wszystko, co w nim siedziało. Teraz już wiem, że on wtedy został z tym wszystkim sam i nikt nie wierzył, że jego da się z tego wyciągnąć – mówi Cieślak.

23 marca 2004 roku Robert Dados powiesił się w stodole w rodzinnym domu w Piotrowicach Wielkich. Przebywał jeszcze w lubelskim szpitalu i przez tydzień leżał w nim w stanie śmierci klinicznej. Po tygodniu zmarł.

Kilka tygodni po jego śmierci inny żużlowiec popełnił samobójstwo. Był nim Rafał Kurmański. 

0 0 Głosy
Ocena artykułu

Zobacz podobne:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze